Wiosna

"Portret"
W zaciemnionym miejscu kryje się
wyjątkowy człowiek. Znad powiek
widać Jego szalenie niebieskie oczy.
Piękny, jak tysiące rozmarzonych
nocy i jak rozgwieżdżone niebo.
Tego mi trzeba! Jego dotyku,
ciepła, ust i bycia. Wpatrzona
w przestrzeń nie umiem opędzić się
od niezliczonych westchnień
i uniesień miłosnych. A zazdrosnych
spojrzeń pojąć nie mogę. Każdy
chce mi drogę właściwą wskazywać
i uczucia moje nazywać po imieniu
przy całkowitym moim niechceniu.
A On patrzy na mnie, jak na muzę
swoją. Spojrzenia moje jego spojrzeń
się nie boją i trwają w zawieszeniu
wzajemnym. W tym ciemnym
zakamarku szukają siebie nasze ręce.
To coś więcej, niż składane w podzięce
pocałunki w policzek. Niż tajemne
pieszczoty w kątach uliczek paryskich.
Dla nas, ludzi sobie bliskich, to coś
ważniejszego od towarzyskich spotkań.
W tym doznaniu emocjonalnym dusza
moja trwa, a wyrwać jej z niego
nie może nic. Warto mi żyć dla takich
chwil. Warto być i czuć, by móc
potem opowiadać, jak skradać można
Jego uśmiechy, spojrzenia i pocałunki.
Nie marnować, nie żałować i smakować
życia. To odkrycia banalne, ale
rozpuszczalne w szklance wody i gubione.
Przemijają często niezauważone, kiedy
każde mknie w inną stronę i jak
poparzone ucieka od drugiego.
Tego samego nie przeżyje się dwa razy.
To, co dziś się zdarza, już jutro się
nie zdarzy. A to, co się wydarzy,
będzie miało inny smak. To znak.


„Marzenie”
Któregoś dnia, o niewiadomej porze,
kiedy zorzę polarną zobaczysz,
porównasz miłość swoją do niej.
Nieprzejednanie wyjątkową.
Magiczną i kolorową. Niedrobiazgową,
ale szczególną i szczegółową.
W koronie czerwonej, jak serce
rozgrzane, kurtyną niepohamowane
przykrywającą uczucia. Blaski
i cienie, a odcienie barw, jakimi
świat jest przedstawiony, się różnią.
Pomiędzy próżnią, a miłosnym
uniesieniem znaczenie ujrzysz
i wymiar, o którym opowiada Ci
serce. I chwile bolesne będą
i radosne. I zimę będziesz mroźną
przeżywać i piękną, kwitnącą
wiosnę. Nie odrzucaj, nie porzucaj,
ani nie duś w sobie. W Tobie rośnie
to, co piękne. Moją rękę weź
w swoją rękę i zamknij mi pocałunkiem
usta. Rozepnij moją kraciastą
koszulę i czule szeptaj mi do
ucha. Ja ciągle słucham. A piasek
pachnie żywiołem naszych ciał.
Gdybyś tylko chciał...

"Wehikuł"
Każda kropla deszczu, która nas
przykrywa jest tak prawdziwa,
jak miłość. Najszczersza, gdy
przeszywa wnętrza nasze wzdłuż
i wszerz. Chcesz i ja chcę, żeby
czas zatrzymał się w miejscu.
Żeby to, co jest, mogło wiecznie
trwać. Nie ma się czego bać.
Zawiłości i niejasności okryć
trzeba płaszczem uczuć szczerości
i wylewności naszego małego
szczęścia. Niewielkimi krokami
wspinać się na piramid miłości
najwyższe szczyty. Zachwyty moje
Tobą i Twoje mną dosiegną
tych szarych, skłębionych chmur,
co nad nami się unoszą. Rozkoszą
wtedy będzie nam cały świat.
Wad moich Ty nie zauważasz,
a ja o Twoich nie pamiętam. 
I choć gubisz się niejednokrotnie
zalotnie patrząc mi w oczy,
zauroczyć już nie umiesz.
A ja chcę, żebyś znaczył dla mnie
wszystko i blisko zawsze był,
żebyś śnił o mnie i o Tobie ja.
Gra pozorów. Trochę nieszczera,
oparta na szczęściu i miłości chwale.
Bądź dla mnie tu i teraz. Albo wcale.

"Zawirował świat"
Tysiącem barw mieni się
życie gdy potargane uczucia
zaczynają się układać
w staranny delikatny
długi warkocz rodzących się
wspomnień
nieposkromione spojrzenia
uderzenia serca w rytmie
latynoskich tańców
i nieustanna wiara w to
że każda burza kiedyś
się kończy
że nawet największy deszcz
przestanie padać
a to co ma być wydarzy się
bez względu na wszystko
nieokiełznany anioł milczenia
w ciszy czeka aż tęskność
w inne ubierze się imię
i przyjmie odetchnienie
od samotnych godzin
a przyszłość jaśniejsza
będzie niż słońce
wybudować nowe fundamenty
i zamknięty mały świat
znowu otworzyć
iść w błękitną ciszę
trzepoczącą skrzydłami
i marzeniami się upajać
na ścieżce widzieć dwa cienie
jeden drugiego ramieniem
osłaniający a w tle
konwaliowy uśmiech
który po srebrnych łez
rosie się wznosi ku sercu

"Przystań"
Zielona przestrzeń
dookoła trawy i drzewa
w  wodzie odbija się
fragment nieba
porośnięta  wysoką zielenią
ścieżka prowadzi
w zakamarki nieznane
w miejsca ukochane zaniedbane
i od lat nie odwiedzane
tam, gdzie wszystko
łączy się ze sobą
gdzie jedno dla
drugiego niepowtarzalną jest
ozdobą spokój i cisza
wiatr tylko kołysze delikatnie trzciny
stary dąb jeden jedyny samotnie
czeka na odwiedziny
oderwanie od
rzeczywistości od problemów
miłości zazdrości braku zaufania
zaniedbania i nieżyczliwości
ucieczka od całości zdarzeń
w których spełnianie marzeń
stało się niewykonalne
słychać ptaków śpiew
na drzew gałęziach połamanych
w głowie tysiące
myśli nieuczesanych a w sercu
nie poukładane uczuć miliony
z drugiej strony rzeki widać
daleki świat bez wad i próżności
zachodzi słońce a powietrze gorące
zmienia się na chłodniejsze
i lżejsze spokojniejsze
liście szeleszczą  swobodnie
i niebo staje się czerwonym
oczyszczonym wyzwolonym
z problemów dnia minionego
jutro zacznie się coś nowego
coś niezwykłego
lepszego od dnia poprzedniego

"Ty"
Chodź do mnie. Złap za rękę.
I bądź. Połóż się obok mnie
wśród mleczy i maków. Szeptaj mi
do ucha najpiękniejsze na świecie
słowa. Podziwiaj ze mną błękitne
przestworza i śnieżnobiałe na
niebie chmury.  Dotykaj swoją
dłonią moich rozgrzanych
policzków. Ciągle. Nie przestawaj.
Nie zadawaj pytań. Patrz mi w oczy,
kiedy ja patrzę i kiedy nie patrzę.
Mów, że tak dobrze będzie zawsze.
 

"Radość"
Trzeba pozaszywać poranioną duszę.
Nazywasz się szczęściem. Moim. Tylko
dla mnie. Gładząc moje włosy, patrzysz
na mnie i przenikasz mnie wzrokiem.
Elektryzujesz. Zaskakujesz. Daj mi rękę.
Chwyć mnie mocno i przysuń do siebie.
Chcę czuć, jak bije Twoje wyjątkowe
serce. Chcę, żebyś, trzymając mnie
za ręce, smakował malinowe usta.
Wypełniasz mnie wyjątkowością.
Moja dusza przestaje być pusta.

"Przenikliwości"
Jesteś. Co za szczęście! Nareszcie! Jak
długo trzeba było czekać? Zatapiać się
myślami daleko w przestworzach,
żeglować po niepłytkich jeziorach
i głębokich  morzach podświadomości.
Kiedy otwieram oczy i patrzę na Ciebie,
nie wierzę, że mamy siebie. Że Twój
i mój dotyk to jedno. Że na pewno
Twój oddech czuję na policzku. Że
przytulasz mnie na dobranoc i mówisz
dzień dobry każdego poranka. Trzymając
mnie za rękę, prowadzisz po niezwykle
pięknej ścieżce miłości. Nie, nie mam
wątpliwości. Chcę Tobą oddychać. 

"Wiosna"
Oczy wznoszę ku niebu. Okrywa je nieskończony
błękit przemieszany z szarością, zza którego
niepewnie i bardzo nieśmiało wyłania się Słońce.
Choć smutek ogarnia całe moje wnętrze, ono
wprowadza radość. Czy szczęście? Być może, jednak
tylko odrobinę. Za oknami jeszcze zima, bo biały
puch przykrywa niemalże cały świat. Czekam na
moment, kiedy ubrana w kolorowe szaty wiosna
przyjdzie i zapuka do drzwi mojego serca. Otworzę.
Nie będzie to jednak zaproszenie do środka. Może
się rozczaruje, ale muszę być ostrożna. Nie można
działać impulsywnie. Nadstawiam uszu, by dokładnie
słyszeć, czy już się zbliża. Uśmiechnięta, radosna,
kolorowa i miła. Jak to wiosna! Wreszcie do mnie
zawitała. Po długiej podróży i wielu przeszkodach.
Na początku byłam zachwycona. Ona ciepła, skromna,
serdeczna chciała mnie poznać. Po mroźnej zimie,
która zgasiła we mnie cały życiowy ogień, musiałam
zaryzykować. Wiosna! Najpiękniejsza pora! Dotyk
miała delikatny i uśmiech łagodny, jak u anioła.
Szybko odeszła. Zaledwie miesiąc gościła w moim
dotychczas zaspałym sercu. Obudziła w moim wnętrzu
najpiękniejsze marzenia. Odkryła skrywane pragnienia
i tajemnice. W krótkim czasie wiedziała o mnie
wszystko i stała się osobą bardzo, bardzo bliską dla mnie.
Najbliższą, powiedzieć mogę pewnie i śmiało, że ukochaną.
Kojarzyła mi się z zapachem pysznej herbaty z sokiem
malinowym i ze smakiem krówek. Nie opuściła mnie
jeszcze, wiosna kochana, do końca. Pamięta czasami.
Z każdym słońca blaskiem ja sobie o niej przypominam.
Bardzo mile ją wspominam. Nie ukrywam, że zrobiła
niezłe zamieszanie. Ciężko teraz mi wszystko
uporządkować. Mimo wielu starań i dążeń ku innej
porze roku. Nie wychodzi. Wiosna najmilsza jest
jednak memu sercu i oku. Była piękna, gdy mieszkała
w moim wnętrzu. Tęsknię za nią, choć wiem, że już
raczej nie wróci. Skrywam na dnie serca nadzieję, że
poczuję ją jeszcze. Nie teraz. Za chwilę. Jest jak powietrze. 

"Ona i On"
Z przyczyn moralno - etycznych i różnych wytycznych,
zakazano. Może chciano. Uważano, że tak lepiej będzie.
Zawsze i wszędzie marzyła o miłości. O księciu na koniu
białym, ideale doskonałym. Długo go nie było. Później
nawet się jej nie śniło, że spotka kogoś wyjątkowego.
Szczerego, przystojnego, z jedną wadą - zajętego. Nie
do wzięcia. I płakała za tego księcia. Nie miała pojęcia,
że się ułoży wszystko tak, jak chciała. Oczywiście się
bała, że jest przeszkodą, kości niezgodą, która przewraca
życie do góry nogami. Jednakże nie da się opisać słowami
tego, co ich łączyło i tego, co między nimi było. Kiedy
myśleli o sobie nocami i dniami, gdy byli swoimi
największymi marzeniami. Dla niej zostawił wszystko -
ówczesne szczęście, które było tak blisko. Zakochał się
w niej - prawdziwym kaktusie. W dziewczynie, która
miała niesamowicie piękną duszę. Ona także go kochała
i dużo czasu potrzebowała, żeby mu to wyznać. Nie
chciała się przyznać. On powiedział jej pierwszy, bo
starszy, mądrzejszy. Przez długi czas kochali się skrycie,
bo każde z nich miało swoje własne życie. Wreszcie się
zeszli, po wielu przeszkodach i schodach, które pokonać
musieli. Zawsze oboje dobrze wiedzieli, że chcą dla siebie
żyć, ze sobą być. Potrzebowali chwil wielu, by odkryć,
że zmierzają do jednego celu. Do jednej i tej samej
przystani, że nie chcą być sami - każde w innym miejscu,
czy przy innej osobie. Widzieli szczęście tylko w sobie.
"Myślę ciągle o Tobie i nie mogę przestać. Próbowałem
zapomnieć, ale mnie na to nie stać" - powiedział jednego
razu i natychmiast przysuwając ją do siebie, pocałował.
Ani chwili nie żałował. Potem tylko podziękował - że go
chciała, że tak długo, tak cierpliwie na niego czekała.

"Umiłowany. Zakochany."
Patrzy ciepłym wzrokiem, czasem jednym okiem
Mrugnie tak, żeby nikt nie widział. Niby gdzieś
Indziej, niby osobno, a jednak razem. Wszystko z
Czasem. Śmieje się, spogląda i komplementy prawi.
Jego to już naprawdę nie bawi! Niby żarty, niby
Nie. Tak naprawdę to nikt nie wie, jak to jest.
W ciągłej niepewności, w życiu brak miłości. A
Jeśli już jest, to nieszczęśliwa. Nigdy nie może być
Szczera, prawdziwa, bez przeszkód. Ta jest inna. Rankiem
Się zaczyna, a kończy o zmierzchu. Nie wie, na
Czym stoi. Tak bardzo się boi, że ją straci, że
jej więcej nie zobaczy! Ciężko będzie przeżyć rozstanie,
Nawet mu zdjęcie nie zostanie! Każdy swą szansę
W życiu dostanie. Może jego już minęła? A może
Wcale się nie zaczęła? Pytać można by bez
Końca. On po burzy, spodziewa się słońca.
Czeka na nie z utęsknieniem, no i pewnym
Zamierzeniem, że się zmieni.