Lekko. Tak, jakby wszystko było
proste. Takie radosne, prawdziwe,
takie żywe i urozmaicone. Wszystko
idzie w dobrą stronę. Jest ozłocone
szczęściem, przeniknięte czułością
niezmierzoną i niezliczoną ilością
uśmiechów na twarzy. Pięknie jest
marzyć. Jeszcze piękniej realizować
te marzenia. To czas spełnienia.
Czas wielkich wrażeń, ważnych
wydarzeń i oddania. Czas czekania.
piątek, 16 grudnia 2011
niedziela, 11 grudnia 2011
"Agja"
Niezaprzeczalnie jedyni w swoim
rodzaju. Niepodważalnie piękni
duchowo. Choć każde z nich, każde
z nas, drogą swoją kroczy, umiemy
się zaskoczyć, ze sobą rozmawiać,
z siebie drwić i śmiać się z samych
siebie. Z nią tak lekko jest, tak
pewnie. Z nim nieśmiało, ale śmiesznie.
Grzecznie. Ufam jej, jak nikomu
chyba. Zdobywa się taką przyjaźń
w tajemnicy, nie krzyczy się o tym
głośno. Trzyma się ją w sercu i patrzy,
jak rośnie. Jak rozkwita. Obserwuje się
jej pąki, jej owoce. To przepłakane
noce, prześmiane całe dnie, to wszystko
to, czego chcę, czego pragnie człowiek
od życia. Nie mam przed nimi do ukrycia
nic. Lubię z nimi być. Z nią szaloną,
nieposkromioną, grająca, zwierzającą się.
I z nim. Spokojnym, opanowanym, ale
zaczarowanym muzycznie i tak fantastycznie
zadziornym. Z nim przekornym. Dają mi
uśmiech na twarzy. Dają mi uśmiech taki,
o którym niejedni mogą tylko marzyć.
rodzaju. Niepodważalnie piękni
duchowo. Choć każde z nich, każde
z nas, drogą swoją kroczy, umiemy
się zaskoczyć, ze sobą rozmawiać,
z siebie drwić i śmiać się z samych
siebie. Z nią tak lekko jest, tak
pewnie. Z nim nieśmiało, ale śmiesznie.
Grzecznie. Ufam jej, jak nikomu
chyba. Zdobywa się taką przyjaźń
w tajemnicy, nie krzyczy się o tym
głośno. Trzyma się ją w sercu i patrzy,
jak rośnie. Jak rozkwita. Obserwuje się
jej pąki, jej owoce. To przepłakane
noce, prześmiane całe dnie, to wszystko
to, czego chcę, czego pragnie człowiek
od życia. Nie mam przed nimi do ukrycia
nic. Lubię z nimi być. Z nią szaloną,
nieposkromioną, grająca, zwierzającą się.
I z nim. Spokojnym, opanowanym, ale
zaczarowanym muzycznie i tak fantastycznie
zadziornym. Z nim przekornym. Dają mi
uśmiech na twarzy. Dają mi uśmiech taki,
o którym niejedni mogą tylko marzyć.
czwartek, 8 grudnia 2011
"Nie znikaj"
Znad potoku słów wypływa
gdzieś nasza, moja, Twoja wina.
Zamykasz ostatnie drzwi, za nimi
nie ma już nic. A ja, wciąż stęskniona
za Tobą, chcę trwać, Ty ratujesz
mnie sobą. Ten żal, który przeszedł
gdzieś obok, niech zniknie na zawsze
już z nas. Czułe szeptanie do ucha,
zniknie miłość, radość i otucha.
Zamknąłeś ostatnie drzwi, między
nami nie ma już nic. A ja, wciąż
stęskniona za Tobą, chcę trwać
Ty ratujesz mnie sobą, ten żal,
który przeszedł gdzieś obok, niech
zniknie na zawsze już z nas. Bo czas.
gdzieś nasza, moja, Twoja wina.
Zamykasz ostatnie drzwi, za nimi
nie ma już nic. A ja, wciąż stęskniona
za Tobą, chcę trwać, Ty ratujesz
mnie sobą. Ten żal, który przeszedł
gdzieś obok, niech zniknie na zawsze
już z nas. Czułe szeptanie do ucha,
zniknie miłość, radość i otucha.
Zamknąłeś ostatnie drzwi, między
nami nie ma już nic. A ja, wciąż
stęskniona za Tobą, chcę trwać
Ty ratujesz mnie sobą, ten żal,
który przeszedł gdzieś obok, niech
zniknie na zawsze już z nas. Bo czas.
środa, 7 grudnia 2011
"Zamknięte powieki"
W Twoich oczach znużenia ponurego
obudził się stan. To, co mam teraz, już
nie raz jeden w biedę duchową się
zamieniało. Kiedy chciało się za dużo,
a za mało się miało. Wtedy, kiedy
kochało się tych niewłaściwych drani,
którzy kochani chcieli być najbardziej
na świecie. Nie wypada kobiecie
komplementować, ani szepteać do ucha
na dobranoc. Ona ma słuchać. Tęsknota
ogarnęła cały ten stan. A człowiek
nie wie sam, w którym udać się kierunku.
Niedoceniony idzie w różne strony
i czeka na tę miłość, która da mu trochę
bliskości, odrobinę czułości z nutą
zazdrości i łyżką pragnienia dla zapomnienia,
żeby miała dobry smak. Kochać tak,
jak nikt obok nie potrafi i nie gasić tego
żaru w sobie. Widzieć go w Tobie,
nie zabijać, nie unikać, ale ryzykować.
Kochać. Nie żałować. Ona nie może
tego zrobić, choć bardzo by chciała.
Ku niemu jej miłość jest jeszcze za mała.
obudził się stan. To, co mam teraz, już
nie raz jeden w biedę duchową się
zamieniało. Kiedy chciało się za dużo,
a za mało się miało. Wtedy, kiedy
kochało się tych niewłaściwych drani,
którzy kochani chcieli być najbardziej
na świecie. Nie wypada kobiecie
komplementować, ani szepteać do ucha
na dobranoc. Ona ma słuchać. Tęsknota
ogarnęła cały ten stan. A człowiek
nie wie sam, w którym udać się kierunku.
Niedoceniony idzie w różne strony
i czeka na tę miłość, która da mu trochę
bliskości, odrobinę czułości z nutą
zazdrości i łyżką pragnienia dla zapomnienia,
żeby miała dobry smak. Kochać tak,
jak nikt obok nie potrafi i nie gasić tego
żaru w sobie. Widzieć go w Tobie,
nie zabijać, nie unikać, ale ryzykować.
Kochać. Nie żałować. Ona nie może
tego zrobić, choć bardzo by chciała.
Ku niemu jej miłość jest jeszcze za mała.
niedziela, 4 grudnia 2011
"Jak On"
Jej marzeniem było być z kimś,
z kimś takim, jak On.
Z kimś, kto będzie się o nią
martwił tak, jak On.
Kto będzie ją rozśmieszał
tak, jak On.
Z kimś, kto będzie poprawiał jej
humor, nawet wtedy, kiedy
okaże się to zupełnie niemożliwe
i niewykonalne, jak On.
Z kimś, kto nazywać ją będzie tak,
jak tylko ona by chciała.
Z kimś, kto będzie mówił, że wcale
nie jest tak, jak myśli.
Kto będzie śmiać się z jej żartów,
zupełnie, jak On.
Z kimś, kto najmocniej na świecie
będzie trzymał za ręce, jak On.
Kto pokaże, że deszczem jest słońce,
a słońcem deszcz, jak On.
Kto udowodni, że kochać, to nie
mieć, a być, jak On.
Z kimś, kto zamiast mówić, będzie
robił, jak On.
Kto będzie patrzył ciepłym wzrokiem
na nią, jak On i tylko On.
Z kimś, kto okaże się tym jednym
jedynym i najcudowniejszym.
Tym najważniejszym. Jak On.
z kimś takim, jak On.
Z kimś, kto będzie się o nią
martwił tak, jak On.
Kto będzie ją rozśmieszał
tak, jak On.
Z kimś, kto będzie poprawiał jej
humor, nawet wtedy, kiedy
okaże się to zupełnie niemożliwe
i niewykonalne, jak On.
Z kimś, kto nazywać ją będzie tak,
jak tylko ona by chciała.
Z kimś, kto będzie mówił, że wcale
nie jest tak, jak myśli.
Kto będzie śmiać się z jej żartów,
zupełnie, jak On.
Z kimś, kto najmocniej na świecie
będzie trzymał za ręce, jak On.
Kto pokaże, że deszczem jest słońce,
a słońcem deszcz, jak On.
Kto udowodni, że kochać, to nie
mieć, a być, jak On.
Z kimś, kto zamiast mówić, będzie
robił, jak On.
Kto będzie patrzył ciepłym wzrokiem
na nią, jak On i tylko On.
Z kimś, kto okaże się tym jednym
jedynym i najcudowniejszym.
Tym najważniejszym. Jak On.
"Kosmiczne Idywiduum"
Chcesz być postrzegany jako cham,
a ja Cię znam zupełnie z innej strony.
Niepochlebne zdanie przeistoczyło się
w coś niesamowitego. Z nielubianego
zamieniłeś się w lubianego miłosiernego
ojca, głowę rodziny, która nawet umie
przyznać się do błędu, a nawet do winy!
Kreacja na bezczelnego chama, który
od wieczora do rana próbuje zasłużyć
na swój podziw. Nic bardziej mylnego.
Czas zauważyć w Tobie człowieka
niezwykle zrównoważonego, śmiałego,
doświadczonego i z ogromnym poczuciem
humoru. Jesteś kimś pełnym wigoru,
niesamowitym! A jak grasz, ach...
stwarzasz wokół siebie aurę magii
i niesamowitości. Nie jeden Ci zazdrości.
Masz czasami ludzkie odruchy, umiesz
dodać otuchy, umiesz się śmiać, jak
mało kto. Drzemie w Tobie niesamowicie
pozytywne zło. Takie urocze. Takie
niecodzienne, zmienne, a jednocześnie
niezmienne. Specyficzne indywiduum.
Święte i nie święte. Delikatnie, acz
konkretnie kopnięte. Nieokiełznane.
Stworzenie w głębi serca oddane, miłe,
czułe, sprawiedliwe, aktywne i... kochane.
a ja Cię znam zupełnie z innej strony.
Niepochlebne zdanie przeistoczyło się
w coś niesamowitego. Z nielubianego
zamieniłeś się w lubianego miłosiernego
ojca, głowę rodziny, która nawet umie
przyznać się do błędu, a nawet do winy!
Kreacja na bezczelnego chama, który
od wieczora do rana próbuje zasłużyć
na swój podziw. Nic bardziej mylnego.
Czas zauważyć w Tobie człowieka
niezwykle zrównoważonego, śmiałego,
doświadczonego i z ogromnym poczuciem
humoru. Jesteś kimś pełnym wigoru,
niesamowitym! A jak grasz, ach...
stwarzasz wokół siebie aurę magii
i niesamowitości. Nie jeden Ci zazdrości.
Masz czasami ludzkie odruchy, umiesz
dodać otuchy, umiesz się śmiać, jak
mało kto. Drzemie w Tobie niesamowicie
pozytywne zło. Takie urocze. Takie
niecodzienne, zmienne, a jednocześnie
niezmienne. Specyficzne indywiduum.
Święte i nie święte. Delikatnie, acz
konkretnie kopnięte. Nieokiełznane.
Stworzenie w głębi serca oddane, miłe,
czułe, sprawiedliwe, aktywne i... kochane.
sobota, 3 grudnia 2011
"Szuflada wspomnień"
Wyciągam z szuflady kolejne kłębki
zaczarowanych wspomnień. Tych
małych i dużych, próżnych i takich
niezwykle wartościowych. W każdym
inny człowiek, inny wyraz, inna czasem
miłość, inne uczucie. Wszystko inne.
A w szufladach kieszonki, a w nich
małe cząstki tego, co było chwilą
ulotną, a teraz już nie wróci. Ocalić
wspomnienia od zapomnienia. Od
ludzkiej złośliwości, od żaru nieżałości,
od niesnasek, od wszystkiego, co złe.
Wspomnieniami karmić się chce każdy,
kto ma w nich choć ułamek lepszego
siebie. Ich magia i moc sprawiają, że
co noc wracają wszystkie te dobre,
te pozytywne i te, niestety, naiwne.
Jest we wspomnieniu taki człowiek,
który już powoli odchodzi gdzieś tam,
w zapomnienie. Staje się jakby małą
chwilą, która właśnie mija. Trzeba
go zamknąć w szufladzie, by na dzień
stamtąd nie wychodził. Gdy jednak
noc nadchodzi jego portret wraca.
Jak sprawa nigdy niewyleczonego kaca,
jak cień, jak tęcza po deszczu w dzień
słoneczny, on jest. Ach wiem, że
niedorzeczny. Zamknąć zatem koniecznie
w szufladzie trzeba ten skrawek nieba,
który zachodzi szarością. Wybielić go
należy, pokryć błękitem, by tuż przed
świtem pachniał cudną pozytywnością.
zaczarowanych wspomnień. Tych
małych i dużych, próżnych i takich
niezwykle wartościowych. W każdym
inny człowiek, inny wyraz, inna czasem
miłość, inne uczucie. Wszystko inne.
A w szufladach kieszonki, a w nich
małe cząstki tego, co było chwilą
ulotną, a teraz już nie wróci. Ocalić
wspomnienia od zapomnienia. Od
ludzkiej złośliwości, od żaru nieżałości,
od niesnasek, od wszystkiego, co złe.
Wspomnieniami karmić się chce każdy,
kto ma w nich choć ułamek lepszego
siebie. Ich magia i moc sprawiają, że
co noc wracają wszystkie te dobre,
te pozytywne i te, niestety, naiwne.
Jest we wspomnieniu taki człowiek,
który już powoli odchodzi gdzieś tam,
w zapomnienie. Staje się jakby małą
chwilą, która właśnie mija. Trzeba
go zamknąć w szufladzie, by na dzień
stamtąd nie wychodził. Gdy jednak
noc nadchodzi jego portret wraca.
Jak sprawa nigdy niewyleczonego kaca,
jak cień, jak tęcza po deszczu w dzień
słoneczny, on jest. Ach wiem, że
niedorzeczny. Zamknąć zatem koniecznie
w szufladzie trzeba ten skrawek nieba,
który zachodzi szarością. Wybielić go
należy, pokryć błękitem, by tuż przed
świtem pachniał cudną pozytywnością.
środa, 30 listopada 2011
"Siódme niebo"
A co, jeśli to wszystko jest kłamstwem?
Albo nieprawdą, złudą, czy oszukiwaniem?
Co, jeśli zarazisz mnie kochaniem swoim,
a tak naprawdę bardzo się boisz i zrezygnujesz?
Czujesz coś oderwanego od rzeczywistości,
ale nie wiesz, czy o miłości możesz powiedzieć
otwarcie. A co, jeśli będzie za późno? Na
próżno wtedy będziesz mnie kochać. Na próżno
wzdychaniem do mnie czas będziesz sobie
zajmował. Teraz jestem gotowa, nie potem.
Co, jeśli moje do Ciebie uczucia wygasną,
a życie będzie mi jasną ścieżką? Nie wiesz,
co robić. Zaszkodzić nie chcesz ani mi, ani
sobie, ale w głowie masz rozgardiasz. Wiem.
Ale też chcę być spokojniejsza i pewniejsza
tego, co będzie. A jeśli się nie uda? I tak
się zdarza. Trzeba uważać, być dla siebie,
a nie obok. Kochać, albo nie i czego się chce,
wiedzieć. A co, kiedy to się skończy? Wtedy
coś nas rozłączy i połączy z czymś zupełnie
innym. Mija czas i nie wiem, czy też jutro będę
obok Ciebie. W moim własnym, siódmym niebie.
Albo nieprawdą, złudą, czy oszukiwaniem?
Co, jeśli zarazisz mnie kochaniem swoim,
a tak naprawdę bardzo się boisz i zrezygnujesz?
Czujesz coś oderwanego od rzeczywistości,
ale nie wiesz, czy o miłości możesz powiedzieć
otwarcie. A co, jeśli będzie za późno? Na
próżno wtedy będziesz mnie kochać. Na próżno
wzdychaniem do mnie czas będziesz sobie
zajmował. Teraz jestem gotowa, nie potem.
Co, jeśli moje do Ciebie uczucia wygasną,
a życie będzie mi jasną ścieżką? Nie wiesz,
co robić. Zaszkodzić nie chcesz ani mi, ani
sobie, ale w głowie masz rozgardiasz. Wiem.
Ale też chcę być spokojniejsza i pewniejsza
tego, co będzie. A jeśli się nie uda? I tak
się zdarza. Trzeba uważać, być dla siebie,
a nie obok. Kochać, albo nie i czego się chce,
wiedzieć. A co, kiedy to się skończy? Wtedy
coś nas rozłączy i połączy z czymś zupełnie
innym. Mija czas i nie wiem, czy też jutro będę
obok Ciebie. W moim własnym, siódmym niebie.
"Słowo kocham"
Słowo ulotne, jak każda chwila.
Szczere, czy nie, dąży wszędzie
tam, gdzie chce dotrzeć. Młodsze
i starsze. Trwalsza i doskonalsze,
albo tylko pozorne. Skromne.
Słowo decydujące, będące nadzieją,
zmartwieniem, zniechęceniem
i marzeniem. Takie ważne, takie
lekkie, jak powietrze. Jeszcze
świeże, takie, co się nie nudzi, ani
nikt się nim nie pobrudzi też. Słowo
wiążące, znaczące wiele, piękne
w swojej prostocie. Inne, niż
wszystkie. Ma wiele znaczeń, a nie
każdy umie je wytłumaczyć, czy
nim się podzielić. Podobne do
najpiękniejszego na świecie kwiatu.
Kocham. Słowo nieokiełznane.
Kocha, bo jest zakochane.
Szczere, czy nie, dąży wszędzie
tam, gdzie chce dotrzeć. Młodsze
i starsze. Trwalsza i doskonalsze,
albo tylko pozorne. Skromne.
Słowo decydujące, będące nadzieją,
zmartwieniem, zniechęceniem
i marzeniem. Takie ważne, takie
lekkie, jak powietrze. Jeszcze
świeże, takie, co się nie nudzi, ani
nikt się nim nie pobrudzi też. Słowo
wiążące, znaczące wiele, piękne
w swojej prostocie. Inne, niż
wszystkie. Ma wiele znaczeń, a nie
każdy umie je wytłumaczyć, czy
nim się podzielić. Podobne do
najpiękniejszego na świecie kwiatu.
Kocham. Słowo nieokiełznane.
Kocha, bo jest zakochane.
wtorek, 29 listopada 2011
"Niemożliwe"
Jak po mrocznym, rozgwieżdżonym
niebie chmury białe płyną, tak do Ciebie
ja lgnę z każdą godziną coraz bardziej.
Jak mgła, która wyłania się z okruszków
nocy, tak Ty mi coraz bardziej jesteś
obcy i daleki. Jak kwiat, który więdnie
bez wody, tak Ty młody, wiecznie chcesz
koniecznie zawojować świat. Jak noc,
bezdenna i głęboka, i ciemna, tak ja
wierna zawsze patrzę ukradkiem na Ciebie.
Jak deszcz po stu dniach suszy, tak mnie
ruszy serce, gdy goręcej spojrzysz na
mnie. Jak na wietrze, nigdy nieprzemijający
pył, tak ja i Ty, tak my... Sztucznie prawdziwe,
za idealne, za piękne, a wręcz niemożliwe.
niebie chmury białe płyną, tak do Ciebie
ja lgnę z każdą godziną coraz bardziej.
Jak mgła, która wyłania się z okruszków
nocy, tak Ty mi coraz bardziej jesteś
obcy i daleki. Jak kwiat, który więdnie
bez wody, tak Ty młody, wiecznie chcesz
koniecznie zawojować świat. Jak noc,
bezdenna i głęboka, i ciemna, tak ja
wierna zawsze patrzę ukradkiem na Ciebie.
Jak deszcz po stu dniach suszy, tak mnie
ruszy serce, gdy goręcej spojrzysz na
mnie. Jak na wietrze, nigdy nieprzemijający
pył, tak ja i Ty, tak my... Sztucznie prawdziwe,
za idealne, za piękne, a wręcz niemożliwe.
"Listopadowa depresja"
W czarnej przestrzeni, pomiędzy zieleni
pasami, nad głowami unosi się niewidzialna
mgła. Okrywa próżny świat, a zagłada
serca przenosi się do kolejnego wnętrza.
Wszystko takie smutne i ponure. Takie
szare i niewystarczające do życia. Z ukrycia
wyłania się pierwiastek radości. Idzie
z myślą o szczęśliwości w stronę człowieka,
który czeka na jakąś nadzieję. Kruszeje
już złość i gniew, a śpiew skowronka drga
swoimi dźwiękami gdzieś na dnie serca.
Rozproszone w głowie myśli, czy to, co raz
się przyśni, śnić się będzie nieustannie.
Wszystko dzieje się tak nienagannie, tak lekko,
przyjemnie i delikatnie. Gdy zabraknie tego...
achm nie chce się nawet o tym myśleć, gdy
zawiśnie na jednej szali, na przeciwległych
bokach, głęboka szczerość po jednej stronie,
a niedoścignione ambicje Twoje, po drugiej.
Nie mrugaj już do mnie tak słodko i czule.
Teraz jeszcze boli, ale zaraz się znieczulę.
pasami, nad głowami unosi się niewidzialna
mgła. Okrywa próżny świat, a zagłada
serca przenosi się do kolejnego wnętrza.
Wszystko takie smutne i ponure. Takie
szare i niewystarczające do życia. Z ukrycia
wyłania się pierwiastek radości. Idzie
z myślą o szczęśliwości w stronę człowieka,
który czeka na jakąś nadzieję. Kruszeje
już złość i gniew, a śpiew skowronka drga
swoimi dźwiękami gdzieś na dnie serca.
Rozproszone w głowie myśli, czy to, co raz
się przyśni, śnić się będzie nieustannie.
Wszystko dzieje się tak nienagannie, tak lekko,
przyjemnie i delikatnie. Gdy zabraknie tego...
achm nie chce się nawet o tym myśleć, gdy
zawiśnie na jednej szali, na przeciwległych
bokach, głęboka szczerość po jednej stronie,
a niedoścignione ambicje Twoje, po drugiej.
Nie mrugaj już do mnie tak słodko i czule.
Teraz jeszcze boli, ale zaraz się znieczulę.
piątek, 25 listopada 2011
"Żelki"
Spotkali się przypadkiem. Każdy inny,
ale wszyscy tacy sami. Pozytwnie bardzo
nienormalni. Zgrani. Mama z tatą plus
w zestawie dzieci. Dalecy od pragnienia
pustych wrażeń, dążą ku spełnianiu swoich
marzeń. Zwariowani, zabawni i powabni.
Szalona z nich żelkowa rodzina. Matka
mina inna co chwilę, tata graniem umila czas,
a dzieci? Dzieci jest w sam raz. Niepozorni.
Mama z tatą niezwykle przekorni, a dzieciaki
każde z innym charakterem. Spotykają się
na próbach i w każdą niedzielę. Najmłodszy
w rodzinie jest niezwykle spokojny. Cichy,
poukładany, najmniej przekorny, na basie
zachwyca, a talent po rodzicach oczywiście
ma. Ach, jakże on gra! Potem Kinia - nikt
na pierwszy rzut oka nie powie, co w głowie
jej siedzi. Zabawna, towarzyska, cicha
początkowo, już teraz umie tupnąć nogą, kiedy
coś jej się nie podoba. Przebojowa, energiczna,
nieprzewidywalna. Figlarna. Córka Katarzyna -
przetrwożona jest jej mina, kiedy prosi się ją
o to, czego nie lubi. Często się gubi w repertuarze.
Z głową pełną marzeń i pomysłów. Z milionem
zamysłów, niższych drugich głosów i wzrokiem
mordercy na wieść o śpiewaniu solo. I w końcu
wytworna gitarzystka. Czar jej z oczu tryska.
Profesjonalistka. Niezwykle cierpliwa, a laury
zdobywa od mamy za chwytami barowymi granie.
I najstarsza z córek - Żania. Specjalistka od
śpiewania drugimi głosami. Z włosami anielskimi.
Charakterna. Twarda i dzielna. Operetkowa.
Tata - głowa rodziny. Robi miny prześmieszne
i uwodzi na gitarze graniem. Mama zajmuje się
słuchaniem jego wymyślnych pioseneczek.
Z zastępem córeczek i jednym synem tworzą
rodzinę niezwykle udaną. Głowa rodziny jest
konsekwentna, ale ugodowa. A gra niesamowicie.
Jakby granie było całym jego życiem. Z taką
pasją, całym sobą. Jest ozdobą całej rodzinki.
Kwintesensją. Esencją wszystkich żelków.
Mama cierpliwość ma wielką. Do dzieci, ale
do ich ojca również. Umie być konsekwetna,
zawsze o wszystkim pamięta. Zdrowo kopnięta.
Rodzice i pięcioro dzieci to cała żelkowa rodzina.
Są wyjątkowi i uroczy. Nikt im nie podskoczy :)
ale wszyscy tacy sami. Pozytwnie bardzo
nienormalni. Zgrani. Mama z tatą plus
w zestawie dzieci. Dalecy od pragnienia
pustych wrażeń, dążą ku spełnianiu swoich
marzeń. Zwariowani, zabawni i powabni.
Szalona z nich żelkowa rodzina. Matka
mina inna co chwilę, tata graniem umila czas,
a dzieci? Dzieci jest w sam raz. Niepozorni.
Mama z tatą niezwykle przekorni, a dzieciaki
każde z innym charakterem. Spotykają się
na próbach i w każdą niedzielę. Najmłodszy
w rodzinie jest niezwykle spokojny. Cichy,
poukładany, najmniej przekorny, na basie
zachwyca, a talent po rodzicach oczywiście
ma. Ach, jakże on gra! Potem Kinia - nikt
na pierwszy rzut oka nie powie, co w głowie
jej siedzi. Zabawna, towarzyska, cicha
początkowo, już teraz umie tupnąć nogą, kiedy
coś jej się nie podoba. Przebojowa, energiczna,
nieprzewidywalna. Figlarna. Córka Katarzyna -
przetrwożona jest jej mina, kiedy prosi się ją
o to, czego nie lubi. Często się gubi w repertuarze.
Z głową pełną marzeń i pomysłów. Z milionem
zamysłów, niższych drugich głosów i wzrokiem
mordercy na wieść o śpiewaniu solo. I w końcu
wytworna gitarzystka. Czar jej z oczu tryska.
Profesjonalistka. Niezwykle cierpliwa, a laury
zdobywa od mamy za chwytami barowymi granie.
I najstarsza z córek - Żania. Specjalistka od
śpiewania drugimi głosami. Z włosami anielskimi.
Charakterna. Twarda i dzielna. Operetkowa.
Tata - głowa rodziny. Robi miny prześmieszne
i uwodzi na gitarze graniem. Mama zajmuje się
słuchaniem jego wymyślnych pioseneczek.
Z zastępem córeczek i jednym synem tworzą
rodzinę niezwykle udaną. Głowa rodziny jest
konsekwentna, ale ugodowa. A gra niesamowicie.
Jakby granie było całym jego życiem. Z taką
pasją, całym sobą. Jest ozdobą całej rodzinki.
Kwintesensją. Esencją wszystkich żelków.
Mama cierpliwość ma wielką. Do dzieci, ale
do ich ojca również. Umie być konsekwetna,
zawsze o wszystkim pamięta. Zdrowo kopnięta.
Rodzice i pięcioro dzieci to cała żelkowa rodzina.
Są wyjątkowi i uroczy. Nikt im nie podskoczy :)
piątek, 18 listopada 2011
"Chwila"
W głowie myśli nie ubywa. Przykrywać
by można kolejną warstwą zapominania
wszystkie niechciane chwile. Te czułe, te
miłe, te bezpowrotne. Ulotne były, jak
o poranku mgła. Jak zorza. Bezdenne, jak
morza i rozległe. Jest cisza. Unosi się
tylko powietrze gdzieś nad głową, a między
sobą szepczą korony drzew. Śpiew słychać
jakichś ptaków znad rzeki, daleki, choć
urzekający. Mdlący zapach bzów. Jak ze
snu sceneria. Panuje kokieteria i zarazem
opanowanie. Tę magię wypełnia księżyca
blask. Jest noc. Ciężki dzień kładzie się
do snu, by znów jutro się obudzić. Zasypia.
A wokół wszystko kwitnie. Z domieszką
lata i zimy jesienna wiosna wprowadza się
do świata. Jest ciepło. Tak zimowo, tak
wiosennie, jesiennie i naprawdę letnio. Choć
śnieg prawie już na ziemię spadł, a świat
zapomniał, co to wiosna. A wszędzie pełno
żółtych tulipanów. Jest tak, jak być powinno.
Chwilo, zostań. Nie zamienię Cię na inną.
by można kolejną warstwą zapominania
wszystkie niechciane chwile. Te czułe, te
miłe, te bezpowrotne. Ulotne były, jak
o poranku mgła. Jak zorza. Bezdenne, jak
morza i rozległe. Jest cisza. Unosi się
tylko powietrze gdzieś nad głową, a między
sobą szepczą korony drzew. Śpiew słychać
jakichś ptaków znad rzeki, daleki, choć
urzekający. Mdlący zapach bzów. Jak ze
snu sceneria. Panuje kokieteria i zarazem
opanowanie. Tę magię wypełnia księżyca
blask. Jest noc. Ciężki dzień kładzie się
do snu, by znów jutro się obudzić. Zasypia.
A wokół wszystko kwitnie. Z domieszką
lata i zimy jesienna wiosna wprowadza się
do świata. Jest ciepło. Tak zimowo, tak
wiosennie, jesiennie i naprawdę letnio. Choć
śnieg prawie już na ziemię spadł, a świat
zapomniał, co to wiosna. A wszędzie pełno
żółtych tulipanów. Jest tak, jak być powinno.
Chwilo, zostań. Nie zamienię Cię na inną.
środa, 16 listopada 2011
"Erotyk"
Czuję to elektryzujące napięcie, kiedy
na mnie patrzysz. Od tego wszystko
się zaczęło. Twoje niebiańsko delikatne
dłonie, dotykające moich skroni. Pozwólmy
sobie na więcej. Splecione ręce i nogi.
Błogi stan. I my. Cały drżysz, a ja, wypełniona
szczęściem, pragnę Ciebie jeszcze więcej.
Twoje usta dotykają mnie wszędzie
i nie będzie mi już lepiej, niż teraz. Wnikasz
w moje ciało coraz bardziej śmiało
i podnosisz mi temperaturę. Czuję na szyi
Twój oddech, Twoje zmęczenie, wyczerpanie.
Nasze wzajemne kochanie. Tak, jak teraz,
już zawsze mnie całuj i dotykaj. Przenikaj
moje wnętrze, by gorętsze się coraz bardziej
stawało. A ja będę omdlewać w Twoich
ramionach. Będę uszczęśliwiona. We mnie
wnikasz, jak w ziemi porowatość, wilgoć.
Elektryzuje mnie Twoja bliskość i Twój
dotyk. I Twoje spojrzenie, a w nim
pragnienie mnie i pożądanie. Zatrzymaj czas.
Niech to, co w nas się dzieje, się nie kończy.
Niech nic, nas teraz, już nigdy, nie rozłączy.
na mnie patrzysz. Od tego wszystko
się zaczęło. Twoje niebiańsko delikatne
dłonie, dotykające moich skroni. Pozwólmy
sobie na więcej. Splecione ręce i nogi.
Błogi stan. I my. Cały drżysz, a ja, wypełniona
szczęściem, pragnę Ciebie jeszcze więcej.
Twoje usta dotykają mnie wszędzie
i nie będzie mi już lepiej, niż teraz. Wnikasz
w moje ciało coraz bardziej śmiało
i podnosisz mi temperaturę. Czuję na szyi
Twój oddech, Twoje zmęczenie, wyczerpanie.
Nasze wzajemne kochanie. Tak, jak teraz,
już zawsze mnie całuj i dotykaj. Przenikaj
moje wnętrze, by gorętsze się coraz bardziej
stawało. A ja będę omdlewać w Twoich
ramionach. Będę uszczęśliwiona. We mnie
wnikasz, jak w ziemi porowatość, wilgoć.
Elektryzuje mnie Twoja bliskość i Twój
dotyk. I Twoje spojrzenie, a w nim
pragnienie mnie i pożądanie. Zatrzymaj czas.
Niech to, co w nas się dzieje, się nie kończy.
Niech nic, nas teraz, już nigdy, nie rozłączy.
"A miłość?"
Uczucia. Czym są i gdzie się mieszczą?
Czy szeleszczą, jak liście na wietrze?
Czy, jak powietrze wszędzie są i zawsze?
Nie wiadomo. Łączą się w pary, kontrastują,
sprzeciwiają się sobie. Są różnorodne.
A miłość? Czym jest? To ożywczy deszcz.
To szept i pożądanie. To kochanie.
Uczucia gnieżdżą się w sercu i ciężko im
się wydostać. Trudno im sprostać. Jednak
są niesamowite. Im później odkryte, tym
lepsze. Im nowsze, tym świeższe. A miłość?
To wyjątkowe doznanie. To długie czekanie.
A potem? Fala szczęść i radości. Ich miłości.
Czy szeleszczą, jak liście na wietrze?
Czy, jak powietrze wszędzie są i zawsze?
Nie wiadomo. Łączą się w pary, kontrastują,
sprzeciwiają się sobie. Są różnorodne.
A miłość? Czym jest? To ożywczy deszcz.
To szept i pożądanie. To kochanie.
Uczucia gnieżdżą się w sercu i ciężko im
się wydostać. Trudno im sprostać. Jednak
są niesamowite. Im później odkryte, tym
lepsze. Im nowsze, tym świeższe. A miłość?
To wyjątkowe doznanie. To długie czekanie.
A potem? Fala szczęść i radości. Ich miłości.
"Rutyna"
Wszystko, co się dzieje, tak naprawdę
nie istnieje. Wszystko się wydaje. Świat
w kolorach tęczy męczy ponuraków.
Dla dziwaków barwy brudnego miasta.
Jak ciastka wszystko kruche. Ludzkie
odruchy. Kontrolowane, wszystko
zaplanowane i realizowane. Codzienność
i niezmienność. Rutyna. Tu przyczyna,
tam skutek. I tak ciągle, nieustannie.
Marnie wszystko się rozgrywa. Słabszy
przegrywa, silniejszy wygrywa. A człowiek
szary, niedoskonały, patrzy na to wszystko.
Nic mu nie pasuje. Za daleko, bądź za blisko.
nie istnieje. Wszystko się wydaje. Świat
w kolorach tęczy męczy ponuraków.
Dla dziwaków barwy brudnego miasta.
Jak ciastka wszystko kruche. Ludzkie
odruchy. Kontrolowane, wszystko
zaplanowane i realizowane. Codzienność
i niezmienność. Rutyna. Tu przyczyna,
tam skutek. I tak ciągle, nieustannie.
Marnie wszystko się rozgrywa. Słabszy
przegrywa, silniejszy wygrywa. A człowiek
szary, niedoskonały, patrzy na to wszystko.
Nic mu nie pasuje. Za daleko, bądź za blisko.
"Zakochani"
W moim sercu tańczy wiosna.
A za oknami jesień niesie chmury
ciemne i ponury świat. U mnie
radość i orzeźwienie. Mruczenie,
szeptanie do ucha, wspólne
milczenie, zawirowania, emocje.
Zakochana. Od rana do wieczora,
pora każda dobra, by Ci o tym
opowiadać. Razem siadać i na siebie
się patrzeć. Zakochani. Tacy sami,
ale inni w sobie. Ty we mnie, a ja
w Tobie. My. Ty i ja. I nasz świat.
A za oknami jesień niesie chmury
ciemne i ponury świat. U mnie
radość i orzeźwienie. Mruczenie,
szeptanie do ucha, wspólne
milczenie, zawirowania, emocje.
Zakochana. Od rana do wieczora,
pora każda dobra, by Ci o tym
opowiadać. Razem siadać i na siebie
się patrzeć. Zakochani. Tacy sami,
ale inni w sobie. Ty we mnie, a ja
w Tobie. My. Ty i ja. I nasz świat.
środa, 9 listopada 2011
"Bałagan uczuciowy"
Wszystko się zmienia. Dążenia do
marzeń staczają się w otchłaniach
zapomnienia. Pojawiają się nowe
znaczenia, a pragnienia przenoszą się
do innych rzeczywistości. Rozrzucone,
jak kości nieznaczące, drżące i łaknące
czułości. Ludzkie słabości. Do niczego
to nie prowadzi. Wadzi człowiek
człowiekowi. Za mało uczuciowi,
bezdenni, zakochani tylko w sobie.
Zmienia się to, co miało być stałe,
trwać niezmiennie i przyozdabiać brudną
rzeczywistość. Gdzież będzie moja
przyszłość w tej mgle i cieniach tych
niezmiernie mnie gnębiących? Gdzie
będzie niekończących się moich marzeń
rzeka? Gdzież ten, który na mnie czeka?
marzeń staczają się w otchłaniach
zapomnienia. Pojawiają się nowe
znaczenia, a pragnienia przenoszą się
do innych rzeczywistości. Rozrzucone,
jak kości nieznaczące, drżące i łaknące
czułości. Ludzkie słabości. Do niczego
to nie prowadzi. Wadzi człowiek
człowiekowi. Za mało uczuciowi,
bezdenni, zakochani tylko w sobie.
Zmienia się to, co miało być stałe,
trwać niezmiennie i przyozdabiać brudną
rzeczywistość. Gdzież będzie moja
przyszłość w tej mgle i cieniach tych
niezmiernie mnie gnębiących? Gdzie
będzie niekończących się moich marzeń
rzeka? Gdzież ten, który na mnie czeka?
poniedziałek, 31 października 2011
"Kolejne wyznanie"
Zostaw mi trochę swojej przestrzeni. Tego
kawałka ziemi, który mieni się Tobą. Daj
mi odrobinę Twojej czułości, tak bym
w marzeń nagości umiała się odnaleźć
z częścią Ciebie. Zaproś do siebie, do
swojego serca i prowadź drogą przez nasze
dwa wnętrza wiodącą. Bądź mi milczącą
skałą, małą nadzieją, płomieniem radości,
bądź miłości swej dawcą. Niech patrzą
na nas wszystkie zazdrosne oczy, niech
szydzą, śmieją się, czy płaczą. Niech
zobaczą tę moc od nas bijącą, tę miłość,
czułość, te wszystkie uczucia, które dla nas
są wyjątkowe. Gotowe jest już moje serce,
by Cię kochać. A Twoje? Czy tak samo,
jak moje, tęskni? Czy zamykając powieki
mnie widzisz we śnie? Czy ja jestem dla
Ciebie powietrzem? Czy marzeń spełnieniem?
Czy wypełnieniem tej pustki? Nie chcę już
płakać do poduszki i czekać na Twój znak.
Powiedz mi proszę, czy mnie chcesz. Nie, albo tak.
kawałka ziemi, który mieni się Tobą. Daj
mi odrobinę Twojej czułości, tak bym
w marzeń nagości umiała się odnaleźć
z częścią Ciebie. Zaproś do siebie, do
swojego serca i prowadź drogą przez nasze
dwa wnętrza wiodącą. Bądź mi milczącą
skałą, małą nadzieją, płomieniem radości,
bądź miłości swej dawcą. Niech patrzą
na nas wszystkie zazdrosne oczy, niech
szydzą, śmieją się, czy płaczą. Niech
zobaczą tę moc od nas bijącą, tę miłość,
czułość, te wszystkie uczucia, które dla nas
są wyjątkowe. Gotowe jest już moje serce,
by Cię kochać. A Twoje? Czy tak samo,
jak moje, tęskni? Czy zamykając powieki
mnie widzisz we śnie? Czy ja jestem dla
Ciebie powietrzem? Czy marzeń spełnieniem?
Czy wypełnieniem tej pustki? Nie chcę już
płakać do poduszki i czekać na Twój znak.
Powiedz mi proszę, czy mnie chcesz. Nie, albo tak.
sobota, 29 października 2011
"Między nami"
Nikt ścieżek nie zna niepoznanych.
Zapukał do drzwi ktoś. I już dość
złudnych słów. Wejdź i powiedz mi,
kim naprawdę chcesz być. Z kim
żyć, komu się zwierzać. Ale mów
prawdę. Choć nie, nie wierzę Ci już
tak, jak kiedyś. Ale zatrzymaj czas.
Niech pośród nas znowu się zapali
to małe światło. Niech będzie tak,
jak dawniej. Albo nie. Teraz już tylko
mnie drażnisz. A ja słabnę w Tobie.
Nieśmiało stajesz się pewniejszy, ale
idziesz stąd. Idź, ale już nie wracaj.
Tak naprawdę to Ci wybaczam, ale
pozwól, że wyleję jeszcze kilka łez,
że pocierpię też, że taką mnie teraz
zostawisz. Pobawisz się trochę
i wrócisz. I znów mnie zasmucisz.
Zapukał do drzwi ktoś. I już dość
złudnych słów. Wejdź i powiedz mi,
kim naprawdę chcesz być. Z kim
żyć, komu się zwierzać. Ale mów
prawdę. Choć nie, nie wierzę Ci już
tak, jak kiedyś. Ale zatrzymaj czas.
Niech pośród nas znowu się zapali
to małe światło. Niech będzie tak,
jak dawniej. Albo nie. Teraz już tylko
mnie drażnisz. A ja słabnę w Tobie.
Nieśmiało stajesz się pewniejszy, ale
idziesz stąd. Idź, ale już nie wracaj.
Tak naprawdę to Ci wybaczam, ale
pozwól, że wyleję jeszcze kilka łez,
że pocierpię też, że taką mnie teraz
zostawisz. Pobawisz się trochę
i wrócisz. I znów mnie zasmucisz.
piątek, 28 października 2011
"Zmęczona miłość"
Przepasany wstęgą obojętności i egoizmu,
idziesz cynizmu łąką bladą, jak tysiące
podupadłych gwiazd. Przyszedł już dla nas
czas na roliczenie się z naszych spraw.
A może lepiej nic nie mówmy? Zatrujmy
tę ciszę czymś. Ty chcesz być kimś, kto
udaje kogoś innego. A ja takiego Ciebie
nie chcę. Chcę czegoś, co wiecznie będzie
trwać, a czas dla nas wtedy nie będzie
istniał. Już w drzwiach stoisz i widzę, jak
się boisz odejść. A ja przez łzy się uśmiecham.
Zapewniam, że poczekam, że tęsknić
będę, że zawsze w myślach moich tylko
Ty jeden będziesz. I dotrzymam słowa.
Gotowa jestem przyjąć Cię o każdej godzinie,
bo nie minie to uczucie, którym Cię darzę.
I nie smutniej nagle. Czar, który właśnie
pryska, tryska z głębi serca nadzieją, że to
jeszcze nie mija, że ta chwila się powtórzy.
Że snem nas obojga wieczór nie znuży. Że
rozkołyszesz mnie jeszcze w ramionach, że
już nigdy nie będę przez Ciebie osamotniona.
Już musisz iść. Już skończysz mi się śnić.
I żyć razem nie będziemy. Po prostu się miniemy.
idziesz cynizmu łąką bladą, jak tysiące
podupadłych gwiazd. Przyszedł już dla nas
czas na roliczenie się z naszych spraw.
A może lepiej nic nie mówmy? Zatrujmy
tę ciszę czymś. Ty chcesz być kimś, kto
udaje kogoś innego. A ja takiego Ciebie
nie chcę. Chcę czegoś, co wiecznie będzie
trwać, a czas dla nas wtedy nie będzie
istniał. Już w drzwiach stoisz i widzę, jak
się boisz odejść. A ja przez łzy się uśmiecham.
Zapewniam, że poczekam, że tęsknić
będę, że zawsze w myślach moich tylko
Ty jeden będziesz. I dotrzymam słowa.
Gotowa jestem przyjąć Cię o każdej godzinie,
bo nie minie to uczucie, którym Cię darzę.
I nie smutniej nagle. Czar, który właśnie
pryska, tryska z głębi serca nadzieją, że to
jeszcze nie mija, że ta chwila się powtórzy.
Że snem nas obojga wieczór nie znuży. Że
rozkołyszesz mnie jeszcze w ramionach, że
już nigdy nie będę przez Ciebie osamotniona.
Już musisz iść. Już skończysz mi się śnić.
I żyć razem nie będziemy. Po prostu się miniemy.
"Jeden krok za zakochaniem"
Zdradź mi, kim jesteś. Czy tym samym,
co we śnie migocze mi przed oczyma?
Jak cień przy mnie, jak wierne straże
przy mnie trwasz. Poznasz po każdym
kroku, po wzroku, po słowach. Ach...
tak bardzo mi się to podoba. Taki wtedy
jesteś uroczy. Nie wiem jednak, kim
naprawdę jesteś. Czy to za wcześnie,
by Cię znać? Nie chcę tak trwać
w nieskończoność w tej błogości. Chcę
i pragnę miłości Twojej, ale znikam Ci
powoli z horyzontu. Nie pozwól mi
uciec. Naucz mnie znowu Tobą
oddychać. I nie zamykać się na Ciebie.
Daj mi znowu siebie. Zrób coś z tym, bo
to się skończy. Jak jakiś nudny film.
co we śnie migocze mi przed oczyma?
Jak cień przy mnie, jak wierne straże
przy mnie trwasz. Poznasz po każdym
kroku, po wzroku, po słowach. Ach...
tak bardzo mi się to podoba. Taki wtedy
jesteś uroczy. Nie wiem jednak, kim
naprawdę jesteś. Czy to za wcześnie,
by Cię znać? Nie chcę tak trwać
w nieskończoność w tej błogości. Chcę
i pragnę miłości Twojej, ale znikam Ci
powoli z horyzontu. Nie pozwól mi
uciec. Naucz mnie znowu Tobą
oddychać. I nie zamykać się na Ciebie.
Daj mi znowu siebie. Zrób coś z tym, bo
to się skończy. Jak jakiś nudny film.
czwartek, 27 października 2011
"Drżące serce", mojej najfantastyczniejszej Natalii
Nad sennymi marzeniami, ktoś psuje
złudzeniami, kolorowych nadziei świat.
Ten, co nie jest wart na pozór wiele,
kto przyjacielem nawet zwany być
nie może, ten, co zrobił jak najgorzej.
I ten zarazem, który zorzę pokazał
najpiękniejszą. Ten, który pamiątką
najcenniejszą zawsze będzie i w końcu
ten, który wszędzie gdzieś w myślach
się ciągle pojawia. Niezliczone już
w głowie pokłady ufności, niezapomniane
chwile i motyle w brzuchu. Ale gdzieś
tam na dnie serca ból pozostaje, że to,
co było, się nie nadaje do renowacji.
Za zapachem tęsknota, ale głupotą będzie
wejście do tej samej rzeki drugi raz.
Ale czas pokaże wszystko. Blisko jej
do niego. Naprawdę bardzo jej blisko.
złudzeniami, kolorowych nadziei świat.
Ten, co nie jest wart na pozór wiele,
kto przyjacielem nawet zwany być
nie może, ten, co zrobił jak najgorzej.
I ten zarazem, który zorzę pokazał
najpiękniejszą. Ten, który pamiątką
najcenniejszą zawsze będzie i w końcu
ten, który wszędzie gdzieś w myślach
się ciągle pojawia. Niezliczone już
w głowie pokłady ufności, niezapomniane
chwile i motyle w brzuchu. Ale gdzieś
tam na dnie serca ból pozostaje, że to,
co było, się nie nadaje do renowacji.
Za zapachem tęsknota, ale głupotą będzie
wejście do tej samej rzeki drugi raz.
Ale czas pokaże wszystko. Blisko jej
do niego. Naprawdę bardzo jej blisko.
wtorek, 25 października 2011
"Łucja", mojej wyjątkowej Paulince
Coś jest w dziewczynie, która uśmiech
na twarzy, choć w sercu, aż parzy, ma
nieustannie. Która zazielenia trawy
i przyozdabia drzewa w piękne, acz
złociste korony. Która idzie z szelestem
liści, a w dłoni bukiet ma kwiatów fioletowych.
Tyle w niej nowych wrażeń, tyle szaleńczości.
Tyle niespełnionych marzeń, pokładów ufności,
choć zazdrości i niepokoju są także oblicza.
Tajemnicza. Z labiryntową osobowością.
Cenię ją za życie szczerością, za to, że jest.
Za jej uśmiech, za rozmowy. Za
ten wdzięk filigranowy. Niesamowita.
Okryta aurą czegoś tak rzadko spotykanego.
W niej właśnie widać drugiego człowieka.
Jest cierpliwa. Czeka, choć tańczą jej
smutków tańce, różne połamańce
gdzieś w sercu. Jest, jak wiosna, która
choć wiecznie radosna, czasem jakimś
się przejawia deszczem. Jeszcze taka
krucha. Wielkiego ma ducha. Nieoceniona.
Kochana. Niezbędna dla mnie, jak kakao z rana.
"Cham", mojej najcudowniejszej Asi
Dwa końce tej samej rzeki. Dwa brzegi. Dwie
pary oczu. Dwa spojrzenia. Dwie splecione
dłonie. Dwa milczenia. Jedna miłość. I pomiędzy
nimi coś niezwykłego. Wieczne zakochanie,
burza uczuć szaleńcza, rozkochane w sobie
dwa miłosne wnętrza, namiętność i pożądanie.
Na wzgórzu uczuciowości, oni razem. Poza
światem, tylko dla siebie. Zawsze i o każdej
porze. Wyjątkowi. Każdego dnia nowi,
z nowymi doświadczeniami, oddani tylko sobie.
Ona z duszą ckliwą i czystą, złośliwą, ognistą,
ale dla niego wyjątkową. On ozdobą jej, czuły,
kochający. Ich miłość, jak sen się śniący każdej
nocy, o tej samej porze. Jak człowiek w wiecznie
dobrym humorze. Jak wiatr kołysząca, budująca,
najprawdziwsza na świecie. Rozesłać by ją można
na wszystkie świata strony. Wpuścić we wszystkie
domy, w zakamarki, wszędzie. Oni ciągle sobie
tacy sami. Zakochani. Sobą dowartościowani, a
obdarowani miłością nieziemską. Dwa końce
tej samej rzeki. Dwa brzegi. Dwie pary oczu.
Dwie splecione dłonie. Dwie dusze. Dwa spojrzenia.
Jedna miłość. W nich nigdy ona się nie zmienia.
pary oczu. Dwa spojrzenia. Dwie splecione
dłonie. Dwa milczenia. Jedna miłość. I pomiędzy
nimi coś niezwykłego. Wieczne zakochanie,
burza uczuć szaleńcza, rozkochane w sobie
dwa miłosne wnętrza, namiętność i pożądanie.
Na wzgórzu uczuciowości, oni razem. Poza
światem, tylko dla siebie. Zawsze i o każdej
porze. Wyjątkowi. Każdego dnia nowi,
z nowymi doświadczeniami, oddani tylko sobie.
Ona z duszą ckliwą i czystą, złośliwą, ognistą,
ale dla niego wyjątkową. On ozdobą jej, czuły,
kochający. Ich miłość, jak sen się śniący każdej
nocy, o tej samej porze. Jak człowiek w wiecznie
dobrym humorze. Jak wiatr kołysząca, budująca,
najprawdziwsza na świecie. Rozesłać by ją można
na wszystkie świata strony. Wpuścić we wszystkie
domy, w zakamarki, wszędzie. Oni ciągle sobie
tacy sami. Zakochani. Sobą dowartościowani, a
obdarowani miłością nieziemską. Dwa końce
tej samej rzeki. Dwa brzegi. Dwie pary oczu.
Dwie splecione dłonie. Dwie dusze. Dwa spojrzenia.
Jedna miłość. W nich nigdy ona się nie zmienia.
"Przyjacielowi"
To dar. Uczucie, które nie przemija nigdy.
Jeśli jest prawdziwe. Wtedy, kiedy serca
gorliwe chcą być w duchowej więzi. Na każdej
życia gałęzi, w każdej odnodze i na każdej
drodze. Wytrzyma wiele, choć serca dwa
i każde w innym ciele. Zwrócone ku sobie
oczy nie są w stanie nic przeoczyć. Choć to
nie jest miłość, łączy serca dwa zażyłość.
Przyjaźń, o której mowa, pomoc w każdej
chwili nieść gotowa. Umie słuchać, chce rozmawiać,
a gdy trzeba, to zabawia. Rodzi się z poznania
i przekonania. Z zaufania i oddania. Odczuwa
potrzebę spotkania wspólnego grania,
wspólnego śpiewania. Nigdy nie przemija.
Urok jej tkwi w tym, że nigdy nie drwi,
się nie obraża. Zawsze szacunkiem obdarza.
Czasami pomaga żyć. Zna zalety i wady też
zna, chyba, że ktoś ich nie ma ;) Potrafi
śmiać się z małych rzeczy i nieszczerości
stanowczo zaprzeczyć. Lubi zapytać "ale
o co chodzi", obgadywanie jej nie obchodzi.
Nie jest fajna, przefajna też nie jest naj...
najfajniejsza jest! Trzeba ją pielęgnować,
miłych słów nie żałować. Czasem ją można
pierniczkami częstować, kiedy nikt nie widzi;)
"Uważaj, ksiądz idzie! Masz zjedz! Nie! Ja już
nie mogę! Proszę! No ejj... No dobra!" ;)
Mieć przyjaciela, to mieć tak wiele. Szkoda, że
miejsca jest tak niewiele na to, żeby za dar
ten podziękować. Najpierw za poznanie się,
wspólne docieranie, płotu malowanie i rozmawianie.
Czasem zwierzanie. Niedopowiedzeń wyciąganie,
rosołu podgrzewanie, pierników zajadanie
i całe stado innych rzeczy, którym nie możemy
zaprzeczyć. Aby przyjaźń była trwała i się ciągle
rozwijała, trzeba o nią dbać. Nieźle trzeba się
nabiegać nie raz, by jej nie utracić. Teraz, kiedy
wszystko nogami do góry, świat przyjaźni potrzebuje.
I na koniec - ja dziękuję. Za nic i za wszystko.
Za rozmowy, wspólne granie, uśmiechanie
i pytanie "Ale, że co? o co chodzi?" Mam gdzieś
w sercu tam nadzieję, że dostąpię przywileju,
żebyś o mnie nie zapomniał i czasami też
przypomniał sobie o mnie. Ach, nieskromnie ;)
Jeśli jest prawdziwe. Wtedy, kiedy serca
gorliwe chcą być w duchowej więzi. Na każdej
życia gałęzi, w każdej odnodze i na każdej
drodze. Wytrzyma wiele, choć serca dwa
i każde w innym ciele. Zwrócone ku sobie
oczy nie są w stanie nic przeoczyć. Choć to
nie jest miłość, łączy serca dwa zażyłość.
Przyjaźń, o której mowa, pomoc w każdej
chwili nieść gotowa. Umie słuchać, chce rozmawiać,
a gdy trzeba, to zabawia. Rodzi się z poznania
i przekonania. Z zaufania i oddania. Odczuwa
potrzebę spotkania wspólnego grania,
wspólnego śpiewania. Nigdy nie przemija.
Urok jej tkwi w tym, że nigdy nie drwi,
się nie obraża. Zawsze szacunkiem obdarza.
Czasami pomaga żyć. Zna zalety i wady też
zna, chyba, że ktoś ich nie ma ;) Potrafi
śmiać się z małych rzeczy i nieszczerości
stanowczo zaprzeczyć. Lubi zapytać "ale
o co chodzi", obgadywanie jej nie obchodzi.
Nie jest fajna, przefajna też nie jest naj...
najfajniejsza jest! Trzeba ją pielęgnować,
miłych słów nie żałować. Czasem ją można
pierniczkami częstować, kiedy nikt nie widzi;)
"Uważaj, ksiądz idzie! Masz zjedz! Nie! Ja już
nie mogę! Proszę! No ejj... No dobra!" ;)
Mieć przyjaciela, to mieć tak wiele. Szkoda, że
miejsca jest tak niewiele na to, żeby za dar
ten podziękować. Najpierw za poznanie się,
wspólne docieranie, płotu malowanie i rozmawianie.
Czasem zwierzanie. Niedopowiedzeń wyciąganie,
rosołu podgrzewanie, pierników zajadanie
i całe stado innych rzeczy, którym nie możemy
zaprzeczyć. Aby przyjaźń była trwała i się ciągle
rozwijała, trzeba o nią dbać. Nieźle trzeba się
nabiegać nie raz, by jej nie utracić. Teraz, kiedy
wszystko nogami do góry, świat przyjaźni potrzebuje.
I na koniec - ja dziękuję. Za nic i za wszystko.
Za rozmowy, wspólne granie, uśmiechanie
i pytanie "Ale, że co? o co chodzi?" Mam gdzieś
w sercu tam nadzieję, że dostąpię przywileju,
żebyś o mnie nie zapomniał i czasami też
przypomniał sobie o mnie. Ach, nieskromnie ;)
poniedziałek, 24 października 2011
"Powiedz mi, że mnie kochasz"
Z konieczności. Lub z wyboru. Sporu
tego nie rozwiążesz. Ciągle mi gdzieś
ciążysz, ciągle przeszkadzasz, zawadzasz,
nie dajesz zapomnieć i chcesz się upomnieć
o swoje. Podboje Twoje już mnie nudzą.
Żmudną mi przyjemnością tęsknota
za miłością Twoją. Raz Ty mi ścieżką
różami usłaną, raz zakazanym owocem.
Raz słońcem, raz deszczem i nie wiem,
jeszcze czym. Z naszych win wspólnych
odeszła nić porozumienia. Zaplanowana,
nie z zaskoczenia. Potrzeba nam takiego
uświadomienia, że nie wszystko to musi
się skończyć. Że coś jednak nas łączy.
tego nie rozwiążesz. Ciągle mi gdzieś
ciążysz, ciągle przeszkadzasz, zawadzasz,
nie dajesz zapomnieć i chcesz się upomnieć
o swoje. Podboje Twoje już mnie nudzą.
Żmudną mi przyjemnością tęsknota
za miłością Twoją. Raz Ty mi ścieżką
różami usłaną, raz zakazanym owocem.
Raz słońcem, raz deszczem i nie wiem,
jeszcze czym. Z naszych win wspólnych
odeszła nić porozumienia. Zaplanowana,
nie z zaskoczenia. Potrzeba nam takiego
uświadomienia, że nie wszystko to musi
się skończyć. Że coś jednak nas łączy.
"O śnie", czyli wierszowanie Żani tym razem ;)
Śni się sen, złożony
Z wielu wątków dziwnych.
Sytuacji niewyjaśnionych,
Lecz jakoś dziwnie znajomych.
Czy myśl odpoczywa?
Nie, ona wciąż tworzy.
Co rozłożysz, ona złoży,
a co złożysz, rozrywa.
Twe niepowodzenia
składa w sukces we śnie,
byś wstał z rana, wcześnie,
bronił swego imienia.
A przy błogim życiu
Myśl koszmarem trzeźwi.
Wzmoże czujność, jeśli
Licho się czai w ukryciu.
Śni się sen, złożony
Z wielu wątków dziwnych
I z marzeń niewyśnionych,
Lecz jakoś dziwnie miłych.
Sny są projekcją zdarzeń przeszłych i osób.
Sny też ukazują ukryte pragnienia.
„Sen – projekcja” to złączone wspomnienia,
Ukrytych pragnień pamiętać nie sposób.
Czy więc myśl nieokrzesana
We śnie twym zrodzona,
Piękna, a niedozwolona!
Grzechem jest u Pana?
O Myśli, ustąp! Ty nieubłagana,
Niezatrzymana, niezatapialna,
Niepusta i niebanalna,
Daj spokojnie doczekać rana!
Już ranek. Wstajesz. Myśli nocne wciąż w głowie.
Wstyd i zdziwienie, skąd takie u ciebie.
Czy Ci je Bóg wypomni w Niebie?
Może w kolejnym śnie się tego dowiesz...
Z wielu wątków dziwnych.
Sytuacji niewyjaśnionych,
Lecz jakoś dziwnie znajomych.
Czy myśl odpoczywa?
Nie, ona wciąż tworzy.
Co rozłożysz, ona złoży,
a co złożysz, rozrywa.
Twe niepowodzenia
składa w sukces we śnie,
byś wstał z rana, wcześnie,
bronił swego imienia.
A przy błogim życiu
Myśl koszmarem trzeźwi.
Wzmoże czujność, jeśli
Licho się czai w ukryciu.
Śni się sen, złożony
Z wielu wątków dziwnych
I z marzeń niewyśnionych,
Lecz jakoś dziwnie miłych.
Sny są projekcją zdarzeń przeszłych i osób.
Sny też ukazują ukryte pragnienia.
„Sen – projekcja” to złączone wspomnienia,
Ukrytych pragnień pamiętać nie sposób.
Czy więc myśl nieokrzesana
We śnie twym zrodzona,
Piękna, a niedozwolona!
Grzechem jest u Pana?
O Myśli, ustąp! Ty nieubłagana,
Niezatrzymana, niezatapialna,
Niepusta i niebanalna,
Daj spokojnie doczekać rana!
Już ranek. Wstajesz. Myśli nocne wciąż w głowie.
Wstyd i zdziwienie, skąd takie u ciebie.
Czy Ci je Bóg wypomni w Niebie?
Może w kolejnym śnie się tego dowiesz...
niedziela, 23 października 2011
"Płakanie"
Za rzęsami szarość uwięziona w oczach.
A na obłokach świat zamknięty we
fioletowych przezroczach. Tam, gdzie
winy wszystkie i krzywdy pozamykane
na klucz, gdzie uczuć gwar mknie przez
ulice, gdzie wszystko to, co się liczyć
powinno. Ulotny marzeń świat. Z ich
wad świadomością i ufnością, że coś
jednak się zmieni. Brak nadziei. Raz
podniesiona i niesiona ku górze, innym
razem ku martwej naturze upadam.
Ze szczęścia się nie posiadam, a już
za chwile dzielą nas mile i przepaście
i tak właśnie, i tak zawsze, i nieustannie,
nagannie, i nie umiesz nade mną
zapanować. Sprowadź mnie z tych
chmur przeczystych, na ziemię. Postaw
obok Ciebie, zmierz miarą swoich
możliwości, granic i uczuć. Daj mi się
wczuć w Twoją życiową rolę. A ja
wtedy pozwolę Ci być moim aniołem.
Będę wszystkim mówić z podniesionym
czołem o Twojej wyjątkowości. Zrób
to dla mnie. A ja Tobą się nakarmię.
A na obłokach świat zamknięty we
fioletowych przezroczach. Tam, gdzie
winy wszystkie i krzywdy pozamykane
na klucz, gdzie uczuć gwar mknie przez
ulice, gdzie wszystko to, co się liczyć
powinno. Ulotny marzeń świat. Z ich
wad świadomością i ufnością, że coś
jednak się zmieni. Brak nadziei. Raz
podniesiona i niesiona ku górze, innym
razem ku martwej naturze upadam.
Ze szczęścia się nie posiadam, a już
za chwile dzielą nas mile i przepaście
i tak właśnie, i tak zawsze, i nieustannie,
nagannie, i nie umiesz nade mną
zapanować. Sprowadź mnie z tych
chmur przeczystych, na ziemię. Postaw
obok Ciebie, zmierz miarą swoich
możliwości, granic i uczuć. Daj mi się
wczuć w Twoją życiową rolę. A ja
wtedy pozwolę Ci być moim aniołem.
Będę wszystkim mówić z podniesionym
czołem o Twojej wyjątkowości. Zrób
to dla mnie. A ja Tobą się nakarmię.
piątek, 21 października 2011
"Kilka słów o miłości"
Wśród liści, złociście utajona i zatopiona
w zgiełku szarego dnia kryje się ona.
Niezastąpiona. Miłość. Przechodzą obok
niej ludzie i w trudzie nawet jej nie widzą.
Wyjątkowa chowa się dla dwojga
przeznaczonych sobie ludzi. Nigdy się
nie znudzi. Zakochana. Blaskiem od rana
do wieczora mroki rozjaśnia, nie zwaśnia,
ale godzi. Gdy za ciepło, chłodzi, gdy zimno,
ociepla i skrzepia ku sobie dwie osobowości.
Ach, miłości! Czekasz gdzieś na drodze,
na zakręcie, na chodniku, krawężniku,
trawniku, w liściach, kwiatach polnych
i romantycznych, mimowolnych spojrzeniach.
Zmieniasz odzienia z szarych na kolorowe
i wprowadzasz zupełnie nowe barwy. Różne
skarby, tajemnice i uczucia niepojęte. Dajesz
zachętę, wdzięk i urok. Jesteś trwała, niepojęta,
a przy Tobie wszystko takie proste. Zauroczona.
Zakochana i obdarzona cudnymi uczuciami.
Prowadź mnie, kochany mój, swoimi ścieżkami.
w zgiełku szarego dnia kryje się ona.
Niezastąpiona. Miłość. Przechodzą obok
niej ludzie i w trudzie nawet jej nie widzą.
Wyjątkowa chowa się dla dwojga
przeznaczonych sobie ludzi. Nigdy się
nie znudzi. Zakochana. Blaskiem od rana
do wieczora mroki rozjaśnia, nie zwaśnia,
ale godzi. Gdy za ciepło, chłodzi, gdy zimno,
ociepla i skrzepia ku sobie dwie osobowości.
Ach, miłości! Czekasz gdzieś na drodze,
na zakręcie, na chodniku, krawężniku,
trawniku, w liściach, kwiatach polnych
i romantycznych, mimowolnych spojrzeniach.
Zmieniasz odzienia z szarych na kolorowe
i wprowadzasz zupełnie nowe barwy. Różne
skarby, tajemnice i uczucia niepojęte. Dajesz
zachętę, wdzięk i urok. Jesteś trwała, niepojęta,
a przy Tobie wszystko takie proste. Zauroczona.
Zakochana i obdarzona cudnymi uczuciami.
Prowadź mnie, kochany mój, swoimi ścieżkami.
środa, 19 października 2011
"Wymyśliłam Cię"
Wymyśliłam Cię. Bujając w obłokach
i skacząc po stokach marzeń, widziałam
Cię w wyobrażeń świecie. Jak na kwiecie
różanym marząc siedziałeś i nie zauważałeś
mnie w pozorach codzienności. Wymyśliłam
obraz Twój idealny. Uwiodłam Cię myślami
i pragnieniami. Idealny. Taki tylko dla mnie
jesteś. I tak, jak Cię wymyśliłam, tak Cię
widzę. Jak idziesz z uśmiechem na twarzy,
jak w myślach o mnie marzysz, jak chcesz
kochać mnie, jak płakać ze mną i czarować
mnie w każdej życia sekundzie. Wymyśliłam
Cię zupełnie realnie. I nagle jesteś. Już nie tylko
we śnie, w pragnieniach, marzeniach. Jesteś
rzeczywiście. Jak liście na drzewie, jak na
niebie gwiazdy, jak dzień każdy. Wymyśliłam
Cię. Zupełnie przypadkiem. A teraz ukradkiem
na Ciebie zerkam. Jesteś - życie moje i udręka.
i skacząc po stokach marzeń, widziałam
Cię w wyobrażeń świecie. Jak na kwiecie
różanym marząc siedziałeś i nie zauważałeś
mnie w pozorach codzienności. Wymyśliłam
obraz Twój idealny. Uwiodłam Cię myślami
i pragnieniami. Idealny. Taki tylko dla mnie
jesteś. I tak, jak Cię wymyśliłam, tak Cię
widzę. Jak idziesz z uśmiechem na twarzy,
jak w myślach o mnie marzysz, jak chcesz
kochać mnie, jak płakać ze mną i czarować
mnie w każdej życia sekundzie. Wymyśliłam
Cię zupełnie realnie. I nagle jesteś. Już nie tylko
we śnie, w pragnieniach, marzeniach. Jesteś
rzeczywiście. Jak liście na drzewie, jak na
niebie gwiazdy, jak dzień każdy. Wymyśliłam
Cię. Zupełnie przypadkiem. A teraz ukradkiem
na Ciebie zerkam. Jesteś - życie moje i udręka.
poniedziałek, 17 października 2011
"Twoja, moja miłość"
Chcę Ci powiedzieć kochanie, że
czekanie to potwornie mnie męczy.
Świat mój w kolorach tęczy Ty
burzysz, gdy zachmurzysz tylko swoje
delikatne powieki. Jesteś mi każdego
dnia słońcem, które gorące i rozpala
serce bardziej, niż Ci się wydaje.
Takim moim rajem. Miejscem na ziemi,
gdzie chcę chodzić każdego dnia. Ja.
Tam, gdzie najpiękniejsze drzewa, gdzie
do nieba dwa kroki, gdzie obłoki zamiast
traw, gdzie piękniejszy jest świat. Tyś
moim oczekiwaniem, moim czekaniem,
marzeniem, wytchnieniem i rozdwojeniem.
Urokliwe jest to czekanie, ale już
nie mam ochoty. Codzienne psoty
i figle, i to, że kocham się droczyć z Tobą,
i śmiać się, i patrzeć, i dotykać. Ale to
już za długo. Powiedz mi coś. Zabierz
w swój magiczny świat. Daj się porwać
uczuciom. Dręczy mnie to czekanie.
Nuży mnie i pozostawia w niepewności.
Ja, pragnąc Twej miłości, z zazdrości
szaleje, a serce moje truchleje, gdy nie ma
Ciebie obok mnie. Tak bardzo Ciebie
chcę. Chcę z Tobą być, śnić o Tobie,
kochać Cię, żyć i dzielić się miłością.
Być Twoją ufnością, czułością, bliskością.
Ty i ja. Razem będziemy całością.
czekanie to potwornie mnie męczy.
Świat mój w kolorach tęczy Ty
burzysz, gdy zachmurzysz tylko swoje
delikatne powieki. Jesteś mi każdego
dnia słońcem, które gorące i rozpala
serce bardziej, niż Ci się wydaje.
Takim moim rajem. Miejscem na ziemi,
gdzie chcę chodzić każdego dnia. Ja.
Tam, gdzie najpiękniejsze drzewa, gdzie
do nieba dwa kroki, gdzie obłoki zamiast
traw, gdzie piękniejszy jest świat. Tyś
moim oczekiwaniem, moim czekaniem,
marzeniem, wytchnieniem i rozdwojeniem.
Urokliwe jest to czekanie, ale już
nie mam ochoty. Codzienne psoty
i figle, i to, że kocham się droczyć z Tobą,
i śmiać się, i patrzeć, i dotykać. Ale to
już za długo. Powiedz mi coś. Zabierz
w swój magiczny świat. Daj się porwać
uczuciom. Dręczy mnie to czekanie.
Nuży mnie i pozostawia w niepewności.
Ja, pragnąc Twej miłości, z zazdrości
szaleje, a serce moje truchleje, gdy nie ma
Ciebie obok mnie. Tak bardzo Ciebie
chcę. Chcę z Tobą być, śnić o Tobie,
kochać Cię, żyć i dzielić się miłością.
Być Twoją ufnością, czułością, bliskością.
Ty i ja. Razem będziemy całością.
sobota, 15 października 2011
"Przecież wiesz"
Gasło już słońce, a gorące spojrzenia
od każdego westchnienia rosły w sercu.
Niebo zbliżało się ku nam, a zapach
Twój ten sam wciąż, jak za pierwszym
razem. Powietrze ścieśniało się między
nami, a nad głowami niebo nam gwiazdami
romantycznie zaczęło się zdawać. Poznawać
siebie i Ciebie szukać, pośród wszystkich,
pośród marzeń, i znaleźć. Dłonią swoją
lekką i delikatną, moje gładzisz policzki.
I tak mi bliski jesteś. Tak wyjątkowy.
I krok robisz kolejny do przodu. Całujesz
usta, policzki, szyję i ręce. I wiem, wiem
już, że chcę więcej. Przybliżasz się do mnie
bardziej i bardziej, i bliżej, i otulasz ciało
moje ramionami swoimi. A ja skłonności
Twoje określam kochaniem i boję się, że
rozstaniem mi będzie trzeba za to płacić.
A Ty tak wiele znaczysz. Niech usłyszę
raz jeszcze, że powietrzem Twoim jestem.
Że każdym deszczem w suszę. A ja bez
Ciebie się duszę. Przeniknęłam Tobą
aż do głębi. I wracam po śladach naszych,
ufając, że zobaczysz, że idę za Tobą.
I smakujesz mnie kawałek po kawałku.
A ja Ciebie. Jest mi, jak w niebie, tutaj
z naszymi pragnieniami, myślami i wspólnymi
dążeniami. Tańczą nam nad głowami liście
jesienne, a ja stoję gdzieś na kamiennej
drodze patrząc na Ciebie, a Ty na mnie. Kiedy
pragnę Ci powiedzieć, że Cię kocham, zamykasz
mi usta. I nie wiedząc, co powiem, mówisz, że
Ty też. Kocham Cię. Wiedziałam, że wiesz.
od każdego westchnienia rosły w sercu.
Niebo zbliżało się ku nam, a zapach
Twój ten sam wciąż, jak za pierwszym
razem. Powietrze ścieśniało się między
nami, a nad głowami niebo nam gwiazdami
romantycznie zaczęło się zdawać. Poznawać
siebie i Ciebie szukać, pośród wszystkich,
pośród marzeń, i znaleźć. Dłonią swoją
lekką i delikatną, moje gładzisz policzki.
I tak mi bliski jesteś. Tak wyjątkowy.
I krok robisz kolejny do przodu. Całujesz
usta, policzki, szyję i ręce. I wiem, wiem
już, że chcę więcej. Przybliżasz się do mnie
bardziej i bardziej, i bliżej, i otulasz ciało
moje ramionami swoimi. A ja skłonności
Twoje określam kochaniem i boję się, że
rozstaniem mi będzie trzeba za to płacić.
A Ty tak wiele znaczysz. Niech usłyszę
raz jeszcze, że powietrzem Twoim jestem.
Że każdym deszczem w suszę. A ja bez
Ciebie się duszę. Przeniknęłam Tobą
aż do głębi. I wracam po śladach naszych,
ufając, że zobaczysz, że idę za Tobą.
I smakujesz mnie kawałek po kawałku.
A ja Ciebie. Jest mi, jak w niebie, tutaj
z naszymi pragnieniami, myślami i wspólnymi
dążeniami. Tańczą nam nad głowami liście
jesienne, a ja stoję gdzieś na kamiennej
drodze patrząc na Ciebie, a Ty na mnie. Kiedy
pragnę Ci powiedzieć, że Cię kocham, zamykasz
mi usta. I nie wiedząc, co powiem, mówisz, że
Ty też. Kocham Cię. Wiedziałam, że wiesz.
czwartek, 13 października 2011
"Coś się kiedyś skończy"
Wcale się nie liczy to, czego się życzy
na święta, nie święta i inne okazje. Te
wszystkie fantazje, niezliczone miłości,
te zazdrości, ufności i nieufności, te
życzenia spełnienia marzeń i życia
w dostatku, te wszystkie żałości...
Litości! A po cóż to szaremu jest
człowiekowi? Świat obłudności,
miłości z papieru i wielu, naprawdę
wielu niejasnych wydarzeń. Udawanych
przyjaźni, rozdwojonych jaźni, przykrych
zabaw i obaw o to, że może być
gorzej jeszcze. A gdy wreszcie, po
czasie długim, coś zaczyna się lubić,
układać, trzeba temu poprzeszkadzać.
Baw się mną. Nie lub, nie kochaj,
nie szanuj. Tobie, wielkiemu Panu,
nie przystoi miłość szczera, która
od środka pożera i przenika całe
serce. Wolisz puste mieć wnętrze
i że nic się nie dzieje, udawać. Dawać
nadzieję i nagle przestawać ją dawać.
Zamykać się na dziwny klucz. Zrzuć
ten płaszcz wątpliwości. Chcę, żebyś
mnie kochał. Siłą miłości mnie unieś.
Nie wiesz, czy nadal nie rozumiesz?
na święta, nie święta i inne okazje. Te
wszystkie fantazje, niezliczone miłości,
te zazdrości, ufności i nieufności, te
życzenia spełnienia marzeń i życia
w dostatku, te wszystkie żałości...
Litości! A po cóż to szaremu jest
człowiekowi? Świat obłudności,
miłości z papieru i wielu, naprawdę
wielu niejasnych wydarzeń. Udawanych
przyjaźni, rozdwojonych jaźni, przykrych
zabaw i obaw o to, że może być
gorzej jeszcze. A gdy wreszcie, po
czasie długim, coś zaczyna się lubić,
układać, trzeba temu poprzeszkadzać.
Baw się mną. Nie lub, nie kochaj,
nie szanuj. Tobie, wielkiemu Panu,
nie przystoi miłość szczera, która
od środka pożera i przenika całe
serce. Wolisz puste mieć wnętrze
i że nic się nie dzieje, udawać. Dawać
nadzieję i nagle przestawać ją dawać.
Zamykać się na dziwny klucz. Zrzuć
ten płaszcz wątpliwości. Chcę, żebyś
mnie kochał. Siłą miłości mnie unieś.
Nie wiesz, czy nadal nie rozumiesz?
środa, 12 października 2011
"Kochanie"
Skradasz się do mnie pośrodku bardzo
ciemnej, rozgwieżdżonej nocy. Czekam
już na Ciebie pośród drżących traw, które
staw naszych doznań otaczają dokoła.
Niepewnie i z lekkim przestraszeniem,
z drżeniem rąk przysuwasz mnie do siebie.
Świat staje w naszych oczach. Nieśmiało
dotykasz ust moich, ja Twoich i policzkami
rozgrzanymi do czerwoności, smak miłości,
krok po kroku, poznajemy. Błyska się i grzmi
dokoła. Jak deszczem ziemia nasiąka, tak ja
Tobą, a mną Ty przesiąkasz. Tak my, razem,
tylko dla siebie, jak w niebie się czujemy,
pod gwiazdami, które nad nami błyszczą.
Ognistość ciał naszych skąpanych w zmęczeniu.
I przeniknięte mną Twoje i Tobą moje, oczy.
Zanurzasz się we wnętrze moje wrzące.
I niegasnące jest moje Ciebie, pożądanie.
Wzdychanie. Burza z piorunami. Raz spokojniejsza,
a gdy uderza do wnętrza, nieopanowana. Tej
jednej połączeni nocy. W uczucia mocy.
Kochaj mnie. I dotykaj swoimi ustami.
A wtedy każdymi już nocami, pośród traw
tych drżących, dwoje ciał naszych i zmysłów
nad doznań stawem, łączyć się będzie.
Kochać. Ciebie, z Tobą, zawsze i wszędzie.
ciemnej, rozgwieżdżonej nocy. Czekam
już na Ciebie pośród drżących traw, które
staw naszych doznań otaczają dokoła.
Niepewnie i z lekkim przestraszeniem,
z drżeniem rąk przysuwasz mnie do siebie.
Świat staje w naszych oczach. Nieśmiało
dotykasz ust moich, ja Twoich i policzkami
rozgrzanymi do czerwoności, smak miłości,
krok po kroku, poznajemy. Błyska się i grzmi
dokoła. Jak deszczem ziemia nasiąka, tak ja
Tobą, a mną Ty przesiąkasz. Tak my, razem,
tylko dla siebie, jak w niebie się czujemy,
pod gwiazdami, które nad nami błyszczą.
Ognistość ciał naszych skąpanych w zmęczeniu.
I przeniknięte mną Twoje i Tobą moje, oczy.
Zanurzasz się we wnętrze moje wrzące.
I niegasnące jest moje Ciebie, pożądanie.
Wzdychanie. Burza z piorunami. Raz spokojniejsza,
a gdy uderza do wnętrza, nieopanowana. Tej
jednej połączeni nocy. W uczucia mocy.
Kochaj mnie. I dotykaj swoimi ustami.
A wtedy każdymi już nocami, pośród traw
tych drżących, dwoje ciał naszych i zmysłów
nad doznań stawem, łączyć się będzie.
Kochać. Ciebie, z Tobą, zawsze i wszędzie.
wtorek, 11 października 2011
"Serca wiosna"
Jak pięknie, kiedy ogród majowy zimą
nawet się zieleni. Kiedy drzewa liście mają
i ozdabiają korony. Kiedy kwiaty nowe
rosną porą roku, która wiosną nie jest.
Tli się ogień w sercu i duszy, ale nic go
nie ruszy. Ale też nic nie zagłuszy tego, co
ze środka się odzywa. Cos szeleści
i zaprasza do depresyjnego tańca z deszczem,
chmurami i najstrojami podłymi. A lepiej
przecież z majowymi zatańczyć braćmi.
Z dźwiękiem w sercu, z tą radością, z pasją,
miłością i przekonaniem. Urzekająca jest
ta jesienna nieśmiałość, ta małość, a zarazem
wielkość. Ta obcość i bliskość. To wszystko,
co związane z przejściem do nowej pory
roku. Przeskoku nie dokona się wielkiego.
Brak odważnego kroku. I jesienna skrytość,
która w nicość zamienia zmartwienia,
która powoduje, że marzenia stają się bardziej
realne. Nie do wiary, jak bliska jest ta
jesień. Kocham ją. Ciekawe, co mi przyniesie.
nawet się zieleni. Kiedy drzewa liście mają
i ozdabiają korony. Kiedy kwiaty nowe
rosną porą roku, która wiosną nie jest.
Tli się ogień w sercu i duszy, ale nic go
nie ruszy. Ale też nic nie zagłuszy tego, co
ze środka się odzywa. Cos szeleści
i zaprasza do depresyjnego tańca z deszczem,
chmurami i najstrojami podłymi. A lepiej
przecież z majowymi zatańczyć braćmi.
Z dźwiękiem w sercu, z tą radością, z pasją,
miłością i przekonaniem. Urzekająca jest
ta jesienna nieśmiałość, ta małość, a zarazem
wielkość. Ta obcość i bliskość. To wszystko,
co związane z przejściem do nowej pory
roku. Przeskoku nie dokona się wielkiego.
Brak odważnego kroku. I jesienna skrytość,
która w nicość zamienia zmartwienia,
która powoduje, że marzenia stają się bardziej
realne. Nie do wiary, jak bliska jest ta
jesień. Kocham ją. Ciekawe, co mi przyniesie.
niedziela, 9 października 2011
"Perder"
Tęsknię... za czasem, który był bezgranicznie
mój. Który dla mnie zmieniał swoje położenie,
który, jak mgnienie oka mijał, kiedy było źle.
Tęsknię... za ciepłem czyichś rąk, za spojrzeniem
i dotykiem, za muzykiem, który grał mi w duszy.
Tęsknię... za opatulonymi w ciepły koc, marzeniami,
które skrywane spoczywały tam, by nie uciekły.
Tęknię... za godzinami na zielonej trawie, kiedy
czas nas nie dotyczył, a nikt inny się nie liczył.
Tęsknię... za obrazem naszej wspólnej, pięknej
rzeczywistości, kiedy było inaczej, niż teraz.
Tęsknię... za przenikliwym spojrzeniem, magicznym
wzrokiem, który mi teraz marzeniem został.
Tęsknię... za wiosną w sercu moim, która spokoje
wszystkie w Twoje ramiona potulnie oddawała.
Tęsknię... za Tobą, boś był mi osobą, która
zrozumie zawsze i jak patrzę na to, co nie wróci,
to serce moje smuci się tak, że znowu czas
staje w miejscu. A we wnętrzu moim burza.
Ale nic się nie powtórzy. Żaden dzień, minuta,
żadna data i godzina. Tęsknię... to nie moja wina.
mój. Który dla mnie zmieniał swoje położenie,
który, jak mgnienie oka mijał, kiedy było źle.
Tęsknię... za ciepłem czyichś rąk, za spojrzeniem
i dotykiem, za muzykiem, który grał mi w duszy.
Tęsknię... za opatulonymi w ciepły koc, marzeniami,
które skrywane spoczywały tam, by nie uciekły.
Tęknię... za godzinami na zielonej trawie, kiedy
czas nas nie dotyczył, a nikt inny się nie liczył.
Tęsknię... za obrazem naszej wspólnej, pięknej
rzeczywistości, kiedy było inaczej, niż teraz.
Tęsknię... za przenikliwym spojrzeniem, magicznym
wzrokiem, który mi teraz marzeniem został.
Tęsknię... za wiosną w sercu moim, która spokoje
wszystkie w Twoje ramiona potulnie oddawała.
Tęsknię... za Tobą, boś był mi osobą, która
zrozumie zawsze i jak patrzę na to, co nie wróci,
to serce moje smuci się tak, że znowu czas
staje w miejscu. A we wnętrzu moim burza.
Ale nic się nie powtórzy. Żaden dzień, minuta,
żadna data i godzina. Tęsknię... to nie moja wina.
sobota, 8 października 2011
"To sentymentalne"
Uskrzydla i niesie za sobą niezmierzone
pokłady spokoju i energii zarazem. W sam
raz cicha i głośna, mroczna i jasna, widoczna
i chowająca się po kątach. Widać, jak
krząta się gdzieś, między książkami, a słowami
nie da się jej opisać. Nie zgrzyta i wyrównuje
nierówności. W powietrznej przestrzeni
mieni się dla niej całe rozgwieżdżone niebo.
A o brzeg rozbijają się tysiące fal. Chwal
moja duszo to, o co się pokuszę. Chwal
te noce i dni, kiedy Ci ulży cała żałość,
a życie niczym małość stanie się i zacznie
kochać, po prostu, siebie takim, jakie jest.
Wystarczy chcieć, a mieć. Niemożliwe nie jest
nic, a gdy pięknie żyć się chce, to zdarzyć się
może wszystko. Jest już bardzo, bardzo blisko...
pokłady spokoju i energii zarazem. W sam
raz cicha i głośna, mroczna i jasna, widoczna
i chowająca się po kątach. Widać, jak
krząta się gdzieś, między książkami, a słowami
nie da się jej opisać. Nie zgrzyta i wyrównuje
nierówności. W powietrznej przestrzeni
mieni się dla niej całe rozgwieżdżone niebo.
A o brzeg rozbijają się tysiące fal. Chwal
moja duszo to, o co się pokuszę. Chwal
te noce i dni, kiedy Ci ulży cała żałość,
a życie niczym małość stanie się i zacznie
kochać, po prostu, siebie takim, jakie jest.
Wystarczy chcieć, a mieć. Niemożliwe nie jest
nic, a gdy pięknie żyć się chce, to zdarzyć się
może wszystko. Jest już bardzo, bardzo blisko...
środa, 5 października 2011
"Ziarno"
Ciemną szosą wśród bezdennych otchałni
idę i zapalające się latarnie proszę o światło
dla serca i duszy. Potrzeba niewielkiej
iskry nadziei, że to, co stałe i niepodważalne,
nigdy się nie zmieni. Że życie obraca się
ku nam, a nie odwraca się plecami. Że
najlepsze dopiero przed nami. Rządzi
ktoś sercem moim i uczuciami. Czyni mnie
sobie poddaną, tęskliwą i rozanieloną
przesadnie, a wiem, że serce mu skradnie
inny ktoś. Ale nadzieja odchodzi ostatnia.
To jedyna bratnia dusza, która sumieniem
porusza i motywuje do działania. Wśród
zimnego powietrza idę i lepsza się nagle
staję. Uświadamiam sobie wiele spraw
i zostaję nagle sama z przeciwnościami. Nikt
już nie pokieruje manierami i nie wskaże,
jakimi wartościami kierować się powinnam.
Idąc prosto, nagle skręcam. Staję się inna.
Wczoraj niewinna, dzisiaj oschła i już
jakby nie ta sama. Ważna dama, mówią.
Mylą się. Zamykam oczy na środku ulicy
i jak krzyczy we mnie coś, słyszę. Chcę
tę martwą, wokół mnie, ciszę, zagłuszyć.
Poruszyć niebo i ziemię, i Ciebie, i Twoje,
zamknięte na mnie, serce. Idąc, widzę
deszczu krople. Są okropne. Tak mnie jakoś
przygnębiają i odbierają chęci do wszystkiego.
Znajdę jednak coś pozytywnego. Idąc
drogą prostą serce Twoje już porosło dawno
kosodrzewiną. Niebezpieczną i stromą
nauczysz się więcej. Goręcej kochać i zdobywać
szczyty marzeń. Odejdzie czas niezauważeń
i myśli o mnie, jak o czymś niespełnionym.
Będziesz wtedy z każdej strony szczęśliwy.
Taki mój, nareszcie prawdziwy. Pośród tych
strasznych ciemności, widzę jasności, w tle,
perłę. I Twych szarych, błękit, oczu gdzieś
na uboczu, na mnie czekający. Ach, mój drogi
i tęskniący za mną. Szansą marną jest dla mnie
Ciebie otworzenie, jak skrzyni z wielkimi skarbami.
Sercami połączeni być możemy. Ty idziesz prosto
ja skręcam. A łączą nas na rozstaju, nasze wnętrza.
idę i zapalające się latarnie proszę o światło
dla serca i duszy. Potrzeba niewielkiej
iskry nadziei, że to, co stałe i niepodważalne,
nigdy się nie zmieni. Że życie obraca się
ku nam, a nie odwraca się plecami. Że
najlepsze dopiero przed nami. Rządzi
ktoś sercem moim i uczuciami. Czyni mnie
sobie poddaną, tęskliwą i rozanieloną
przesadnie, a wiem, że serce mu skradnie
inny ktoś. Ale nadzieja odchodzi ostatnia.
To jedyna bratnia dusza, która sumieniem
porusza i motywuje do działania. Wśród
zimnego powietrza idę i lepsza się nagle
staję. Uświadamiam sobie wiele spraw
i zostaję nagle sama z przeciwnościami. Nikt
już nie pokieruje manierami i nie wskaże,
jakimi wartościami kierować się powinnam.
Idąc prosto, nagle skręcam. Staję się inna.
Wczoraj niewinna, dzisiaj oschła i już
jakby nie ta sama. Ważna dama, mówią.
Mylą się. Zamykam oczy na środku ulicy
i jak krzyczy we mnie coś, słyszę. Chcę
tę martwą, wokół mnie, ciszę, zagłuszyć.
Poruszyć niebo i ziemię, i Ciebie, i Twoje,
zamknięte na mnie, serce. Idąc, widzę
deszczu krople. Są okropne. Tak mnie jakoś
przygnębiają i odbierają chęci do wszystkiego.
Znajdę jednak coś pozytywnego. Idąc
drogą prostą serce Twoje już porosło dawno
kosodrzewiną. Niebezpieczną i stromą
nauczysz się więcej. Goręcej kochać i zdobywać
szczyty marzeń. Odejdzie czas niezauważeń
i myśli o mnie, jak o czymś niespełnionym.
Będziesz wtedy z każdej strony szczęśliwy.
Taki mój, nareszcie prawdziwy. Pośród tych
strasznych ciemności, widzę jasności, w tle,
perłę. I Twych szarych, błękit, oczu gdzieś
na uboczu, na mnie czekający. Ach, mój drogi
i tęskniący za mną. Szansą marną jest dla mnie
Ciebie otworzenie, jak skrzyni z wielkimi skarbami.
Sercami połączeni być możemy. Ty idziesz prosto
ja skręcam. A łączą nas na rozstaju, nasze wnętrza.
niedziela, 2 października 2011
"Przykazanie"
Warto żyć dla chwil, które ociekają szczęściem.
Takich, które pomięte wynurzają się z głębin
duszy wtedy, kiedy myślano, że już nic ich
nie ruszy. Dla chwil żywych i prawdziwych.
Zawieszonych ponad nami tak wysoko, że
czasami przemijają niezauważone. Zrobione
na pozór, chcą się przeistoczyć. Zaskoczyć.
I zaskakują. Czują to napięcie zwane potocznie
szczęściem. Idą schodami w krainę cudną.
Nie nudną i nie monotonną. U brzegu rzeki
daleki świat odpływa. Zdobywać nowe szczyty
czas. I choć złe chwile, jak motyle nad głową
się unoszą, to już pora je zamienić. Docenić
to, co dobre. Złagodzić złośliwości i miłości
na siłę nie szukać. Przyjdzie sama. Ona jedna,
jedyna, ukochana. Wiatr wplącze jej we włosy
polne kwiaty, piękne maki i słoneczniki. Dla
chwil pięknych, jak po deszczu słońce, warto
się uśmiechać. Warto czekać. Być cierpliwym.
I mieć w oku taki błysk radości. Posmak czuć
życzliwości. Ku swojej wznosić się słabości.
Warto żyć dla chwil, które ociekają szczęściem.
"Do Ch."
Zubożałych wspomnień cząstka tylko
pozostała. Mała szala goryczy w słodyczy
smak się przeistoczy. Nienawiść
w miłość zamieni. Świat się rozpocznie
na nowo. Wszystko pachnieć będzie świeżością,
lekkością i nowymi wyzwaniami. Chwilami
myślę o mokrych jeszcze, od łez, tonach
chusteczek, które płakały razem ze mną.
Litowały się nade mną i współczuły
jednocześnie, dusząc we mnie skrywane
wcześniej uczucia. Poczucie winy. Krzywda.
Prawda, która przytłaczała z dnia na dzień
coraz bardziej. Uległam jakiejś wzgardzie.
Pokusie, bo myśląc, ze zaraz, za moment
się uduszę, chciałam się ratować. Żeby później
nie żałować, że nic nie zrobiłam. A jednak
żałuję i czuję, że inaczej by było, gdyby
nie skończyło się tak źle. A teraz cień tego,
co się zdarzyło, jest mi udręką. I żyć normalnie
nie pozwala. Choć nie raz oddala się to
wspomnienie, to nigdy nie zapominam.
Tkwi mi w głowie każda chwila. Miła, czy
nie, ale jest. I wiesz… nunca te olvidare.
I myślę… wiem… mam nadzieję, że Ty też.
sobota, 1 października 2011
"Szczęśliwości"
Wiatr lekko mierzwi dość potargane już
włosy, a kłosy zbóż już niewidoczne.
Mroczne cienie przykrywają trawy,
a obawy, że to koniec, wydają się być
prawdziwsze. Pytania, co właściwsze?
Wątpliwości i godziny niepewności. Tupot
stóp i szmer kroków małych. Świat cały
się zatrzymał. Wina to nie wiadomo czyja.
Wędrujące obłoki nad głowami wiszą
i nad ciszą unoszącą się w zgęstniałym
powietrzu echo słychać. Nie wolno
oddychać. Wszystko zatrzymane.
Zakazane miłości, czułości i inne
przyjemności. Pocałunków namiętnych
noc, zatrzymana. Zakłamana, zakochana.
Łuną blasku w potrzasku ratuje
nieboskłon. Jest schronienie. Tam, gdzie
od bólu ukojenie. Jedno westchnienie
i jesteś. Ty, moja opoka, moje powietrze.
włosy, a kłosy zbóż już niewidoczne.
Mroczne cienie przykrywają trawy,
a obawy, że to koniec, wydają się być
prawdziwsze. Pytania, co właściwsze?
Wątpliwości i godziny niepewności. Tupot
stóp i szmer kroków małych. Świat cały
się zatrzymał. Wina to nie wiadomo czyja.
Wędrujące obłoki nad głowami wiszą
i nad ciszą unoszącą się w zgęstniałym
powietrzu echo słychać. Nie wolno
oddychać. Wszystko zatrzymane.
Zakazane miłości, czułości i inne
przyjemności. Pocałunków namiętnych
noc, zatrzymana. Zakłamana, zakochana.
Łuną blasku w potrzasku ratuje
nieboskłon. Jest schronienie. Tam, gdzie
od bólu ukojenie. Jedno westchnienie
i jesteś. Ty, moja opoka, moje powietrze.
czwartek, 29 września 2011
"Droga"
Wlepiając swój wzrok w nieskończony
błękit nieba myślę, że potrzeba takiej
drogi w życiu człowieka, na którą czeka
on całe swoje życie. O której skrycie
marzy i darzy wielką nadzieją wszystko,
co z nią związane. A droga jest tylko
jedna. Nie zawsze prosta. Czasem
kręta, mchem porośnięta, czy też
zaniedbana. Zamknięta w szczelnej
skorupie obserwuję świat z daleka.
Czekam na odpowiedni moment,
żeby się wyłonić i pokazać się światu
na tle blasku całego ziemskiego granatu.
Trzymając w ręku wielką księgę
przędę jej strony ucząc się życia.
Potrzeba chyba jakiegoś zakrycia,
schowania i przeczekania na lepszy
moment. Wśród potoku na niebie
gwiazd ukazuje się pan czas. Niecierpliwy.
Ale znośny. Nie raz smutny, raz
radosny. Ach... do wiosny jeszcze
dużo chwil. Dopiero jesień, która
niesie potargane wspomnienia.
Tysiąc chwil do zapomnienia. A droga
tylko jedna. Nie raz przebiegła
i zaskakująca. Zmierza do końca.
Końca wszystkiego. Końca, który
kończy, ale zaczyna coś nowego.
błękit nieba myślę, że potrzeba takiej
drogi w życiu człowieka, na którą czeka
on całe swoje życie. O której skrycie
marzy i darzy wielką nadzieją wszystko,
co z nią związane. A droga jest tylko
jedna. Nie zawsze prosta. Czasem
kręta, mchem porośnięta, czy też
zaniedbana. Zamknięta w szczelnej
skorupie obserwuję świat z daleka.
Czekam na odpowiedni moment,
żeby się wyłonić i pokazać się światu
na tle blasku całego ziemskiego granatu.
Trzymając w ręku wielką księgę
przędę jej strony ucząc się życia.
Potrzeba chyba jakiegoś zakrycia,
schowania i przeczekania na lepszy
moment. Wśród potoku na niebie
gwiazd ukazuje się pan czas. Niecierpliwy.
Ale znośny. Nie raz smutny, raz
radosny. Ach... do wiosny jeszcze
dużo chwil. Dopiero jesień, która
niesie potargane wspomnienia.
Tysiąc chwil do zapomnienia. A droga
tylko jedna. Nie raz przebiegła
i zaskakująca. Zmierza do końca.
Końca wszystkiego. Końca, który
kończy, ale zaczyna coś nowego.
wtorek, 27 września 2011
"Idealnie"
Trudno iść jednolitą ścieżką. Taką
bez przeszkód, nieporozumień. Idealną.
Ciężko wierzyć w ideały, kiedy cały
świat wad mnóstwo przedstawia
i zniechęca do siebie. A mimo to,
wierzyć się chce. W idealne rozwiązania,
w niekłamania, w zakochania, we
wszystko, co dobre. Szczodrze
obdarzeni cechami idealności nie widzą
własnych niezłomności. Przykrości
na każdym kroku się szerzą. A nie wierzą
niektórzy w ideały. Cały czas, to wszystko,
co w nas, w ludziach, się zbiera,
poniewiera się gdzieś potem po kątach.
A nikt po nas przecież nie posprząta.
Musi być normalnie, żeby było idealnie.
bez przeszkód, nieporozumień. Idealną.
Ciężko wierzyć w ideały, kiedy cały
świat wad mnóstwo przedstawia
i zniechęca do siebie. A mimo to,
wierzyć się chce. W idealne rozwiązania,
w niekłamania, w zakochania, we
wszystko, co dobre. Szczodrze
obdarzeni cechami idealności nie widzą
własnych niezłomności. Przykrości
na każdym kroku się szerzą. A nie wierzą
niektórzy w ideały. Cały czas, to wszystko,
co w nas, w ludziach, się zbiera,
poniewiera się gdzieś potem po kątach.
A nikt po nas przecież nie posprząta.
Musi być normalnie, żeby było idealnie.
poniedziałek, 26 września 2011
"Jesień"
Z drzew już pierwsze opadają liście
i złociście świat zaczyna się mienić.
Na ziemi trawa jakby już nie ta sama,
co przedtem. Jakby mówiła do człowieka
szeptem, że jej ciężko pod jesieni
ciężarem. To, co było wiosny i lata
czarem, już nie wróci i nie zanuci
skowronek rankiem piosenki na
dobry dzień. Chmurny cień się pojawi
i deszcze i nie wiadomo, co jeszcze.
Droga jesienna, zmienna pogoda, a
w sercu szkoda za ciepłym powietrzem,
za gorącym słońcem, za morskim
widokiem. Szybkim przeskokiem
stała się jesień. Początkami piękna,
łagodna i ozdobna, potem chłodna.
Prawie zimowa. Surowa. Idzie przez
park zdecydowanym krokiem.
Zaproszona w progi świata, brata się
z każdym, kogo spotka. Chce być
lubiana. Liście szeleszczą niewiarygodnie,
a przechodnie jesień podziwiają.
Promienna. Słońce uwydatnia jej
blask, a księżyc traci swoją magię przy
niej. Chowa się w jej cieniu. Wrzesień
trzyma ją w ramionach. Ona, przez
chwilę wtulona, wyrywa się i mknie
dalej, przed siebie. Rysuje na niebie
zachmurzone obłoki i szeroki świat
sobą oplata. W klimat i urok swój
bogata. Niezmienna i zmienna. Różna.
Po swojej paradzie głęboko w szufladzie
zostaje zamknięta i nie pamięta nikt
o niej przez zimę, wiosnę i lato. A ona
czeka na człowieka, który szufladę
otworzy w środku roku i na obłoku
błękitnym ją posadzi. Jesień, prawie
zima. Jednak troszkę inna. Bardziej
niewinna i ostrożna. Wie, że nie można
zasypywać pogodowymi anomaliami.
Nocami chłodna, ale pogodna dniami.
Czasami płacze i wtedy widzi człowiek
prosty deszcz spływający po szybie
i stukający w parapety. Inna szata
świata. Ciepłe zimno. Inne. Mniej
dziecinne wszystko się staje.
Poważniejsze. A pokorniejsze z zimna
serca swoje wnętrza zagryzają do głębi.
Jeszcze wiele się oziębi. Przestrzeń
bardziej się zaciśnie, a słońce ledwo co
błyśnie zza ciężkiej chmury. Do góry
uniesie się jesień i zatryumfuje. Czuć
ją w powietrzu. W każdym deszczu
i liści szeleście. Za wcześnie na jesień.
Niech idzie i nie wraca, zanim
nie przyniesie słonecznych dni i chwil
z poszumem drzew. Niech pachnie nią
mech. A przyroda niech się unormuje.
Pani jesień? Nie chcę pani, dziękuję.
i złociście świat zaczyna się mienić.
Na ziemi trawa jakby już nie ta sama,
co przedtem. Jakby mówiła do człowieka
szeptem, że jej ciężko pod jesieni
ciężarem. To, co było wiosny i lata
czarem, już nie wróci i nie zanuci
skowronek rankiem piosenki na
dobry dzień. Chmurny cień się pojawi
i deszcze i nie wiadomo, co jeszcze.
Droga jesienna, zmienna pogoda, a
w sercu szkoda za ciepłym powietrzem,
za gorącym słońcem, za morskim
widokiem. Szybkim przeskokiem
stała się jesień. Początkami piękna,
łagodna i ozdobna, potem chłodna.
Prawie zimowa. Surowa. Idzie przez
park zdecydowanym krokiem.
Zaproszona w progi świata, brata się
z każdym, kogo spotka. Chce być
lubiana. Liście szeleszczą niewiarygodnie,
a przechodnie jesień podziwiają.
Promienna. Słońce uwydatnia jej
blask, a księżyc traci swoją magię przy
niej. Chowa się w jej cieniu. Wrzesień
trzyma ją w ramionach. Ona, przez
chwilę wtulona, wyrywa się i mknie
dalej, przed siebie. Rysuje na niebie
zachmurzone obłoki i szeroki świat
sobą oplata. W klimat i urok swój
bogata. Niezmienna i zmienna. Różna.
Po swojej paradzie głęboko w szufladzie
zostaje zamknięta i nie pamięta nikt
o niej przez zimę, wiosnę i lato. A ona
czeka na człowieka, który szufladę
otworzy w środku roku i na obłoku
błękitnym ją posadzi. Jesień, prawie
zima. Jednak troszkę inna. Bardziej
niewinna i ostrożna. Wie, że nie można
zasypywać pogodowymi anomaliami.
Nocami chłodna, ale pogodna dniami.
Czasami płacze i wtedy widzi człowiek
prosty deszcz spływający po szybie
i stukający w parapety. Inna szata
świata. Ciepłe zimno. Inne. Mniej
dziecinne wszystko się staje.
Poważniejsze. A pokorniejsze z zimna
serca swoje wnętrza zagryzają do głębi.
Jeszcze wiele się oziębi. Przestrzeń
bardziej się zaciśnie, a słońce ledwo co
błyśnie zza ciężkiej chmury. Do góry
uniesie się jesień i zatryumfuje. Czuć
ją w powietrzu. W każdym deszczu
i liści szeleście. Za wcześnie na jesień.
Niech idzie i nie wraca, zanim
nie przyniesie słonecznych dni i chwil
z poszumem drzew. Niech pachnie nią
mech. A przyroda niech się unormuje.
Pani jesień? Nie chcę pani, dziękuję.
"Chcę Ci coś powiedzieć"
Słońce. Napełnia moją duszę szczęściem.
Lżejsze staje się powietrze i cisza mniej
złośliwa. Leniwie otwierać chcę oczy
i widzieć, jak na mnie patrzysz. Patrzeć na
tę radość i szczęście. Chcę więcej takich
dni, kiedy Ty i ja, kiedy my razem, możemy
na twarze swoje patrzeć nieustannie i dzielić
ze sobą każdą chwilę. I nie mieć w tle
niewyjaśnionych nieporozumień, a o sumień
spokojność nie musieć już się martwić.
Ogień uczuć tlących się w nas od dawna.
Ocean pożądania i cały ten czas czekania.
Twojeniepewności, moje wątpliwości i pokłady
miłości w Tobie i we mnie. Myślami
codziennie przy sobie. Godziny rozmów
o radościach i głupotach. O kłopotach
i tym, co sprawia, że śmiejemy się oboje.
Nie ma podziału na moje i Twoje. Jest
nasze. Wiem, że nie zgaszę już tego,
co siedzi mi w głowie. Bo wiem, że
dzięki Tobie... pięknie jest. Przecież wiesz.
Lżejsze staje się powietrze i cisza mniej
złośliwa. Leniwie otwierać chcę oczy
i widzieć, jak na mnie patrzysz. Patrzeć na
tę radość i szczęście. Chcę więcej takich
dni, kiedy Ty i ja, kiedy my razem, możemy
na twarze swoje patrzeć nieustannie i dzielić
ze sobą każdą chwilę. I nie mieć w tle
niewyjaśnionych nieporozumień, a o sumień
spokojność nie musieć już się martwić.
Ogień uczuć tlących się w nas od dawna.
Ocean pożądania i cały ten czas czekania.
Twojeniepewności, moje wątpliwości i pokłady
miłości w Tobie i we mnie. Myślami
codziennie przy sobie. Godziny rozmów
o radościach i głupotach. O kłopotach
i tym, co sprawia, że śmiejemy się oboje.
Nie ma podziału na moje i Twoje. Jest
nasze. Wiem, że nie zgaszę już tego,
co siedzi mi w głowie. Bo wiem, że
dzięki Tobie... pięknie jest. Przecież wiesz.
niedziela, 25 września 2011
"Ti gason"
Wszystko bezszelestnie zamienia się
w martwą ciszę. Ukołysze mnie do snu
tłum aniołów stróżów, którzy moje
uciszają burze. Poruszając rzeczywistość
i martwiąc się przy tym o przyszłość.
O to, co będzie, kiedy wszędzie
już liście opadną z drzew. A szept
wypełni całą przestrzeń. I powietrze
stanie się cięższe. I boleśnie znosić
będę tę niepewność nie wiedząc,
czy zamienisz moje smutki na radości.
Powiedz do mnie dwa słowa najprostsze.
Choć sama nie wiem, co gorsze.
Karmić się kłamstwem i nim się upajać,
czy prawdy nie zatajać nie spełniając
przy tym oczekiwań? Za dużo gdybań.
Za dużo niepewności, a brak miłości
w tym wszystkim. Chcę, żebyś dla mnie
bliskim był kimś i wyjątkowym. Czuję
jednak, że nie tędy droga. Przestroga.
Z uśmiechem na twarzy, a w środku
parzy, aż boli od tego, co czuje dusza.
Zmusza się do udawania i ciągłego
grania. W środku poraniona. Chora
z miłości. W żałości żyje, że coś ją
ominie, że się nie wydarzy. A kiedy
zaczynał się piękny początek tego
cudownego końca zakończenia,
bardzo chciałam ramienia Twojego
obok. Ironia. A teraz Cię nie ma.
Chciałam cienia choć nadziei, że coś
się zmieni. Niepotrzebnie. Czas
schować marzenia do pudła na dnie
szafy. Czas zobaczyć, że wszystko
kiedyś się kończy, a co teraz nas
połączy kiedyś na pewno przyczyną
rozłąki się stanie. Czas otworzyć
oczy i w końcu się obudzić. Przestać
się łudzić i zapomnieć o wszystkim,
co było tylko ulotną chwilą. I choć
miło w sercu na myśl o wspomnieniach...
to czas zrozumieć, że to tylko złudzenia.
w martwą ciszę. Ukołysze mnie do snu
tłum aniołów stróżów, którzy moje
uciszają burze. Poruszając rzeczywistość
i martwiąc się przy tym o przyszłość.
O to, co będzie, kiedy wszędzie
już liście opadną z drzew. A szept
wypełni całą przestrzeń. I powietrze
stanie się cięższe. I boleśnie znosić
będę tę niepewność nie wiedząc,
czy zamienisz moje smutki na radości.
Powiedz do mnie dwa słowa najprostsze.
Choć sama nie wiem, co gorsze.
Karmić się kłamstwem i nim się upajać,
czy prawdy nie zatajać nie spełniając
przy tym oczekiwań? Za dużo gdybań.
Za dużo niepewności, a brak miłości
w tym wszystkim. Chcę, żebyś dla mnie
bliskim był kimś i wyjątkowym. Czuję
jednak, że nie tędy droga. Przestroga.
Z uśmiechem na twarzy, a w środku
parzy, aż boli od tego, co czuje dusza.
Zmusza się do udawania i ciągłego
grania. W środku poraniona. Chora
z miłości. W żałości żyje, że coś ją
ominie, że się nie wydarzy. A kiedy
zaczynał się piękny początek tego
cudownego końca zakończenia,
bardzo chciałam ramienia Twojego
obok. Ironia. A teraz Cię nie ma.
Chciałam cienia choć nadziei, że coś
się zmieni. Niepotrzebnie. Czas
schować marzenia do pudła na dnie
szafy. Czas zobaczyć, że wszystko
kiedyś się kończy, a co teraz nas
połączy kiedyś na pewno przyczyną
rozłąki się stanie. Czas otworzyć
oczy i w końcu się obudzić. Przestać
się łudzić i zapomnieć o wszystkim,
co było tylko ulotną chwilą. I choć
miło w sercu na myśl o wspomnieniach...
to czas zrozumieć, że to tylko złudzenia.
sobota, 24 września 2011
"Fatamorgana"
Niewinnie i łagodnie patrzysz
na mnie. Jak pochodnie, w których
tli się delikatny płomień. Gdzieś
w naszych wspomnień bagażu
i życiowym wirażu wyciągasz
do mnie swe ramiona. Zadowolona
idę w Twoją stronę z nadzieją,
że nie uronię ni jednej łzy, kiedy
Ty obejmiesz mnie, a ja Cię
pocałuję w policzek. Nie liczę
na dużo. Miłość to burza, która
czasem rani piorunami. Ale razem...
razem nie jesteśmy sami.
na mnie. Jak pochodnie, w których
tli się delikatny płomień. Gdzieś
w naszych wspomnień bagażu
i życiowym wirażu wyciągasz
do mnie swe ramiona. Zadowolona
idę w Twoją stronę z nadzieją,
że nie uronię ni jednej łzy, kiedy
Ty obejmiesz mnie, a ja Cię
pocałuję w policzek. Nie liczę
na dużo. Miłość to burza, która
czasem rani piorunami. Ale razem...
razem nie jesteśmy sami.
piątek, 23 września 2011
"Oda do Clinta"
Coś wstrząsnęło światem. Nad wielkim
ziemskim płatem, uniosła się poświata.
Wytrzeszczam oczy, żeby zobaczyć to
zjawisko. Gdy już jestem dosyć blisko,
widzę człowieka. Nie boi się, nie ucieka.
Wygląda na to, że czeka na coś. Ideał
muzykalności! Batman z krwi i kości!
Z poczuciem humoru, pełen wigoru
i cyniczności. Zaskakujący, jak brak
Kevina w święta Bożego Narodzenia.
O żyrafim wzroście, lekkim zaroście
i posturze niejadka. Człowiek - zagadka.
Tajemnica, ale skarbnica zaufania.
Z dziwną pasją świniomana. Spełnia
jednak wymagania rzeczywistości
w rozklekotanej codzienności.
"Skaleczony"
Ciągle z głową w chmurach. Jak
w starym swetrze dziura i wyblakłe
karty pamiętnika trwała jest i nie znika
uczuciowość. Jak zliczyć wszystkie
chwile i momenty, żeby zaklęty gdzieś
czas raz na zawsze cofnął się do chwil,
w których wszystko było takie proste?
I radosne przywrócić wspomnienia
i odłożone na potem marzenia i chwile,
kiedy motyle tańczyły nad głową? Gdy
świat nam był ozdobą i ludzie życzliwi,
a wszystko dla nas tylko możliwe.
Staram się nie oczekiwać, że mnie
zrozumiesz. Wiem, że nie umiesz.
I kiedy ustanę przed Tobą ze łzami
w oczach, żeby powiedzieć Ci jak
bardzo Cię kocham nie wiem, co
wtedy się stanie. Moje Tobie oddanie
jest nieopisane, niepoliczalne. I uczucia
są nierozwerwalne, oderwane
od rzeczywistości. Chodzą sobie gdzieś
tam, na wysokości, gdzie miłości
niespełnione się spotykają. Ale nie,
nie tracą wiary. Są cierpliwe. Czekają.
w starym swetrze dziura i wyblakłe
karty pamiętnika trwała jest i nie znika
uczuciowość. Jak zliczyć wszystkie
chwile i momenty, żeby zaklęty gdzieś
czas raz na zawsze cofnął się do chwil,
w których wszystko było takie proste?
I radosne przywrócić wspomnienia
i odłożone na potem marzenia i chwile,
kiedy motyle tańczyły nad głową? Gdy
świat nam był ozdobą i ludzie życzliwi,
a wszystko dla nas tylko możliwe.
Staram się nie oczekiwać, że mnie
zrozumiesz. Wiem, że nie umiesz.
I kiedy ustanę przed Tobą ze łzami
w oczach, żeby powiedzieć Ci jak
bardzo Cię kocham nie wiem, co
wtedy się stanie. Moje Tobie oddanie
jest nieopisane, niepoliczalne. I uczucia
są nierozwerwalne, oderwane
od rzeczywistości. Chodzą sobie gdzieś
tam, na wysokości, gdzie miłości
niespełnione się spotykają. Ale nie,
nie tracą wiary. Są cierpliwe. Czekają.
czwartek, 22 września 2011
"Sekret"
W jesiennym wietrze unosi się
We mnie wiosenne powietrze, takie
Lekkie i delikatne. Ciepło w duszy
I w sercu. Niespokojnie. Tak się boję,
Że coś się zepsuje. Że to, co czuję
Okaże się wytworem wyobraźni.
Kadzidełkowym zapachem, który znika
Po jakimś czasie. Straszną rzeczą
Odrzucenie. Pozbawienie złudzeń
I koniec oszukiwania samego siebie.
To dla Ciebie i dla mnie. Dla nas.
Tak się boję, że się rozczaruję, że
Ktoś z nas zażartuje, że zniszczy
Tę magię, tę bliskość. Że stracę
To wszystko. Nie jest to szaleńcza
Miłość z porywami serca. Spokojne
Uczucie z obawami o przyszłość. Sama
Sobie rodzę nowe wątpliwości. Szukam
Bliskości, ale nie umiem jej znaleźć.
Tak się boję, że to moje tylko
Spostrzeżenia, że widzę za dużo, ale
Oczy tak Ci się mrużą na mój widok,
Że czuję to i wiem. Czuję takie napięcie
Między nami. Taką bliskość z barierami,
Których nie chcemy pokonać w swojej
Nieśmiałości. Sprawiasz mi każdego
Dnia radości mnóstwo. Idealny duet
Byłby z nas. Ale pokaże czas, czy to
Coś silnego, naszego i nami wyjątkowego.
Tak się boję, że Twoje inne są
Oczekiwania. Marnowania czasu szkoda.
W sercu moim pogoda wiosenna.
Uśmiechnij się do mnie kolejny raz.
Czas niech się zatrzyma. Wina to Twoja,
Że serce moje wyrywa się tylko w Twoim
Kierunku. Potrzebuje Cię, swojego ratunku.
"Istotnie nieważne"
O zmroku wszystkich zdarzeń, gdzie
spojrzenia się kończą życzliwe, a to,
co uważa się za niemożliwe, spełnia się
z siłą podwójną. I czuja zażyłość
zamienia się w miłość. I kocha się
goręcej. Aż chce się coraz więcej.
Choroba nieuleczalna, nienamacalna,
hormonalna i bez przyczyny. Ledwo
wyczuwalne tętno łapie ponętna dłoń
i przysuwa do swoich ust. Miłość
i kochanie. Początkowo pięknie,
róż słanie, a zostanie potem płacz
i lament. Testament uczuciowy.
Dwoje ludzi. Dwa zdarzenia.
Dwie miłości i dwa też zauroczenia.
spojrzenia się kończą życzliwe, a to,
co uważa się za niemożliwe, spełnia się
z siłą podwójną. I czuja zażyłość
zamienia się w miłość. I kocha się
goręcej. Aż chce się coraz więcej.
Choroba nieuleczalna, nienamacalna,
hormonalna i bez przyczyny. Ledwo
wyczuwalne tętno łapie ponętna dłoń
i przysuwa do swoich ust. Miłość
i kochanie. Początkowo pięknie,
róż słanie, a zostanie potem płacz
i lament. Testament uczuciowy.
Dwoje ludzi. Dwa zdarzenia.
Dwie miłości i dwa też zauroczenia.
środa, 21 września 2011
"Pierwszy, ostatni raz"
Pierwszy, ostatni raz. Kiedy czas
goi rany, a zadany ból powoli
przestaje dawać się we znaki.
Nie byle jaki moment. Wyjątkowe
okoliczności, bez powodowania
zazdrości, w miłości i kochaniu
Ciebie. W moich myślach tylko
Twoje imię, tylko Twój portret.
Tylko Twoje spojrzenie, tchnienie.
Tylko Ty, moje marzenie. Nie chcę
udawać obojętnej i zamkniętej
na Twoje uczucia. Chcę Cię słuchać
i na Ciebie patrzeć. Każdego dnia
bardziej Cię pragnąć i tęsknić
za Tobą, kiedy nie ma Cię obok.
Mój świat jest na Twoich
białych obłokach. Nie płaczę,
nie szlocham. Myślę, że Cię kocham.
goi rany, a zadany ból powoli
przestaje dawać się we znaki.
Nie byle jaki moment. Wyjątkowe
okoliczności, bez powodowania
zazdrości, w miłości i kochaniu
Ciebie. W moich myślach tylko
Twoje imię, tylko Twój portret.
Tylko Twoje spojrzenie, tchnienie.
Tylko Ty, moje marzenie. Nie chcę
udawać obojętnej i zamkniętej
na Twoje uczucia. Chcę Cię słuchać
i na Ciebie patrzeć. Każdego dnia
bardziej Cię pragnąć i tęsknić
za Tobą, kiedy nie ma Cię obok.
Mój świat jest na Twoich
białych obłokach. Nie płaczę,
nie szlocham. Myślę, że Cię kocham.
niedziela, 18 września 2011
"Infatuazione"
Zachwycanie się sobą. Dzielenie
ciszy. Przełamywanie nieśmiałości,
dodawanie upojności i słabości
leczenie. Onieśmielenie wzajemnością.
Idziesz za mną po zielonej łące.
A wysoko pnące się rośliny
patrzą na nas z góry. Nawet
chmury się rozpraszają. Przełamujesz
moje wątpliwości i dzięki Tobie
w miłości ziarno już nie umiem
nie wierzyć. Przez Ciebie
się uśmiecham. Idealnie. Z nutą
romantyzmu, cynizmu i z ironią
otaczasz mój świat swoją dłonią.
Bezpiecznie. A ja nie wiem, co
Ci w sercu tańczy. Czy to bliskość,
radość, miłość, czy zażyłość
zwyczajna. Czy przyjaźń? Lubię
nasze wydeptane ścieżki i od deski
do deski, jak książki kartki
przewertowane tematy niezliczone.
Wieńczą koronę uśmiechy moje
i Twoje. Zaufanie. Zasłużyłeś
na nie, jak nikt inny. Najbardziej
niewinny, nieskazitelny i wierny.
Oddany. Kochany. Leczysz rany
moje, a ja Twoje chcę otworzyć
serce zamknięte. Jak pęknięte
szkło złożyć w jedną całość
nasze dwie dusze bratnie. Nawet
nie chcę myśleć o tym, że kiedyś
zabraknie mi Ciebie. Twojego
uśmiechu, oczu i spojrzenia.
Chcę Twojego chcenia.
ciszy. Przełamywanie nieśmiałości,
dodawanie upojności i słabości
leczenie. Onieśmielenie wzajemnością.
Idziesz za mną po zielonej łące.
A wysoko pnące się rośliny
patrzą na nas z góry. Nawet
chmury się rozpraszają. Przełamujesz
moje wątpliwości i dzięki Tobie
w miłości ziarno już nie umiem
nie wierzyć. Przez Ciebie
się uśmiecham. Idealnie. Z nutą
romantyzmu, cynizmu i z ironią
otaczasz mój świat swoją dłonią.
Bezpiecznie. A ja nie wiem, co
Ci w sercu tańczy. Czy to bliskość,
radość, miłość, czy zażyłość
zwyczajna. Czy przyjaźń? Lubię
nasze wydeptane ścieżki i od deski
do deski, jak książki kartki
przewertowane tematy niezliczone.
Wieńczą koronę uśmiechy moje
i Twoje. Zaufanie. Zasłużyłeś
na nie, jak nikt inny. Najbardziej
niewinny, nieskazitelny i wierny.
Oddany. Kochany. Leczysz rany
moje, a ja Twoje chcę otworzyć
serce zamknięte. Jak pęknięte
szkło złożyć w jedną całość
nasze dwie dusze bratnie. Nawet
nie chcę myśleć o tym, że kiedyś
zabraknie mi Ciebie. Twojego
uśmiechu, oczu i spojrzenia.
Chcę Twojego chcenia.
czwartek, 15 września 2011
"Poczekalnia"
Cichy szept i łzy szczęścia płynące
po policzkach. Ogromna wiara w to,
że się uda. Że teraz na pewno, że
już na zawsze. Patrzę, wzdychając
w bezkres Twoich oczu. I widzę
nieśmiałą szczerość i trochę
niepewności. I boję się miłości.
Wszystkich nieokiełznanych zazdrości,
cudzych żażyłości i rozmaitości.
Złam mnie. Zasłoń oczy i prowadź
przez życie. I kochaj. Ach, kochanie,
co to dla mnie... Litry wylanych
łez i godziny czekania. I wypowiadane
przez sen tylko Twoje imię. Żadne
inne. A myślami wciąż blisko i tęsknotą,
i zaczarowanymi marzeniami
i wpomnieniami. Dla mnie Ty całymi
dniami i nocami. Życiem. Najcenniejszym
pamiętnikiem, w którym dzień
po dniu opisany każdy. Moją
poranną kawą i wieczorną książką
na dobranoc. A nocą, kiedy światła
ostatnimi migocą siłami, bądź moimi
marzeniami. Namiętnymi chwilami.
Ponad nami mgła. A Ty i ja... Mrużymy
oczy. Dałam Ci się zamroczyć.
po policzkach. Ogromna wiara w to,
że się uda. Że teraz na pewno, że
już na zawsze. Patrzę, wzdychając
w bezkres Twoich oczu. I widzę
nieśmiałą szczerość i trochę
niepewności. I boję się miłości.
Wszystkich nieokiełznanych zazdrości,
cudzych żażyłości i rozmaitości.
Złam mnie. Zasłoń oczy i prowadź
przez życie. I kochaj. Ach, kochanie,
co to dla mnie... Litry wylanych
łez i godziny czekania. I wypowiadane
przez sen tylko Twoje imię. Żadne
inne. A myślami wciąż blisko i tęsknotą,
i zaczarowanymi marzeniami
i wpomnieniami. Dla mnie Ty całymi
dniami i nocami. Życiem. Najcenniejszym
pamiętnikiem, w którym dzień
po dniu opisany każdy. Moją
poranną kawą i wieczorną książką
na dobranoc. A nocą, kiedy światła
ostatnimi migocą siłami, bądź moimi
marzeniami. Namiętnymi chwilami.
Ponad nami mgła. A Ty i ja... Mrużymy
oczy. Dałam Ci się zamroczyć.
środa, 7 września 2011
"Waćpan"
Ach... me serce ku Tobie ucieka,
a tęsknot moich obłęd, jak rzeka
nieposkromiony. Waszmość z każdej
strony mnie otacza i nade mną
swe ramiona troskliwe rozpościera.
Usycha moja dusza i wnętrze i chcąc
więcej i bardziej, nie poddaje się
wzgardzie serc skamieniałych
i dusznych tęskliwością za miłością.
I myśli moje wyrywają się ku Twoim
myślom. Żeby Cię móc oglądać
co dzień, o tym marzę. A pragnień
moich i snów nieposkromionych
nie dogonisz. Odkryj w sobie
moje serce i patrz w jego wnętrze
głęboko. I znajdź mnie, mój miły.
Aż gwiazdy będą patrzyły w nasze
oczy. A nocy blaski nas okryją.
Strach miesza się z nadziejami.
Ach... me serce ku Tobie ucieka.
a tęsknot moich obłęd, jak rzeka
nieposkromiony. Waszmość z każdej
strony mnie otacza i nade mną
swe ramiona troskliwe rozpościera.
Usycha moja dusza i wnętrze i chcąc
więcej i bardziej, nie poddaje się
wzgardzie serc skamieniałych
i dusznych tęskliwością za miłością.
I myśli moje wyrywają się ku Twoim
myślom. Żeby Cię móc oglądać
co dzień, o tym marzę. A pragnień
moich i snów nieposkromionych
nie dogonisz. Odkryj w sobie
moje serce i patrz w jego wnętrze
głęboko. I znajdź mnie, mój miły.
Aż gwiazdy będą patrzyły w nasze
oczy. A nocy blaski nas okryją.
Strach miesza się z nadziejami.
Ach... me serce ku Tobie ucieka.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
"Droga do nieba"
Zamyka oczy. Sen, którym się okrywa
zdaje się być wiecznym. Już ulatuje
powietrze. Wiatr po cichutku szepce,
że to już koniec. Już się nie obudzi.
Tych emocji nie da się ostudzić.
Lamentu i płaczu i niepewności.
Już nie ma ciała, a duszę wiodą
anioły do Raju. Bolesna strata.
Wszystkie dogmaty nagle tracą
sens. Mnóstwo pytań i przepełniający
serca żal. Że za szybko, za wcześnie,
że jeszcze nie teraz. Idzie różaną
drogą w niebieskiej przestrzeni.
Uśmiecha się. Spotyka anioły,
cherubinów i Boga. Ach! Cóż za
trwoga! Ale się nie boi. Ma wszystko,
czego potrzeba. Swój własny skrawek
nieba. Jest w krainie szczęśliwości.
Tam, gdzie same są radości, gdzie
nie ma smutków i nieporozumień.
Tam, gdzie leje się strumień samych
pięknych marzeń. A wszystkie
niebiańskie korytarze są jasne. I choć
w nas tli się żal, że jest gdzieś tam,
daleko, nie narzeka. Bóg już czekał.
Zaprosił do siebie. A w Niebie jest
pięknie. Idzie i wiatr kołysze. Słyszy
ciszę. Nic już nie boli. Nie cierpi.
Dusza jest spokojna, utulona w Jego
ramionach. A my toniemy we łzach.
Przytłacza nas strach i smutek.
Patrzy na nas z góry. Jest tam, gdzie
najbardziej błękitne chmury. Najjaśniejsze.
Karmi się powietrzem, które tam jest
niezwykle lekkie. Idzie jasną drogą.
Ukojenia potrzeba. Idzie drogą do nieba.
zdaje się być wiecznym. Już ulatuje
powietrze. Wiatr po cichutku szepce,
że to już koniec. Już się nie obudzi.
Tych emocji nie da się ostudzić.
Lamentu i płaczu i niepewności.
Już nie ma ciała, a duszę wiodą
anioły do Raju. Bolesna strata.
Wszystkie dogmaty nagle tracą
sens. Mnóstwo pytań i przepełniający
serca żal. Że za szybko, za wcześnie,
że jeszcze nie teraz. Idzie różaną
drogą w niebieskiej przestrzeni.
Uśmiecha się. Spotyka anioły,
cherubinów i Boga. Ach! Cóż za
trwoga! Ale się nie boi. Ma wszystko,
czego potrzeba. Swój własny skrawek
nieba. Jest w krainie szczęśliwości.
Tam, gdzie same są radości, gdzie
nie ma smutków i nieporozumień.
Tam, gdzie leje się strumień samych
pięknych marzeń. A wszystkie
niebiańskie korytarze są jasne. I choć
w nas tli się żal, że jest gdzieś tam,
daleko, nie narzeka. Bóg już czekał.
Zaprosił do siebie. A w Niebie jest
pięknie. Idzie i wiatr kołysze. Słyszy
ciszę. Nic już nie boli. Nie cierpi.
Dusza jest spokojna, utulona w Jego
ramionach. A my toniemy we łzach.
Przytłacza nas strach i smutek.
Patrzy na nas z góry. Jest tam, gdzie
najbardziej błękitne chmury. Najjaśniejsze.
Karmi się powietrzem, które tam jest
niezwykle lekkie. Idzie jasną drogą.
Ukojenia potrzeba. Idzie drogą do nieba.
niedziela, 28 sierpnia 2011
"Sen"
Otul mnie swym milczeniem. Chcę
też zaczepiać ciszę. Przemień mnie
w radość i rozdaj wszystkim jej
łaknącym. Ukryj mnie pod swoim
kochającym płaszczem. Karm mnie
okruszkami niedoskonałości, a świat
pokazuj w najpiękniejszych barwach.
W Tobie jest światło, które rozjaśnia
mój mrok. Które pokazuje, gdzie
mam krok nastepny postawić.
Nie daj się mną bawić. W cieniu
Twoich rąk chcę się schować.
Bądź dla mnie wszystkim, o czym
śnię. Ucisz wszystkie moje burze.
Chcę na dłużej zasnąć w Twoich
ramionach. Ucz mnie codzienności,
a swojej bliskości oddech zostawiaj
przy mnie za każdym razem. Rządź
moim czasem i obowiązkami.
I dziel się ze mną wszystkimi zalążkami
dobrotliwości. Łaknę tej miłości,
uczuciowości i prawdziwości. Moje
serce chce dla Ciebie bić. Chcę
żyć Twoją przenikliwością.
Przyglądać się Twoim oczom i tęsknić
do Ciebie cały czas. To się zdarza
tylko raz. A na wszystko jest czas.
To, co najpiękniejsze w Tobie, pokaż.
A ja zgubię się się w Twoich oczach.
też zaczepiać ciszę. Przemień mnie
w radość i rozdaj wszystkim jej
łaknącym. Ukryj mnie pod swoim
kochającym płaszczem. Karm mnie
okruszkami niedoskonałości, a świat
pokazuj w najpiękniejszych barwach.
W Tobie jest światło, które rozjaśnia
mój mrok. Które pokazuje, gdzie
mam krok nastepny postawić.
Nie daj się mną bawić. W cieniu
Twoich rąk chcę się schować.
Bądź dla mnie wszystkim, o czym
śnię. Ucisz wszystkie moje burze.
Chcę na dłużej zasnąć w Twoich
ramionach. Ucz mnie codzienności,
a swojej bliskości oddech zostawiaj
przy mnie za każdym razem. Rządź
moim czasem i obowiązkami.
I dziel się ze mną wszystkimi zalążkami
dobrotliwości. Łaknę tej miłości,
uczuciowości i prawdziwości. Moje
serce chce dla Ciebie bić. Chcę
żyć Twoją przenikliwością.
Przyglądać się Twoim oczom i tęsknić
do Ciebie cały czas. To się zdarza
tylko raz. A na wszystko jest czas.
To, co najpiękniejsze w Tobie, pokaż.
A ja zgubię się się w Twoich oczach.
piątek, 26 sierpnia 2011
"Zwierzenia"
Szukam wyspy szczęśliwości. Ku radości
szukam miłości. Prowadzenia za rękę
przez życie. Kochania skrycie, ale
niesamowicie. Szukam tego, czego
mi potrzeba. Kawałka nieba tylko
dla nas. W szafirowej szacie na nieba
granacie odkrywam nowe gwiazdy.
Świat nagle staje się przyjazny
i dostępny jednocześnie. Nie jest
za wcześnie, ani za późno. Nie chcę
na próżno doszukiwać się podstępu,
czy sianego przeciw nam zamętu.
Życie wygląda mi, jak czekolada.
Nikt tak naprawdę go nie zbada,
a mimo wszystko, smakuje. Choć
potem człowiek żałuje, że za dużo
zjadł. Szukam Twoich chmurnych
oczu. I spojrzenia każdego. By
drugiego razu nie było, że to, co
nam się przydarzyło, skończyło się
szybko i niezwykle płytko.
A wspomnienia zostaną. Owiane
magią i niezwykłością będą
dla mnie piękną codziennością.
szukam miłości. Prowadzenia za rękę
przez życie. Kochania skrycie, ale
niesamowicie. Szukam tego, czego
mi potrzeba. Kawałka nieba tylko
dla nas. W szafirowej szacie na nieba
granacie odkrywam nowe gwiazdy.
Świat nagle staje się przyjazny
i dostępny jednocześnie. Nie jest
za wcześnie, ani za późno. Nie chcę
na próżno doszukiwać się podstępu,
czy sianego przeciw nam zamętu.
Życie wygląda mi, jak czekolada.
Nikt tak naprawdę go nie zbada,
a mimo wszystko, smakuje. Choć
potem człowiek żałuje, że za dużo
zjadł. Szukam Twoich chmurnych
oczu. I spojrzenia każdego. By
drugiego razu nie było, że to, co
nam się przydarzyło, skończyło się
szybko i niezwykle płytko.
A wspomnienia zostaną. Owiane
magią i niezwykłością będą
dla mnie piękną codziennością.
czwartek, 25 sierpnia 2011
"Dwa smutki"
Czy to było tego warte, aby na jedną
kartę wszystko stawiać? Nie zastanawiać się
nad konsekwencjami i mierzyć się tylko
ze swoimi racjami. Złośliwościami
reagować i nie szanować czyjegoś
zdania. Sztuka kochania... czymże jest?
To gest w stronę drugiego człowieka.
Kogoś, kto czeka na miłość. A zażyłość
przychodzi z czasem. I namiętność.
Dlugo udawana obojętność
okazuje się najszczerszym uczuciem.
Obudzone żądze i chwile, których za
żadne pięniądze nie kupisz. Nie wrócisz
czasu. Okrywanie się cząstką
wspomnień i napomnień rozumu, że
z tego tłumu można znaleść kogoś
innego. Ale już nie tak wyjątkowego.
Nie tego samego. Nie tak cudownego,
delikatnego i czułego. Nie Jego.
Nie mów, że musisz odejść. Przecież
wszystko da się jakoś obejść, wytłumaczyć.
Nie da się wymazać z pamięci tego,
co było uśmiechem na twarzy. Uczucia
są piękne, póki się nie poparzysz.
kartę wszystko stawiać? Nie zastanawiać się
nad konsekwencjami i mierzyć się tylko
ze swoimi racjami. Złośliwościami
reagować i nie szanować czyjegoś
zdania. Sztuka kochania... czymże jest?
To gest w stronę drugiego człowieka.
Kogoś, kto czeka na miłość. A zażyłość
przychodzi z czasem. I namiętność.
Dlugo udawana obojętność
okazuje się najszczerszym uczuciem.
Obudzone żądze i chwile, których za
żadne pięniądze nie kupisz. Nie wrócisz
czasu. Okrywanie się cząstką
wspomnień i napomnień rozumu, że
z tego tłumu można znaleść kogoś
innego. Ale już nie tak wyjątkowego.
Nie tego samego. Nie tak cudownego,
delikatnego i czułego. Nie Jego.
Nie mów, że musisz odejść. Przecież
wszystko da się jakoś obejść, wytłumaczyć.
Nie da się wymazać z pamięci tego,
co było uśmiechem na twarzy. Uczucia
są piękne, póki się nie poparzysz.
środa, 24 sierpnia 2011
"Tych dwoje"
Noc przykrywa ich gwiazdami.
Leżą sami, a dokoła cisza
i spokój. Nikogo wokół.
Żadnej duszy. Serce bije,
jak szalone. Rozbudzone oczy,
rozświetlone spojrzenia,
tysiące czułych słów, a nad
głowami pada deszcz. Przechodzi
ich dreszcz na myśl o tym, co
się zdarzy. I choć każde z nich
po cichu marzy o tym, boją się,
jak dzieci. Czas szalenie wolno
płynie, a muzyka gra, jak
w starym kinie. Magiczny klimat.
I stykają się ustami. Dotykają się
rękami i zasypują się niesamowitymi
słowami. Sobą są oczarowani.
Leżą sami, a dokoła cisza
i spokój. Nikogo wokół.
Żadnej duszy. Serce bije,
jak szalone. Rozbudzone oczy,
rozświetlone spojrzenia,
tysiące czułych słów, a nad
głowami pada deszcz. Przechodzi
ich dreszcz na myśl o tym, co
się zdarzy. I choć każde z nich
po cichu marzy o tym, boją się,
jak dzieci. Czas szalenie wolno
płynie, a muzyka gra, jak
w starym kinie. Magiczny klimat.
I stykają się ustami. Dotykają się
rękami i zasypują się niesamowitymi
słowami. Sobą są oczarowani.
"Pozostaje żal"
Zawsze zostaje jakiś żal, jakaś
cząstka niespełnienia. Gdy marzenia
kończą się w głowie, a miłosne
pogotowie nic nie pomoże, nic
nie powie, tylko rodzi nowy
zamęt. Wewnętrzy remenent,
rachunek sumienia, wszystkie
obliczenia i przypuszczenia idą
na marne. Skamieniałe serce.
Pokaleczone, poranione, ale
nieopatrzone. Wyrywa się od
zapomnienia. Trzymane na
łańcuchu pragnienia nie potrafią
zniknąć. Uwikłana w niebepieczne
związki, czeka na zalążki czegoś
nowego. Nic prostszego. A jednak
trudno i ciężko. Oczy otwiera
i z niedowierzaniem patrzy, jak
przestaje cokolwiek znaczyć.
Jak odchodzisz, jak znikasz, jak
zapominasz. Analizuje każdą
godzinę, minuta po minucie.
Miłość jest dla niej chorobą.
Miłość jest zatruciem, z którego
niegdy się nie wyleczy. Ona
niweczy jej wszelkie plany.
Nie ma tak, jak kiedyś, że każdy
dzień jest zakochany. Teraz tylko
rany. W sercu jej tańczy szarość.
Składa wszystko w jedną całość,
ale nie umie. I znowu płacze.
Bo dla Ciebie nic nie znaczy.
Wysoką cenę przyszło jej płacić
za to, co minęło. Ciebie to nawet
nie dotknęło, nie obeszło. Bo Cię
przecież nie obchodzi przeszłość.
W imię tego, co odeszło, tęskność
tli się nad powierzchnią. Śmiech
zamienia się w łzy, a wiatr unosi
wspomnienia W uśmiechu byłeś
Ty. A jej szkliste oczy to każdy
Twój dotyk. Już nie budzisz jej
pocałunkami. A nocami
nie wtulasz się w jej ramiona.
Teraz jest ona. Osamotniona.
cząstka niespełnienia. Gdy marzenia
kończą się w głowie, a miłosne
pogotowie nic nie pomoże, nic
nie powie, tylko rodzi nowy
zamęt. Wewnętrzy remenent,
rachunek sumienia, wszystkie
obliczenia i przypuszczenia idą
na marne. Skamieniałe serce.
Pokaleczone, poranione, ale
nieopatrzone. Wyrywa się od
zapomnienia. Trzymane na
łańcuchu pragnienia nie potrafią
zniknąć. Uwikłana w niebepieczne
związki, czeka na zalążki czegoś
nowego. Nic prostszego. A jednak
trudno i ciężko. Oczy otwiera
i z niedowierzaniem patrzy, jak
przestaje cokolwiek znaczyć.
Jak odchodzisz, jak znikasz, jak
zapominasz. Analizuje każdą
godzinę, minuta po minucie.
Miłość jest dla niej chorobą.
Miłość jest zatruciem, z którego
niegdy się nie wyleczy. Ona
niweczy jej wszelkie plany.
Nie ma tak, jak kiedyś, że każdy
dzień jest zakochany. Teraz tylko
rany. W sercu jej tańczy szarość.
Składa wszystko w jedną całość,
ale nie umie. I znowu płacze.
Bo dla Ciebie nic nie znaczy.
Wysoką cenę przyszło jej płacić
za to, co minęło. Ciebie to nawet
nie dotknęło, nie obeszło. Bo Cię
przecież nie obchodzi przeszłość.
W imię tego, co odeszło, tęskność
tli się nad powierzchnią. Śmiech
zamienia się w łzy, a wiatr unosi
wspomnienia W uśmiechu byłeś
Ty. A jej szkliste oczy to każdy
Twój dotyk. Już nie budzisz jej
pocałunkami. A nocami
nie wtulasz się w jej ramiona.
Teraz jest ona. Osamotniona.
wtorek, 23 sierpnia 2011
"Ci z Marsa"
Święci się od zapomnienia, cud
pamięci, wytęsknienia, odpocznienia
i niechęci. Są zawzięci, wynajęci
do zrobienia czegoś, zaszkodzenia.
W przemilczenia zamieniają, grają,
kłamią i klaskają. Przytakują,
obgadują, obrażają. Obnażając
ich zamiary, wymierzając różne
kary, wierząc w małej wiary
ludzi, że obudzisz w nich coś
myślisz. Skądże, oni są zbyt
pyszni. Doskonali i zuchwali.
Nieśmiali z pozoru, gotowi
do sporu, fałszerze z wyboru.
Niedoścignieni w wymysłach
i cudownych pomysłach.
Drobiazgowi. Z małą wyobraźnią,
rozdwojoną jaźnią i nadmierną
wrażliwością. Z ograniczoną
czułością i miłością do
kochanek. A co ranek żądają
śniadania, co noc kochania,
a za dnia wzdychania, tęsknienia,
dzwonienia, patrzenia, mrugania
i wpatrywania się we wspólne
zdjęcia. Zawsze mają lepsze
zajęcia. Począwszy od meczy,
piwa z kolegami, idąc dalej
zabawami z dziewczynami
o długich nogach. Nie chcą
słyszeć o przestrogach.
Zadufani egoiści. Czasem
eleganccy, czasem nie. Jak
kto woli, jak kto chce. Brzydcy
i ładni. Czasem zabawni. Czasem
nawet kochani, kiedy na nich
nie patrzysz. Samolubni, czasem
schludni i pachnący. Niepalący.
Choć palący też. Jak jeż nastroszeni.
Nieproszeni wchodzą w życie
z butami. Zdarza się, że chamy.
A my kochamy. Mimo ranienia,
wad i zdrad. Cóż, taki świat.
pamięci, wytęsknienia, odpocznienia
i niechęci. Są zawzięci, wynajęci
do zrobienia czegoś, zaszkodzenia.
W przemilczenia zamieniają, grają,
kłamią i klaskają. Przytakują,
obgadują, obrażają. Obnażając
ich zamiary, wymierzając różne
kary, wierząc w małej wiary
ludzi, że obudzisz w nich coś
myślisz. Skądże, oni są zbyt
pyszni. Doskonali i zuchwali.
Nieśmiali z pozoru, gotowi
do sporu, fałszerze z wyboru.
Niedoścignieni w wymysłach
i cudownych pomysłach.
Drobiazgowi. Z małą wyobraźnią,
rozdwojoną jaźnią i nadmierną
wrażliwością. Z ograniczoną
czułością i miłością do
kochanek. A co ranek żądają
śniadania, co noc kochania,
a za dnia wzdychania, tęsknienia,
dzwonienia, patrzenia, mrugania
i wpatrywania się we wspólne
zdjęcia. Zawsze mają lepsze
zajęcia. Począwszy od meczy,
piwa z kolegami, idąc dalej
zabawami z dziewczynami
o długich nogach. Nie chcą
słyszeć o przestrogach.
Zadufani egoiści. Czasem
eleganccy, czasem nie. Jak
kto woli, jak kto chce. Brzydcy
i ładni. Czasem zabawni. Czasem
nawet kochani, kiedy na nich
nie patrzysz. Samolubni, czasem
schludni i pachnący. Niepalący.
Choć palący też. Jak jeż nastroszeni.
Nieproszeni wchodzą w życie
z butami. Zdarza się, że chamy.
A my kochamy. Mimo ranienia,
wad i zdrad. Cóż, taki świat.
"Oka mgnienie"
Czułe spojrzenia, a potem westchnienia
do listów od Ciebie, do wiadomości.
Miłości brak. Na jeden znak czekam,
na telefon, na to, żeby Cię usłyszeć,
zobaczyć. Chcę wiele znaczyć.
Najwięcej. I kochać każdego dnia
mocniej, goręcej. I ręce moje z Twoimi
splatać. Chcę z Tobą na skrzydłach
miłości latać i dzielić na połowę
każdy wspólny dzień. Żeby za mną
szedł Twój cień i odwrotnie. Żeby
nie było szybko i przelotnie, ale na
zawsze już. Zmruż swoje oczy
i zaskocz mnie. Połóż się obok
i powiedz, że wiesz. Że chcesz.
Ja wtedy wtulając się w Ciebie
uronię łzę. I powiem, że też chcę.
Jakież to dziwne marzenie.
Przecież jesteś tylko oka mgnieniem.
do listów od Ciebie, do wiadomości.
Miłości brak. Na jeden znak czekam,
na telefon, na to, żeby Cię usłyszeć,
zobaczyć. Chcę wiele znaczyć.
Najwięcej. I kochać każdego dnia
mocniej, goręcej. I ręce moje z Twoimi
splatać. Chcę z Tobą na skrzydłach
miłości latać i dzielić na połowę
każdy wspólny dzień. Żeby za mną
szedł Twój cień i odwrotnie. Żeby
nie było szybko i przelotnie, ale na
zawsze już. Zmruż swoje oczy
i zaskocz mnie. Połóż się obok
i powiedz, że wiesz. Że chcesz.
Ja wtedy wtulając się w Ciebie
uronię łzę. I powiem, że też chcę.
Jakież to dziwne marzenie.
Przecież jesteś tylko oka mgnieniem.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
"Recepta"
Uśmiechać się do życia. Wszystko
może się przydarzyć, a marzyć fajna
rzecz. Chcieć mieć, a nie posiadać.
Zbadać wszystkie przyczyny
i skutki. Odczuwać żalu drżące
nutki na klawiszach pianina. Dumać,
jak wina jest wielka, a wszelka
złość nieopisana. Z rana budzić się
przy kimś, kto kocha, wieczorami
zasypiać przy jego boku, a nocami
wzdychać. Razem oddychać. Być.
Nie czynić nic. Wypełniać pustkę
i ciszę. Słyszeć to, co najważniejsze.
Wyczekiwać wiosnę i swoją troskę
przelewać na kogoś innego. Cieszyć się
z codzienności i żyć. Żyć w miłości.
może się przydarzyć, a marzyć fajna
rzecz. Chcieć mieć, a nie posiadać.
Zbadać wszystkie przyczyny
i skutki. Odczuwać żalu drżące
nutki na klawiszach pianina. Dumać,
jak wina jest wielka, a wszelka
złość nieopisana. Z rana budzić się
przy kimś, kto kocha, wieczorami
zasypiać przy jego boku, a nocami
wzdychać. Razem oddychać. Być.
Nie czynić nic. Wypełniać pustkę
i ciszę. Słyszeć to, co najważniejsze.
Wyczekiwać wiosnę i swoją troskę
przelewać na kogoś innego. Cieszyć się
z codzienności i żyć. Żyć w miłości.
niedziela, 21 sierpnia 2011
"Ameryka Północna"
Uśmiech od ucha do ucha.
Szczery i prawdziwy, bo tak
właśnie wygląda człowiek duchowo
szczęśliwy. Czy spełniony? Niby
z każdej jej strony bije łuna
rozmaitych uśmiechów
i zadowolenia, choć czasem
od niechcenia. O duszy wrażliwej
i czystej. O przejrzystej
świadomości, bez zazdrości,
a miłości oddana. Bliska
i kochana. Z niespożytymi
pokładami humoru i dobrej
aury. Nawet nastrój czarny
jej nie przeszkodzi wszystkich
wokół oswobodzić i się z nimi
zaprzyjaźnić. Dziewczyna o
jasnej jaźni, bez wewnętrznej
bojaźni, że coś się może nie udać.
Zaczytana, literacko obeznana.
Chyba realistka. Wczoraj obca,
dzisiaj bardzo, bardzo bliska.
Szczery i prawdziwy, bo tak
właśnie wygląda człowiek duchowo
szczęśliwy. Czy spełniony? Niby
z każdej jej strony bije łuna
rozmaitych uśmiechów
i zadowolenia, choć czasem
od niechcenia. O duszy wrażliwej
i czystej. O przejrzystej
świadomości, bez zazdrości,
a miłości oddana. Bliska
i kochana. Z niespożytymi
pokładami humoru i dobrej
aury. Nawet nastrój czarny
jej nie przeszkodzi wszystkich
wokół oswobodzić i się z nimi
zaprzyjaźnić. Dziewczyna o
jasnej jaźni, bez wewnętrznej
bojaźni, że coś się może nie udać.
Zaczytana, literacko obeznana.
Chyba realistka. Wczoraj obca,
dzisiaj bardzo, bardzo bliska.
sobota, 20 sierpnia 2011
"Ameryka Południowa"
Wulkan energii i prywatny
telefon zaufania. Ktoś do
absolutnego pokochania, czy też
zauroczenia nawet od pierwszego
zobaczenia. Od poznania od razu
przypada do gustu. Nie daje
upustu napadom śmiechu
i czasem nie możesz z nią złapać
oddechu, taka jest szalona.
Każda jest strona jest inna. Tutaj
niewinna, tam drapieżna, gdzieś
indziej niezależna. Porównywalna
do morza. Spokojna i cicha, za chwilę
staje się niesamowicie dzika
i nieprzewidywalna. Każdego dnia
inna, ale normalna. Niesamowicie
życzliwa. Nad wyraz prawdziwa.
Szczera i otwarta. O błyskoliwym,
niebieskim spojrzeniu. Jest wtedy,
kiedy dobrze i kiedy źle. Wydaje się,
że wie, czego chce. Umie być
nieobliczalna. Porównywalna
do lwicy walczącej o swoje.
Konsekwentna. Jak osioł uparta.
Nieoceniona, bardzo dużo warta.
Jak karta, ma dwie strony. Nie raz
nie możesz jej dogonić. Wzbudza
zaufanie. Jest, jak dobre wino.
Bo dobre, nie znaczy tanie.
telefon zaufania. Ktoś do
absolutnego pokochania, czy też
zauroczenia nawet od pierwszego
zobaczenia. Od poznania od razu
przypada do gustu. Nie daje
upustu napadom śmiechu
i czasem nie możesz z nią złapać
oddechu, taka jest szalona.
Każda jest strona jest inna. Tutaj
niewinna, tam drapieżna, gdzieś
indziej niezależna. Porównywalna
do morza. Spokojna i cicha, za chwilę
staje się niesamowicie dzika
i nieprzewidywalna. Każdego dnia
inna, ale normalna. Niesamowicie
życzliwa. Nad wyraz prawdziwa.
Szczera i otwarta. O błyskoliwym,
niebieskim spojrzeniu. Jest wtedy,
kiedy dobrze i kiedy źle. Wydaje się,
że wie, czego chce. Umie być
nieobliczalna. Porównywalna
do lwicy walczącej o swoje.
Konsekwentna. Jak osioł uparta.
Nieoceniona, bardzo dużo warta.
Jak karta, ma dwie strony. Nie raz
nie możesz jej dogonić. Wzbudza
zaufanie. Jest, jak dobre wino.
Bo dobre, nie znaczy tanie.
"Portret"
W zaciemnionym miejscu kryje się
wyjątkowy człowiek. Znad powiek
widać Jego szalenie niebieskie oczy.
Piękny, jak tysiące rozmarzonych
nocy i jak rozgwieżdżone niebo.
Tego mi trzeba! Jego dotyku,
ciepła, ust i bycia. Wpatrzona
w przestrzeń nie umiem opędzić się
od niezliczonych westchnień
i uniesień miłosnych. A zazdrosnych
spojrzeń pojąć nie mogę. Każdy
chce mi drogę właściwą wskazywać
i uczucia moje nazywać po imieniu
przy całkowitym moim niechceniu.
A On patrzy na mnie, jak na muzę
swoją. Spojrzenia moje jego spojrzeń
się nie boją i trwają w zawieszeniu
wzajemnym. W tym ciemnym
zakamarku szukają siebie nasze ręce.
To coś więcej, niż składane w podzięce
pocałunki w policzek. Niż tajemne
pieszczoty w kątach uliczek paryskich.
Dla nas, ludzi sobie bliskich, to coś
ważniejszego od towarzyskich spotkań.
W tym doznaniu emocjonalnym dusza
moja trwa, a wyrwać jej z niego
nie może nic. Warto mi żyć dla takich
chwil. Warto być i czuć, by móc
potem opowiadać, jak skradać można
Jego uśmiechy, spojrzenia i pocałunki.
Nie marnować, nie żałować i smakować
życia. To odkrycia banalne, ale
rozpuszczalne w szklance wody i gubione.
Przemijają często niezauważone, kiedy
każde mknie w inną stronę i jak
poparzone ucieka od drugiego.
Tego samego nie przeżyje się dwa razy.
To, co dziś się zdarza, już jutro się
nie zdarzy. A to, co się wydarzy,
będzie miało inny smak. To znak.
wyjątkowy człowiek. Znad powiek
widać Jego szalenie niebieskie oczy.
Piękny, jak tysiące rozmarzonych
nocy i jak rozgwieżdżone niebo.
Tego mi trzeba! Jego dotyku,
ciepła, ust i bycia. Wpatrzona
w przestrzeń nie umiem opędzić się
od niezliczonych westchnień
i uniesień miłosnych. A zazdrosnych
spojrzeń pojąć nie mogę. Każdy
chce mi drogę właściwą wskazywać
i uczucia moje nazywać po imieniu
przy całkowitym moim niechceniu.
A On patrzy na mnie, jak na muzę
swoją. Spojrzenia moje jego spojrzeń
się nie boją i trwają w zawieszeniu
wzajemnym. W tym ciemnym
zakamarku szukają siebie nasze ręce.
To coś więcej, niż składane w podzięce
pocałunki w policzek. Niż tajemne
pieszczoty w kątach uliczek paryskich.
Dla nas, ludzi sobie bliskich, to coś
ważniejszego od towarzyskich spotkań.
W tym doznaniu emocjonalnym dusza
moja trwa, a wyrwać jej z niego
nie może nic. Warto mi żyć dla takich
chwil. Warto być i czuć, by móc
potem opowiadać, jak skradać można
Jego uśmiechy, spojrzenia i pocałunki.
Nie marnować, nie żałować i smakować
życia. To odkrycia banalne, ale
rozpuszczalne w szklance wody i gubione.
Przemijają często niezauważone, kiedy
każde mknie w inną stronę i jak
poparzone ucieka od drugiego.
Tego samego nie przeżyje się dwa razy.
To, co dziś się zdarza, już jutro się
nie zdarzy. A to, co się wydarzy,
będzie miało inny smak. To znak.
sobota, 6 sierpnia 2011
"A muzykiem serce"
Roztańczona duszo! Grajże mi, graj.
Gdzie gaj nieszczęść i wypadków, tam
ja świadków szczęścia szukam. Wiem,
że nie zatrzymam czasu. Że zawczasu
spakować trzeba smutki w jedną torbę
i w nieba stronę otworzyć ramiona
smakując szczęścia. Coś mi w głowie
tańczy. To chwilowa tęsknota i cichy
Twoich skrzydeł szelest. Zredukowany
rejestr marzeń śpiewa mi do ucha.
Słuchać go nie chcę. I nie będę. Przędę
radość i szczęście kłując się w palec
głupotą i rozczarowaniami. Czy wiesz,
że łączysz się z moimi marzeniami?
czwartek, 28 lipca 2011
"Marzenie"
Któregoś dnia, o niewiadomej porze,
kiedy zorzę polarną zobaczysz,
porównasz miłość swoją do niej.
Nieprzejednanie wyjątkową.
Magiczną i kolorową. Niedrobiazgową,
ale szczególną i szczegółową.
W koronie czerwonej, jak serce
rozgrzane, kurtyną niepohamowane
przykrywającą uczucia. Blaski
i cienie, a odcienie barw, jakimi
świat jest przedstawiony, się różnią.
Pomiędzy próżnią, a miłosnym
uniesieniem znaczenie ujrzysz
i wymiar, o którym opowiada Ci
serce. I chwile bolesne będą
i radosne. I zimę będziesz mroźną
przeżywać i piękną, kwitnącą
wiosnę. Nie odrzucaj, nie porzucaj,
ani nie duś w sobie. W Tobie rośnie
to, co piękne. Moją rękę weź
w swoją rękę i zamknij mi pocałunkiem
usta. Rozepnij moją kraciastą
koszulę i czule szeptaj mi do
ucha. Ja ciągle słucham. A piasek
pachnie żywiołem naszych ciał.
Gdybyś tylko chciał...
"Wehikuł"
Każda kropla deszczu, która nas
przykrywa jest tak prawdziwa,
jak miłość. Najszczersza, gdy
przeszywa wnętrza nasze wzdłuż
i wszerz. Chcesz i ja chcę, żeby
czas zatrzymał się w miejscu.
Żeby to, co jest, mogło wiecznie
trwać. Nie ma się czego bać.
Zawiłości i niejasności okryć
trzeba płaszczem uczuć szczerości
i wylewności naszego małego
szczęścia. Niewielkimi krokami
wspinać się na piramid miłości
najwyższe szczyty. Zachwyty moje
Tobą i Twoje mną dosiegną
tych szarych, skłębionych chmur,
co nad nami się unoszą. Rozkoszą
wtedy będzie nam cały świat.
Wad moich Ty nie zauważasz,
a ja o Twoich nie pamiętam.
I choć gubisz się niejednokrotnie
zalotnie patrząc mi w oczy,
zauroczyć już nie umiesz.
A ja chcę, żebyś znaczył dla mnie
wszystko i blisko zawsze był,
żebyś śnił o mnie i o Tobie ja.
Gra pozorów. Trochę nieszczera,
oparta na szczęściu i miłości chwale.
Bądź dla mnie tu i teraz. Albo wcale.
"Zawirował świat"
Tysiącem barw mieni się
życie gdy potargane uczucia
zaczynają się układać
w staranny delikatny
długi warkocz rodzących się
wspomnień
nieposkromione spojrzenia
uderzenia serca w rytmie
latynoskich tańców
i nieustanna wiara w to
że każda burza kiedyś
się kończy
że nawet największy deszcz
przestanie padać
a to co ma być wydarzy się
bez względu na wszystko
nieokiełznany anioł milczenia
w ciszy czeka aż tęskność
w inne ubierze się imię
i przyjmie odetchnienie
od samotnych godzin
a przyszłość jaśniejsza
będzie niż słońce
wybudować nowe fundamenty
i zamknięty mały świat
znowu otworzyć
iść w błękitną ciszę
trzepoczącą skrzydłami
i marzeniami się upajać
na ścieżce widzieć dwa cienie
jeden drugiego ramieniem
osłaniający a w tle
konwaliowy uśmiech
który po srebrnych łez
rosie się wznosi ku sercu
"Gdyby być..."
Światłem w mroku i o zmroku
słońca zachodem
najpiękniejszym z marzeń
jednym ze zdarzeń ważnych
i nieważnych
każdym uśmiechem
oddechem
słowem
gestem
czynem
winem wytwornym
wykwintną kolacją
atrakcją każdego wieczoru
maluje uśmiech na twarzy
sprawdzonymi farbami
skrzydłami otacza
dając poczucie bezpieczeństwa
stabilizacji
bez adnotacji zbędnych
i dogłębnych rozważań
ciszą
hałasem
spokojem
gwarem
umiarem
wszystkim
bliskim i najbliższym
jednocześnie
jak we śnie najpiękniejszym
najcenniejszym marzeniu
czy mgnieniu oka
jak wodospadu strumienie
niebezpieczne potoki
szerokim światem
każdym horyzontem
najważniejszą godziną
miną wyjątkową
dmuchawcem na łące
puzzlem w układance
nieodłącznym elementem
wplątanym przez wiatr
we włosy kwiatem
tulipanem
pragnieniem i wspomnieniem
wyjątkowym
gotowym na miłość
założyłość
nieporozumienia
powodzenia i nie
jedynym uczuciem
prawdziwym
szczęśliwym
wyczekiwanym
chcianym
na zawsze danym
zakochanym
Subskrybuj:
Posty (Atom)