wtorek, 25 października 2011

"Łucja", mojej wyjątkowej Paulince

Coś jest w dziewczynie, która uśmiech  
na twarzy, choć w sercu, aż parzy, ma
nieustannie. Która zazielenia trawy 
i przyozdabia drzewa w piękne, acz
złociste korony. Która idzie z szelestem
liści, a w dłoni bukiet ma kwiatów fioletowych.
Tyle w niej nowych wrażeń, tyle szaleńczości.
Tyle niespełnionych marzeń, pokładów ufności,
choć zazdrości i niepokoju są także oblicza.
Tajemnicza. Z labiryntową osobowością. 
Cenię ją za życie szczerością, za to, że jest.
Za jej uśmiech, za rozmowy. Za
ten wdzięk filigranowy. Niesamowita.
Okryta aurą czegoś tak rzadko spotykanego.
W niej właśnie widać drugiego człowieka.
Jest cierpliwa. Czeka, choć tańczą jej
smutków tańce, różne połamańce
gdzieś w sercu. Jest, jak wiosna, która
choć wiecznie radosna, czasem jakimś
się przejawia deszczem. Jeszcze taka
krucha. Wielkiego ma ducha. Nieoceniona.
Kochana. Niezbędna dla mnie, jak kakao z rana.

1 komentarz: