Wlepiając swój wzrok w nieskończony
błękit nieba myślę, że potrzeba takiej
drogi w życiu człowieka, na którą czeka
on całe swoje życie. O której skrycie
marzy i darzy wielką nadzieją wszystko,
co z nią związane. A droga jest tylko
jedna. Nie zawsze prosta. Czasem
kręta, mchem porośnięta, czy też
zaniedbana. Zamknięta w szczelnej
skorupie obserwuję świat z daleka.
Czekam na odpowiedni moment,
żeby się wyłonić i pokazać się światu
na tle blasku całego ziemskiego granatu.
Trzymając w ręku wielką księgę
przędę jej strony ucząc się życia.
Potrzeba chyba jakiegoś zakrycia,
schowania i przeczekania na lepszy
moment. Wśród potoku na niebie
gwiazd ukazuje się pan czas. Niecierpliwy.
Ale znośny. Nie raz smutny, raz
radosny. Ach... do wiosny jeszcze
dużo chwil. Dopiero jesień, która
niesie potargane wspomnienia.
Tysiąc chwil do zapomnienia. A droga
tylko jedna. Nie raz przebiegła
i zaskakująca. Zmierza do końca.
Końca wszystkiego. Końca, który
kończy, ale zaczyna coś nowego.
czwartek, 29 września 2011
wtorek, 27 września 2011
"Idealnie"
Trudno iść jednolitą ścieżką. Taką
bez przeszkód, nieporozumień. Idealną.
Ciężko wierzyć w ideały, kiedy cały
świat wad mnóstwo przedstawia
i zniechęca do siebie. A mimo to,
wierzyć się chce. W idealne rozwiązania,
w niekłamania, w zakochania, we
wszystko, co dobre. Szczodrze
obdarzeni cechami idealności nie widzą
własnych niezłomności. Przykrości
na każdym kroku się szerzą. A nie wierzą
niektórzy w ideały. Cały czas, to wszystko,
co w nas, w ludziach, się zbiera,
poniewiera się gdzieś potem po kątach.
A nikt po nas przecież nie posprząta.
Musi być normalnie, żeby było idealnie.
bez przeszkód, nieporozumień. Idealną.
Ciężko wierzyć w ideały, kiedy cały
świat wad mnóstwo przedstawia
i zniechęca do siebie. A mimo to,
wierzyć się chce. W idealne rozwiązania,
w niekłamania, w zakochania, we
wszystko, co dobre. Szczodrze
obdarzeni cechami idealności nie widzą
własnych niezłomności. Przykrości
na każdym kroku się szerzą. A nie wierzą
niektórzy w ideały. Cały czas, to wszystko,
co w nas, w ludziach, się zbiera,
poniewiera się gdzieś potem po kątach.
A nikt po nas przecież nie posprząta.
Musi być normalnie, żeby było idealnie.
poniedziałek, 26 września 2011
"Jesień"
Z drzew już pierwsze opadają liście
i złociście świat zaczyna się mienić.
Na ziemi trawa jakby już nie ta sama,
co przedtem. Jakby mówiła do człowieka
szeptem, że jej ciężko pod jesieni
ciężarem. To, co było wiosny i lata
czarem, już nie wróci i nie zanuci
skowronek rankiem piosenki na
dobry dzień. Chmurny cień się pojawi
i deszcze i nie wiadomo, co jeszcze.
Droga jesienna, zmienna pogoda, a
w sercu szkoda za ciepłym powietrzem,
za gorącym słońcem, za morskim
widokiem. Szybkim przeskokiem
stała się jesień. Początkami piękna,
łagodna i ozdobna, potem chłodna.
Prawie zimowa. Surowa. Idzie przez
park zdecydowanym krokiem.
Zaproszona w progi świata, brata się
z każdym, kogo spotka. Chce być
lubiana. Liście szeleszczą niewiarygodnie,
a przechodnie jesień podziwiają.
Promienna. Słońce uwydatnia jej
blask, a księżyc traci swoją magię przy
niej. Chowa się w jej cieniu. Wrzesień
trzyma ją w ramionach. Ona, przez
chwilę wtulona, wyrywa się i mknie
dalej, przed siebie. Rysuje na niebie
zachmurzone obłoki i szeroki świat
sobą oplata. W klimat i urok swój
bogata. Niezmienna i zmienna. Różna.
Po swojej paradzie głęboko w szufladzie
zostaje zamknięta i nie pamięta nikt
o niej przez zimę, wiosnę i lato. A ona
czeka na człowieka, który szufladę
otworzy w środku roku i na obłoku
błękitnym ją posadzi. Jesień, prawie
zima. Jednak troszkę inna. Bardziej
niewinna i ostrożna. Wie, że nie można
zasypywać pogodowymi anomaliami.
Nocami chłodna, ale pogodna dniami.
Czasami płacze i wtedy widzi człowiek
prosty deszcz spływający po szybie
i stukający w parapety. Inna szata
świata. Ciepłe zimno. Inne. Mniej
dziecinne wszystko się staje.
Poważniejsze. A pokorniejsze z zimna
serca swoje wnętrza zagryzają do głębi.
Jeszcze wiele się oziębi. Przestrzeń
bardziej się zaciśnie, a słońce ledwo co
błyśnie zza ciężkiej chmury. Do góry
uniesie się jesień i zatryumfuje. Czuć
ją w powietrzu. W każdym deszczu
i liści szeleście. Za wcześnie na jesień.
Niech idzie i nie wraca, zanim
nie przyniesie słonecznych dni i chwil
z poszumem drzew. Niech pachnie nią
mech. A przyroda niech się unormuje.
Pani jesień? Nie chcę pani, dziękuję.
i złociście świat zaczyna się mienić.
Na ziemi trawa jakby już nie ta sama,
co przedtem. Jakby mówiła do człowieka
szeptem, że jej ciężko pod jesieni
ciężarem. To, co było wiosny i lata
czarem, już nie wróci i nie zanuci
skowronek rankiem piosenki na
dobry dzień. Chmurny cień się pojawi
i deszcze i nie wiadomo, co jeszcze.
Droga jesienna, zmienna pogoda, a
w sercu szkoda za ciepłym powietrzem,
za gorącym słońcem, za morskim
widokiem. Szybkim przeskokiem
stała się jesień. Początkami piękna,
łagodna i ozdobna, potem chłodna.
Prawie zimowa. Surowa. Idzie przez
park zdecydowanym krokiem.
Zaproszona w progi świata, brata się
z każdym, kogo spotka. Chce być
lubiana. Liście szeleszczą niewiarygodnie,
a przechodnie jesień podziwiają.
Promienna. Słońce uwydatnia jej
blask, a księżyc traci swoją magię przy
niej. Chowa się w jej cieniu. Wrzesień
trzyma ją w ramionach. Ona, przez
chwilę wtulona, wyrywa się i mknie
dalej, przed siebie. Rysuje na niebie
zachmurzone obłoki i szeroki świat
sobą oplata. W klimat i urok swój
bogata. Niezmienna i zmienna. Różna.
Po swojej paradzie głęboko w szufladzie
zostaje zamknięta i nie pamięta nikt
o niej przez zimę, wiosnę i lato. A ona
czeka na człowieka, który szufladę
otworzy w środku roku i na obłoku
błękitnym ją posadzi. Jesień, prawie
zima. Jednak troszkę inna. Bardziej
niewinna i ostrożna. Wie, że nie można
zasypywać pogodowymi anomaliami.
Nocami chłodna, ale pogodna dniami.
Czasami płacze i wtedy widzi człowiek
prosty deszcz spływający po szybie
i stukający w parapety. Inna szata
świata. Ciepłe zimno. Inne. Mniej
dziecinne wszystko się staje.
Poważniejsze. A pokorniejsze z zimna
serca swoje wnętrza zagryzają do głębi.
Jeszcze wiele się oziębi. Przestrzeń
bardziej się zaciśnie, a słońce ledwo co
błyśnie zza ciężkiej chmury. Do góry
uniesie się jesień i zatryumfuje. Czuć
ją w powietrzu. W każdym deszczu
i liści szeleście. Za wcześnie na jesień.
Niech idzie i nie wraca, zanim
nie przyniesie słonecznych dni i chwil
z poszumem drzew. Niech pachnie nią
mech. A przyroda niech się unormuje.
Pani jesień? Nie chcę pani, dziękuję.
"Chcę Ci coś powiedzieć"
Słońce. Napełnia moją duszę szczęściem.
Lżejsze staje się powietrze i cisza mniej
złośliwa. Leniwie otwierać chcę oczy
i widzieć, jak na mnie patrzysz. Patrzeć na
tę radość i szczęście. Chcę więcej takich
dni, kiedy Ty i ja, kiedy my razem, możemy
na twarze swoje patrzeć nieustannie i dzielić
ze sobą każdą chwilę. I nie mieć w tle
niewyjaśnionych nieporozumień, a o sumień
spokojność nie musieć już się martwić.
Ogień uczuć tlących się w nas od dawna.
Ocean pożądania i cały ten czas czekania.
Twojeniepewności, moje wątpliwości i pokłady
miłości w Tobie i we mnie. Myślami
codziennie przy sobie. Godziny rozmów
o radościach i głupotach. O kłopotach
i tym, co sprawia, że śmiejemy się oboje.
Nie ma podziału na moje i Twoje. Jest
nasze. Wiem, że nie zgaszę już tego,
co siedzi mi w głowie. Bo wiem, że
dzięki Tobie... pięknie jest. Przecież wiesz.
Lżejsze staje się powietrze i cisza mniej
złośliwa. Leniwie otwierać chcę oczy
i widzieć, jak na mnie patrzysz. Patrzeć na
tę radość i szczęście. Chcę więcej takich
dni, kiedy Ty i ja, kiedy my razem, możemy
na twarze swoje patrzeć nieustannie i dzielić
ze sobą każdą chwilę. I nie mieć w tle
niewyjaśnionych nieporozumień, a o sumień
spokojność nie musieć już się martwić.
Ogień uczuć tlących się w nas od dawna.
Ocean pożądania i cały ten czas czekania.
Twojeniepewności, moje wątpliwości i pokłady
miłości w Tobie i we mnie. Myślami
codziennie przy sobie. Godziny rozmów
o radościach i głupotach. O kłopotach
i tym, co sprawia, że śmiejemy się oboje.
Nie ma podziału na moje i Twoje. Jest
nasze. Wiem, że nie zgaszę już tego,
co siedzi mi w głowie. Bo wiem, że
dzięki Tobie... pięknie jest. Przecież wiesz.
niedziela, 25 września 2011
"Ti gason"
Wszystko bezszelestnie zamienia się
w martwą ciszę. Ukołysze mnie do snu
tłum aniołów stróżów, którzy moje
uciszają burze. Poruszając rzeczywistość
i martwiąc się przy tym o przyszłość.
O to, co będzie, kiedy wszędzie
już liście opadną z drzew. A szept
wypełni całą przestrzeń. I powietrze
stanie się cięższe. I boleśnie znosić
będę tę niepewność nie wiedząc,
czy zamienisz moje smutki na radości.
Powiedz do mnie dwa słowa najprostsze.
Choć sama nie wiem, co gorsze.
Karmić się kłamstwem i nim się upajać,
czy prawdy nie zatajać nie spełniając
przy tym oczekiwań? Za dużo gdybań.
Za dużo niepewności, a brak miłości
w tym wszystkim. Chcę, żebyś dla mnie
bliskim był kimś i wyjątkowym. Czuję
jednak, że nie tędy droga. Przestroga.
Z uśmiechem na twarzy, a w środku
parzy, aż boli od tego, co czuje dusza.
Zmusza się do udawania i ciągłego
grania. W środku poraniona. Chora
z miłości. W żałości żyje, że coś ją
ominie, że się nie wydarzy. A kiedy
zaczynał się piękny początek tego
cudownego końca zakończenia,
bardzo chciałam ramienia Twojego
obok. Ironia. A teraz Cię nie ma.
Chciałam cienia choć nadziei, że coś
się zmieni. Niepotrzebnie. Czas
schować marzenia do pudła na dnie
szafy. Czas zobaczyć, że wszystko
kiedyś się kończy, a co teraz nas
połączy kiedyś na pewno przyczyną
rozłąki się stanie. Czas otworzyć
oczy i w końcu się obudzić. Przestać
się łudzić i zapomnieć o wszystkim,
co było tylko ulotną chwilą. I choć
miło w sercu na myśl o wspomnieniach...
to czas zrozumieć, że to tylko złudzenia.
w martwą ciszę. Ukołysze mnie do snu
tłum aniołów stróżów, którzy moje
uciszają burze. Poruszając rzeczywistość
i martwiąc się przy tym o przyszłość.
O to, co będzie, kiedy wszędzie
już liście opadną z drzew. A szept
wypełni całą przestrzeń. I powietrze
stanie się cięższe. I boleśnie znosić
będę tę niepewność nie wiedząc,
czy zamienisz moje smutki na radości.
Powiedz do mnie dwa słowa najprostsze.
Choć sama nie wiem, co gorsze.
Karmić się kłamstwem i nim się upajać,
czy prawdy nie zatajać nie spełniając
przy tym oczekiwań? Za dużo gdybań.
Za dużo niepewności, a brak miłości
w tym wszystkim. Chcę, żebyś dla mnie
bliskim był kimś i wyjątkowym. Czuję
jednak, że nie tędy droga. Przestroga.
Z uśmiechem na twarzy, a w środku
parzy, aż boli od tego, co czuje dusza.
Zmusza się do udawania i ciągłego
grania. W środku poraniona. Chora
z miłości. W żałości żyje, że coś ją
ominie, że się nie wydarzy. A kiedy
zaczynał się piękny początek tego
cudownego końca zakończenia,
bardzo chciałam ramienia Twojego
obok. Ironia. A teraz Cię nie ma.
Chciałam cienia choć nadziei, że coś
się zmieni. Niepotrzebnie. Czas
schować marzenia do pudła na dnie
szafy. Czas zobaczyć, że wszystko
kiedyś się kończy, a co teraz nas
połączy kiedyś na pewno przyczyną
rozłąki się stanie. Czas otworzyć
oczy i w końcu się obudzić. Przestać
się łudzić i zapomnieć o wszystkim,
co było tylko ulotną chwilą. I choć
miło w sercu na myśl o wspomnieniach...
to czas zrozumieć, że to tylko złudzenia.
sobota, 24 września 2011
"Fatamorgana"
Niewinnie i łagodnie patrzysz
na mnie. Jak pochodnie, w których
tli się delikatny płomień. Gdzieś
w naszych wspomnień bagażu
i życiowym wirażu wyciągasz
do mnie swe ramiona. Zadowolona
idę w Twoją stronę z nadzieją,
że nie uronię ni jednej łzy, kiedy
Ty obejmiesz mnie, a ja Cię
pocałuję w policzek. Nie liczę
na dużo. Miłość to burza, która
czasem rani piorunami. Ale razem...
razem nie jesteśmy sami.
na mnie. Jak pochodnie, w których
tli się delikatny płomień. Gdzieś
w naszych wspomnień bagażu
i życiowym wirażu wyciągasz
do mnie swe ramiona. Zadowolona
idę w Twoją stronę z nadzieją,
że nie uronię ni jednej łzy, kiedy
Ty obejmiesz mnie, a ja Cię
pocałuję w policzek. Nie liczę
na dużo. Miłość to burza, która
czasem rani piorunami. Ale razem...
razem nie jesteśmy sami.
piątek, 23 września 2011
"Oda do Clinta"
Coś wstrząsnęło światem. Nad wielkim
ziemskim płatem, uniosła się poświata.
Wytrzeszczam oczy, żeby zobaczyć to
zjawisko. Gdy już jestem dosyć blisko,
widzę człowieka. Nie boi się, nie ucieka.
Wygląda na to, że czeka na coś. Ideał
muzykalności! Batman z krwi i kości!
Z poczuciem humoru, pełen wigoru
i cyniczności. Zaskakujący, jak brak
Kevina w święta Bożego Narodzenia.
O żyrafim wzroście, lekkim zaroście
i posturze niejadka. Człowiek - zagadka.
Tajemnica, ale skarbnica zaufania.
Z dziwną pasją świniomana. Spełnia
jednak wymagania rzeczywistości
w rozklekotanej codzienności.
"Skaleczony"
Ciągle z głową w chmurach. Jak
w starym swetrze dziura i wyblakłe
karty pamiętnika trwała jest i nie znika
uczuciowość. Jak zliczyć wszystkie
chwile i momenty, żeby zaklęty gdzieś
czas raz na zawsze cofnął się do chwil,
w których wszystko było takie proste?
I radosne przywrócić wspomnienia
i odłożone na potem marzenia i chwile,
kiedy motyle tańczyły nad głową? Gdy
świat nam był ozdobą i ludzie życzliwi,
a wszystko dla nas tylko możliwe.
Staram się nie oczekiwać, że mnie
zrozumiesz. Wiem, że nie umiesz.
I kiedy ustanę przed Tobą ze łzami
w oczach, żeby powiedzieć Ci jak
bardzo Cię kocham nie wiem, co
wtedy się stanie. Moje Tobie oddanie
jest nieopisane, niepoliczalne. I uczucia
są nierozwerwalne, oderwane
od rzeczywistości. Chodzą sobie gdzieś
tam, na wysokości, gdzie miłości
niespełnione się spotykają. Ale nie,
nie tracą wiary. Są cierpliwe. Czekają.
w starym swetrze dziura i wyblakłe
karty pamiętnika trwała jest i nie znika
uczuciowość. Jak zliczyć wszystkie
chwile i momenty, żeby zaklęty gdzieś
czas raz na zawsze cofnął się do chwil,
w których wszystko było takie proste?
I radosne przywrócić wspomnienia
i odłożone na potem marzenia i chwile,
kiedy motyle tańczyły nad głową? Gdy
świat nam był ozdobą i ludzie życzliwi,
a wszystko dla nas tylko możliwe.
Staram się nie oczekiwać, że mnie
zrozumiesz. Wiem, że nie umiesz.
I kiedy ustanę przed Tobą ze łzami
w oczach, żeby powiedzieć Ci jak
bardzo Cię kocham nie wiem, co
wtedy się stanie. Moje Tobie oddanie
jest nieopisane, niepoliczalne. I uczucia
są nierozwerwalne, oderwane
od rzeczywistości. Chodzą sobie gdzieś
tam, na wysokości, gdzie miłości
niespełnione się spotykają. Ale nie,
nie tracą wiary. Są cierpliwe. Czekają.
czwartek, 22 września 2011
"Sekret"
W jesiennym wietrze unosi się
We mnie wiosenne powietrze, takie
Lekkie i delikatne. Ciepło w duszy
I w sercu. Niespokojnie. Tak się boję,
Że coś się zepsuje. Że to, co czuję
Okaże się wytworem wyobraźni.
Kadzidełkowym zapachem, który znika
Po jakimś czasie. Straszną rzeczą
Odrzucenie. Pozbawienie złudzeń
I koniec oszukiwania samego siebie.
To dla Ciebie i dla mnie. Dla nas.
Tak się boję, że się rozczaruję, że
Ktoś z nas zażartuje, że zniszczy
Tę magię, tę bliskość. Że stracę
To wszystko. Nie jest to szaleńcza
Miłość z porywami serca. Spokojne
Uczucie z obawami o przyszłość. Sama
Sobie rodzę nowe wątpliwości. Szukam
Bliskości, ale nie umiem jej znaleźć.
Tak się boję, że to moje tylko
Spostrzeżenia, że widzę za dużo, ale
Oczy tak Ci się mrużą na mój widok,
Że czuję to i wiem. Czuję takie napięcie
Między nami. Taką bliskość z barierami,
Których nie chcemy pokonać w swojej
Nieśmiałości. Sprawiasz mi każdego
Dnia radości mnóstwo. Idealny duet
Byłby z nas. Ale pokaże czas, czy to
Coś silnego, naszego i nami wyjątkowego.
Tak się boję, że Twoje inne są
Oczekiwania. Marnowania czasu szkoda.
W sercu moim pogoda wiosenna.
Uśmiechnij się do mnie kolejny raz.
Czas niech się zatrzyma. Wina to Twoja,
Że serce moje wyrywa się tylko w Twoim
Kierunku. Potrzebuje Cię, swojego ratunku.
"Istotnie nieważne"
O zmroku wszystkich zdarzeń, gdzie
spojrzenia się kończą życzliwe, a to,
co uważa się za niemożliwe, spełnia się
z siłą podwójną. I czuja zażyłość
zamienia się w miłość. I kocha się
goręcej. Aż chce się coraz więcej.
Choroba nieuleczalna, nienamacalna,
hormonalna i bez przyczyny. Ledwo
wyczuwalne tętno łapie ponętna dłoń
i przysuwa do swoich ust. Miłość
i kochanie. Początkowo pięknie,
róż słanie, a zostanie potem płacz
i lament. Testament uczuciowy.
Dwoje ludzi. Dwa zdarzenia.
Dwie miłości i dwa też zauroczenia.
spojrzenia się kończą życzliwe, a to,
co uważa się za niemożliwe, spełnia się
z siłą podwójną. I czuja zażyłość
zamienia się w miłość. I kocha się
goręcej. Aż chce się coraz więcej.
Choroba nieuleczalna, nienamacalna,
hormonalna i bez przyczyny. Ledwo
wyczuwalne tętno łapie ponętna dłoń
i przysuwa do swoich ust. Miłość
i kochanie. Początkowo pięknie,
róż słanie, a zostanie potem płacz
i lament. Testament uczuciowy.
Dwoje ludzi. Dwa zdarzenia.
Dwie miłości i dwa też zauroczenia.
środa, 21 września 2011
"Pierwszy, ostatni raz"
Pierwszy, ostatni raz. Kiedy czas
goi rany, a zadany ból powoli
przestaje dawać się we znaki.
Nie byle jaki moment. Wyjątkowe
okoliczności, bez powodowania
zazdrości, w miłości i kochaniu
Ciebie. W moich myślach tylko
Twoje imię, tylko Twój portret.
Tylko Twoje spojrzenie, tchnienie.
Tylko Ty, moje marzenie. Nie chcę
udawać obojętnej i zamkniętej
na Twoje uczucia. Chcę Cię słuchać
i na Ciebie patrzeć. Każdego dnia
bardziej Cię pragnąć i tęsknić
za Tobą, kiedy nie ma Cię obok.
Mój świat jest na Twoich
białych obłokach. Nie płaczę,
nie szlocham. Myślę, że Cię kocham.
goi rany, a zadany ból powoli
przestaje dawać się we znaki.
Nie byle jaki moment. Wyjątkowe
okoliczności, bez powodowania
zazdrości, w miłości i kochaniu
Ciebie. W moich myślach tylko
Twoje imię, tylko Twój portret.
Tylko Twoje spojrzenie, tchnienie.
Tylko Ty, moje marzenie. Nie chcę
udawać obojętnej i zamkniętej
na Twoje uczucia. Chcę Cię słuchać
i na Ciebie patrzeć. Każdego dnia
bardziej Cię pragnąć i tęsknić
za Tobą, kiedy nie ma Cię obok.
Mój świat jest na Twoich
białych obłokach. Nie płaczę,
nie szlocham. Myślę, że Cię kocham.
niedziela, 18 września 2011
"Infatuazione"
Zachwycanie się sobą. Dzielenie
ciszy. Przełamywanie nieśmiałości,
dodawanie upojności i słabości
leczenie. Onieśmielenie wzajemnością.
Idziesz za mną po zielonej łące.
A wysoko pnące się rośliny
patrzą na nas z góry. Nawet
chmury się rozpraszają. Przełamujesz
moje wątpliwości i dzięki Tobie
w miłości ziarno już nie umiem
nie wierzyć. Przez Ciebie
się uśmiecham. Idealnie. Z nutą
romantyzmu, cynizmu i z ironią
otaczasz mój świat swoją dłonią.
Bezpiecznie. A ja nie wiem, co
Ci w sercu tańczy. Czy to bliskość,
radość, miłość, czy zażyłość
zwyczajna. Czy przyjaźń? Lubię
nasze wydeptane ścieżki i od deski
do deski, jak książki kartki
przewertowane tematy niezliczone.
Wieńczą koronę uśmiechy moje
i Twoje. Zaufanie. Zasłużyłeś
na nie, jak nikt inny. Najbardziej
niewinny, nieskazitelny i wierny.
Oddany. Kochany. Leczysz rany
moje, a ja Twoje chcę otworzyć
serce zamknięte. Jak pęknięte
szkło złożyć w jedną całość
nasze dwie dusze bratnie. Nawet
nie chcę myśleć o tym, że kiedyś
zabraknie mi Ciebie. Twojego
uśmiechu, oczu i spojrzenia.
Chcę Twojego chcenia.
ciszy. Przełamywanie nieśmiałości,
dodawanie upojności i słabości
leczenie. Onieśmielenie wzajemnością.
Idziesz za mną po zielonej łące.
A wysoko pnące się rośliny
patrzą na nas z góry. Nawet
chmury się rozpraszają. Przełamujesz
moje wątpliwości i dzięki Tobie
w miłości ziarno już nie umiem
nie wierzyć. Przez Ciebie
się uśmiecham. Idealnie. Z nutą
romantyzmu, cynizmu i z ironią
otaczasz mój świat swoją dłonią.
Bezpiecznie. A ja nie wiem, co
Ci w sercu tańczy. Czy to bliskość,
radość, miłość, czy zażyłość
zwyczajna. Czy przyjaźń? Lubię
nasze wydeptane ścieżki i od deski
do deski, jak książki kartki
przewertowane tematy niezliczone.
Wieńczą koronę uśmiechy moje
i Twoje. Zaufanie. Zasłużyłeś
na nie, jak nikt inny. Najbardziej
niewinny, nieskazitelny i wierny.
Oddany. Kochany. Leczysz rany
moje, a ja Twoje chcę otworzyć
serce zamknięte. Jak pęknięte
szkło złożyć w jedną całość
nasze dwie dusze bratnie. Nawet
nie chcę myśleć o tym, że kiedyś
zabraknie mi Ciebie. Twojego
uśmiechu, oczu i spojrzenia.
Chcę Twojego chcenia.
czwartek, 15 września 2011
"Poczekalnia"
Cichy szept i łzy szczęścia płynące
po policzkach. Ogromna wiara w to,
że się uda. Że teraz na pewno, że
już na zawsze. Patrzę, wzdychając
w bezkres Twoich oczu. I widzę
nieśmiałą szczerość i trochę
niepewności. I boję się miłości.
Wszystkich nieokiełznanych zazdrości,
cudzych żażyłości i rozmaitości.
Złam mnie. Zasłoń oczy i prowadź
przez życie. I kochaj. Ach, kochanie,
co to dla mnie... Litry wylanych
łez i godziny czekania. I wypowiadane
przez sen tylko Twoje imię. Żadne
inne. A myślami wciąż blisko i tęsknotą,
i zaczarowanymi marzeniami
i wpomnieniami. Dla mnie Ty całymi
dniami i nocami. Życiem. Najcenniejszym
pamiętnikiem, w którym dzień
po dniu opisany każdy. Moją
poranną kawą i wieczorną książką
na dobranoc. A nocą, kiedy światła
ostatnimi migocą siłami, bądź moimi
marzeniami. Namiętnymi chwilami.
Ponad nami mgła. A Ty i ja... Mrużymy
oczy. Dałam Ci się zamroczyć.
po policzkach. Ogromna wiara w to,
że się uda. Że teraz na pewno, że
już na zawsze. Patrzę, wzdychając
w bezkres Twoich oczu. I widzę
nieśmiałą szczerość i trochę
niepewności. I boję się miłości.
Wszystkich nieokiełznanych zazdrości,
cudzych żażyłości i rozmaitości.
Złam mnie. Zasłoń oczy i prowadź
przez życie. I kochaj. Ach, kochanie,
co to dla mnie... Litry wylanych
łez i godziny czekania. I wypowiadane
przez sen tylko Twoje imię. Żadne
inne. A myślami wciąż blisko i tęsknotą,
i zaczarowanymi marzeniami
i wpomnieniami. Dla mnie Ty całymi
dniami i nocami. Życiem. Najcenniejszym
pamiętnikiem, w którym dzień
po dniu opisany każdy. Moją
poranną kawą i wieczorną książką
na dobranoc. A nocą, kiedy światła
ostatnimi migocą siłami, bądź moimi
marzeniami. Namiętnymi chwilami.
Ponad nami mgła. A Ty i ja... Mrużymy
oczy. Dałam Ci się zamroczyć.
środa, 7 września 2011
"Waćpan"
Ach... me serce ku Tobie ucieka,
a tęsknot moich obłęd, jak rzeka
nieposkromiony. Waszmość z każdej
strony mnie otacza i nade mną
swe ramiona troskliwe rozpościera.
Usycha moja dusza i wnętrze i chcąc
więcej i bardziej, nie poddaje się
wzgardzie serc skamieniałych
i dusznych tęskliwością za miłością.
I myśli moje wyrywają się ku Twoim
myślom. Żeby Cię móc oglądać
co dzień, o tym marzę. A pragnień
moich i snów nieposkromionych
nie dogonisz. Odkryj w sobie
moje serce i patrz w jego wnętrze
głęboko. I znajdź mnie, mój miły.
Aż gwiazdy będą patrzyły w nasze
oczy. A nocy blaski nas okryją.
Strach miesza się z nadziejami.
Ach... me serce ku Tobie ucieka.
a tęsknot moich obłęd, jak rzeka
nieposkromiony. Waszmość z każdej
strony mnie otacza i nade mną
swe ramiona troskliwe rozpościera.
Usycha moja dusza i wnętrze i chcąc
więcej i bardziej, nie poddaje się
wzgardzie serc skamieniałych
i dusznych tęskliwością za miłością.
I myśli moje wyrywają się ku Twoim
myślom. Żeby Cię móc oglądać
co dzień, o tym marzę. A pragnień
moich i snów nieposkromionych
nie dogonisz. Odkryj w sobie
moje serce i patrz w jego wnętrze
głęboko. I znajdź mnie, mój miły.
Aż gwiazdy będą patrzyły w nasze
oczy. A nocy blaski nas okryją.
Strach miesza się z nadziejami.
Ach... me serce ku Tobie ucieka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)