A co, jeśli to wszystko jest kłamstwem?
Albo nieprawdą, złudą, czy oszukiwaniem?
Co, jeśli zarazisz mnie kochaniem swoim,
a tak naprawdę bardzo się boisz i zrezygnujesz?
Czujesz coś oderwanego od rzeczywistości,
ale nie wiesz, czy o miłości możesz powiedzieć
otwarcie. A co, jeśli będzie za późno? Na
próżno wtedy będziesz mnie kochać. Na próżno
wzdychaniem do mnie czas będziesz sobie
zajmował. Teraz jestem gotowa, nie potem.
Co, jeśli moje do Ciebie uczucia wygasną,
a życie będzie mi jasną ścieżką? Nie wiesz,
co robić. Zaszkodzić nie chcesz ani mi, ani
sobie, ale w głowie masz rozgardiasz. Wiem.
Ale też chcę być spokojniejsza i pewniejsza
tego, co będzie. A jeśli się nie uda? I tak
się zdarza. Trzeba uważać, być dla siebie,
a nie obok. Kochać, albo nie i czego się chce,
wiedzieć. A co, kiedy to się skończy? Wtedy
coś nas rozłączy i połączy z czymś zupełnie
innym. Mija czas i nie wiem, czy też jutro będę
obok Ciebie. W moim własnym, siódmym niebie.
środa, 30 listopada 2011
"Słowo kocham"
Słowo ulotne, jak każda chwila.
Szczere, czy nie, dąży wszędzie
tam, gdzie chce dotrzeć. Młodsze
i starsze. Trwalsza i doskonalsze,
albo tylko pozorne. Skromne.
Słowo decydujące, będące nadzieją,
zmartwieniem, zniechęceniem
i marzeniem. Takie ważne, takie
lekkie, jak powietrze. Jeszcze
świeże, takie, co się nie nudzi, ani
nikt się nim nie pobrudzi też. Słowo
wiążące, znaczące wiele, piękne
w swojej prostocie. Inne, niż
wszystkie. Ma wiele znaczeń, a nie
każdy umie je wytłumaczyć, czy
nim się podzielić. Podobne do
najpiękniejszego na świecie kwiatu.
Kocham. Słowo nieokiełznane.
Kocha, bo jest zakochane.
Szczere, czy nie, dąży wszędzie
tam, gdzie chce dotrzeć. Młodsze
i starsze. Trwalsza i doskonalsze,
albo tylko pozorne. Skromne.
Słowo decydujące, będące nadzieją,
zmartwieniem, zniechęceniem
i marzeniem. Takie ważne, takie
lekkie, jak powietrze. Jeszcze
świeże, takie, co się nie nudzi, ani
nikt się nim nie pobrudzi też. Słowo
wiążące, znaczące wiele, piękne
w swojej prostocie. Inne, niż
wszystkie. Ma wiele znaczeń, a nie
każdy umie je wytłumaczyć, czy
nim się podzielić. Podobne do
najpiękniejszego na świecie kwiatu.
Kocham. Słowo nieokiełznane.
Kocha, bo jest zakochane.
wtorek, 29 listopada 2011
"Niemożliwe"
Jak po mrocznym, rozgwieżdżonym
niebie chmury białe płyną, tak do Ciebie
ja lgnę z każdą godziną coraz bardziej.
Jak mgła, która wyłania się z okruszków
nocy, tak Ty mi coraz bardziej jesteś
obcy i daleki. Jak kwiat, który więdnie
bez wody, tak Ty młody, wiecznie chcesz
koniecznie zawojować świat. Jak noc,
bezdenna i głęboka, i ciemna, tak ja
wierna zawsze patrzę ukradkiem na Ciebie.
Jak deszcz po stu dniach suszy, tak mnie
ruszy serce, gdy goręcej spojrzysz na
mnie. Jak na wietrze, nigdy nieprzemijający
pył, tak ja i Ty, tak my... Sztucznie prawdziwe,
za idealne, za piękne, a wręcz niemożliwe.
niebie chmury białe płyną, tak do Ciebie
ja lgnę z każdą godziną coraz bardziej.
Jak mgła, która wyłania się z okruszków
nocy, tak Ty mi coraz bardziej jesteś
obcy i daleki. Jak kwiat, który więdnie
bez wody, tak Ty młody, wiecznie chcesz
koniecznie zawojować świat. Jak noc,
bezdenna i głęboka, i ciemna, tak ja
wierna zawsze patrzę ukradkiem na Ciebie.
Jak deszcz po stu dniach suszy, tak mnie
ruszy serce, gdy goręcej spojrzysz na
mnie. Jak na wietrze, nigdy nieprzemijający
pył, tak ja i Ty, tak my... Sztucznie prawdziwe,
za idealne, za piękne, a wręcz niemożliwe.
"Listopadowa depresja"
W czarnej przestrzeni, pomiędzy zieleni
pasami, nad głowami unosi się niewidzialna
mgła. Okrywa próżny świat, a zagłada
serca przenosi się do kolejnego wnętrza.
Wszystko takie smutne i ponure. Takie
szare i niewystarczające do życia. Z ukrycia
wyłania się pierwiastek radości. Idzie
z myślą o szczęśliwości w stronę człowieka,
który czeka na jakąś nadzieję. Kruszeje
już złość i gniew, a śpiew skowronka drga
swoimi dźwiękami gdzieś na dnie serca.
Rozproszone w głowie myśli, czy to, co raz
się przyśni, śnić się będzie nieustannie.
Wszystko dzieje się tak nienagannie, tak lekko,
przyjemnie i delikatnie. Gdy zabraknie tego...
achm nie chce się nawet o tym myśleć, gdy
zawiśnie na jednej szali, na przeciwległych
bokach, głęboka szczerość po jednej stronie,
a niedoścignione ambicje Twoje, po drugiej.
Nie mrugaj już do mnie tak słodko i czule.
Teraz jeszcze boli, ale zaraz się znieczulę.
pasami, nad głowami unosi się niewidzialna
mgła. Okrywa próżny świat, a zagłada
serca przenosi się do kolejnego wnętrza.
Wszystko takie smutne i ponure. Takie
szare i niewystarczające do życia. Z ukrycia
wyłania się pierwiastek radości. Idzie
z myślą o szczęśliwości w stronę człowieka,
który czeka na jakąś nadzieję. Kruszeje
już złość i gniew, a śpiew skowronka drga
swoimi dźwiękami gdzieś na dnie serca.
Rozproszone w głowie myśli, czy to, co raz
się przyśni, śnić się będzie nieustannie.
Wszystko dzieje się tak nienagannie, tak lekko,
przyjemnie i delikatnie. Gdy zabraknie tego...
achm nie chce się nawet o tym myśleć, gdy
zawiśnie na jednej szali, na przeciwległych
bokach, głęboka szczerość po jednej stronie,
a niedoścignione ambicje Twoje, po drugiej.
Nie mrugaj już do mnie tak słodko i czule.
Teraz jeszcze boli, ale zaraz się znieczulę.
piątek, 25 listopada 2011
"Żelki"
Spotkali się przypadkiem. Każdy inny,
ale wszyscy tacy sami. Pozytwnie bardzo
nienormalni. Zgrani. Mama z tatą plus
w zestawie dzieci. Dalecy od pragnienia
pustych wrażeń, dążą ku spełnianiu swoich
marzeń. Zwariowani, zabawni i powabni.
Szalona z nich żelkowa rodzina. Matka
mina inna co chwilę, tata graniem umila czas,
a dzieci? Dzieci jest w sam raz. Niepozorni.
Mama z tatą niezwykle przekorni, a dzieciaki
każde z innym charakterem. Spotykają się
na próbach i w każdą niedzielę. Najmłodszy
w rodzinie jest niezwykle spokojny. Cichy,
poukładany, najmniej przekorny, na basie
zachwyca, a talent po rodzicach oczywiście
ma. Ach, jakże on gra! Potem Kinia - nikt
na pierwszy rzut oka nie powie, co w głowie
jej siedzi. Zabawna, towarzyska, cicha
początkowo, już teraz umie tupnąć nogą, kiedy
coś jej się nie podoba. Przebojowa, energiczna,
nieprzewidywalna. Figlarna. Córka Katarzyna -
przetrwożona jest jej mina, kiedy prosi się ją
o to, czego nie lubi. Często się gubi w repertuarze.
Z głową pełną marzeń i pomysłów. Z milionem
zamysłów, niższych drugich głosów i wzrokiem
mordercy na wieść o śpiewaniu solo. I w końcu
wytworna gitarzystka. Czar jej z oczu tryska.
Profesjonalistka. Niezwykle cierpliwa, a laury
zdobywa od mamy za chwytami barowymi granie.
I najstarsza z córek - Żania. Specjalistka od
śpiewania drugimi głosami. Z włosami anielskimi.
Charakterna. Twarda i dzielna. Operetkowa.
Tata - głowa rodziny. Robi miny prześmieszne
i uwodzi na gitarze graniem. Mama zajmuje się
słuchaniem jego wymyślnych pioseneczek.
Z zastępem córeczek i jednym synem tworzą
rodzinę niezwykle udaną. Głowa rodziny jest
konsekwentna, ale ugodowa. A gra niesamowicie.
Jakby granie było całym jego życiem. Z taką
pasją, całym sobą. Jest ozdobą całej rodzinki.
Kwintesensją. Esencją wszystkich żelków.
Mama cierpliwość ma wielką. Do dzieci, ale
do ich ojca również. Umie być konsekwetna,
zawsze o wszystkim pamięta. Zdrowo kopnięta.
Rodzice i pięcioro dzieci to cała żelkowa rodzina.
Są wyjątkowi i uroczy. Nikt im nie podskoczy :)
ale wszyscy tacy sami. Pozytwnie bardzo
nienormalni. Zgrani. Mama z tatą plus
w zestawie dzieci. Dalecy od pragnienia
pustych wrażeń, dążą ku spełnianiu swoich
marzeń. Zwariowani, zabawni i powabni.
Szalona z nich żelkowa rodzina. Matka
mina inna co chwilę, tata graniem umila czas,
a dzieci? Dzieci jest w sam raz. Niepozorni.
Mama z tatą niezwykle przekorni, a dzieciaki
każde z innym charakterem. Spotykają się
na próbach i w każdą niedzielę. Najmłodszy
w rodzinie jest niezwykle spokojny. Cichy,
poukładany, najmniej przekorny, na basie
zachwyca, a talent po rodzicach oczywiście
ma. Ach, jakże on gra! Potem Kinia - nikt
na pierwszy rzut oka nie powie, co w głowie
jej siedzi. Zabawna, towarzyska, cicha
początkowo, już teraz umie tupnąć nogą, kiedy
coś jej się nie podoba. Przebojowa, energiczna,
nieprzewidywalna. Figlarna. Córka Katarzyna -
przetrwożona jest jej mina, kiedy prosi się ją
o to, czego nie lubi. Często się gubi w repertuarze.
Z głową pełną marzeń i pomysłów. Z milionem
zamysłów, niższych drugich głosów i wzrokiem
mordercy na wieść o śpiewaniu solo. I w końcu
wytworna gitarzystka. Czar jej z oczu tryska.
Profesjonalistka. Niezwykle cierpliwa, a laury
zdobywa od mamy za chwytami barowymi granie.
I najstarsza z córek - Żania. Specjalistka od
śpiewania drugimi głosami. Z włosami anielskimi.
Charakterna. Twarda i dzielna. Operetkowa.
Tata - głowa rodziny. Robi miny prześmieszne
i uwodzi na gitarze graniem. Mama zajmuje się
słuchaniem jego wymyślnych pioseneczek.
Z zastępem córeczek i jednym synem tworzą
rodzinę niezwykle udaną. Głowa rodziny jest
konsekwentna, ale ugodowa. A gra niesamowicie.
Jakby granie było całym jego życiem. Z taką
pasją, całym sobą. Jest ozdobą całej rodzinki.
Kwintesensją. Esencją wszystkich żelków.
Mama cierpliwość ma wielką. Do dzieci, ale
do ich ojca również. Umie być konsekwetna,
zawsze o wszystkim pamięta. Zdrowo kopnięta.
Rodzice i pięcioro dzieci to cała żelkowa rodzina.
Są wyjątkowi i uroczy. Nikt im nie podskoczy :)
piątek, 18 listopada 2011
"Chwila"
W głowie myśli nie ubywa. Przykrywać
by można kolejną warstwą zapominania
wszystkie niechciane chwile. Te czułe, te
miłe, te bezpowrotne. Ulotne były, jak
o poranku mgła. Jak zorza. Bezdenne, jak
morza i rozległe. Jest cisza. Unosi się
tylko powietrze gdzieś nad głową, a między
sobą szepczą korony drzew. Śpiew słychać
jakichś ptaków znad rzeki, daleki, choć
urzekający. Mdlący zapach bzów. Jak ze
snu sceneria. Panuje kokieteria i zarazem
opanowanie. Tę magię wypełnia księżyca
blask. Jest noc. Ciężki dzień kładzie się
do snu, by znów jutro się obudzić. Zasypia.
A wokół wszystko kwitnie. Z domieszką
lata i zimy jesienna wiosna wprowadza się
do świata. Jest ciepło. Tak zimowo, tak
wiosennie, jesiennie i naprawdę letnio. Choć
śnieg prawie już na ziemię spadł, a świat
zapomniał, co to wiosna. A wszędzie pełno
żółtych tulipanów. Jest tak, jak być powinno.
Chwilo, zostań. Nie zamienię Cię na inną.
by można kolejną warstwą zapominania
wszystkie niechciane chwile. Te czułe, te
miłe, te bezpowrotne. Ulotne były, jak
o poranku mgła. Jak zorza. Bezdenne, jak
morza i rozległe. Jest cisza. Unosi się
tylko powietrze gdzieś nad głową, a między
sobą szepczą korony drzew. Śpiew słychać
jakichś ptaków znad rzeki, daleki, choć
urzekający. Mdlący zapach bzów. Jak ze
snu sceneria. Panuje kokieteria i zarazem
opanowanie. Tę magię wypełnia księżyca
blask. Jest noc. Ciężki dzień kładzie się
do snu, by znów jutro się obudzić. Zasypia.
A wokół wszystko kwitnie. Z domieszką
lata i zimy jesienna wiosna wprowadza się
do świata. Jest ciepło. Tak zimowo, tak
wiosennie, jesiennie i naprawdę letnio. Choć
śnieg prawie już na ziemię spadł, a świat
zapomniał, co to wiosna. A wszędzie pełno
żółtych tulipanów. Jest tak, jak być powinno.
Chwilo, zostań. Nie zamienię Cię na inną.
środa, 16 listopada 2011
"Erotyk"
Czuję to elektryzujące napięcie, kiedy
na mnie patrzysz. Od tego wszystko
się zaczęło. Twoje niebiańsko delikatne
dłonie, dotykające moich skroni. Pozwólmy
sobie na więcej. Splecione ręce i nogi.
Błogi stan. I my. Cały drżysz, a ja, wypełniona
szczęściem, pragnę Ciebie jeszcze więcej.
Twoje usta dotykają mnie wszędzie
i nie będzie mi już lepiej, niż teraz. Wnikasz
w moje ciało coraz bardziej śmiało
i podnosisz mi temperaturę. Czuję na szyi
Twój oddech, Twoje zmęczenie, wyczerpanie.
Nasze wzajemne kochanie. Tak, jak teraz,
już zawsze mnie całuj i dotykaj. Przenikaj
moje wnętrze, by gorętsze się coraz bardziej
stawało. A ja będę omdlewać w Twoich
ramionach. Będę uszczęśliwiona. We mnie
wnikasz, jak w ziemi porowatość, wilgoć.
Elektryzuje mnie Twoja bliskość i Twój
dotyk. I Twoje spojrzenie, a w nim
pragnienie mnie i pożądanie. Zatrzymaj czas.
Niech to, co w nas się dzieje, się nie kończy.
Niech nic, nas teraz, już nigdy, nie rozłączy.
na mnie patrzysz. Od tego wszystko
się zaczęło. Twoje niebiańsko delikatne
dłonie, dotykające moich skroni. Pozwólmy
sobie na więcej. Splecione ręce i nogi.
Błogi stan. I my. Cały drżysz, a ja, wypełniona
szczęściem, pragnę Ciebie jeszcze więcej.
Twoje usta dotykają mnie wszędzie
i nie będzie mi już lepiej, niż teraz. Wnikasz
w moje ciało coraz bardziej śmiało
i podnosisz mi temperaturę. Czuję na szyi
Twój oddech, Twoje zmęczenie, wyczerpanie.
Nasze wzajemne kochanie. Tak, jak teraz,
już zawsze mnie całuj i dotykaj. Przenikaj
moje wnętrze, by gorętsze się coraz bardziej
stawało. A ja będę omdlewać w Twoich
ramionach. Będę uszczęśliwiona. We mnie
wnikasz, jak w ziemi porowatość, wilgoć.
Elektryzuje mnie Twoja bliskość i Twój
dotyk. I Twoje spojrzenie, a w nim
pragnienie mnie i pożądanie. Zatrzymaj czas.
Niech to, co w nas się dzieje, się nie kończy.
Niech nic, nas teraz, już nigdy, nie rozłączy.
"A miłość?"
Uczucia. Czym są i gdzie się mieszczą?
Czy szeleszczą, jak liście na wietrze?
Czy, jak powietrze wszędzie są i zawsze?
Nie wiadomo. Łączą się w pary, kontrastują,
sprzeciwiają się sobie. Są różnorodne.
A miłość? Czym jest? To ożywczy deszcz.
To szept i pożądanie. To kochanie.
Uczucia gnieżdżą się w sercu i ciężko im
się wydostać. Trudno im sprostać. Jednak
są niesamowite. Im później odkryte, tym
lepsze. Im nowsze, tym świeższe. A miłość?
To wyjątkowe doznanie. To długie czekanie.
A potem? Fala szczęść i radości. Ich miłości.
Czy szeleszczą, jak liście na wietrze?
Czy, jak powietrze wszędzie są i zawsze?
Nie wiadomo. Łączą się w pary, kontrastują,
sprzeciwiają się sobie. Są różnorodne.
A miłość? Czym jest? To ożywczy deszcz.
To szept i pożądanie. To kochanie.
Uczucia gnieżdżą się w sercu i ciężko im
się wydostać. Trudno im sprostać. Jednak
są niesamowite. Im później odkryte, tym
lepsze. Im nowsze, tym świeższe. A miłość?
To wyjątkowe doznanie. To długie czekanie.
A potem? Fala szczęść i radości. Ich miłości.
"Rutyna"
Wszystko, co się dzieje, tak naprawdę
nie istnieje. Wszystko się wydaje. Świat
w kolorach tęczy męczy ponuraków.
Dla dziwaków barwy brudnego miasta.
Jak ciastka wszystko kruche. Ludzkie
odruchy. Kontrolowane, wszystko
zaplanowane i realizowane. Codzienność
i niezmienność. Rutyna. Tu przyczyna,
tam skutek. I tak ciągle, nieustannie.
Marnie wszystko się rozgrywa. Słabszy
przegrywa, silniejszy wygrywa. A człowiek
szary, niedoskonały, patrzy na to wszystko.
Nic mu nie pasuje. Za daleko, bądź za blisko.
nie istnieje. Wszystko się wydaje. Świat
w kolorach tęczy męczy ponuraków.
Dla dziwaków barwy brudnego miasta.
Jak ciastka wszystko kruche. Ludzkie
odruchy. Kontrolowane, wszystko
zaplanowane i realizowane. Codzienność
i niezmienność. Rutyna. Tu przyczyna,
tam skutek. I tak ciągle, nieustannie.
Marnie wszystko się rozgrywa. Słabszy
przegrywa, silniejszy wygrywa. A człowiek
szary, niedoskonały, patrzy na to wszystko.
Nic mu nie pasuje. Za daleko, bądź za blisko.
"Zakochani"
W moim sercu tańczy wiosna.
A za oknami jesień niesie chmury
ciemne i ponury świat. U mnie
radość i orzeźwienie. Mruczenie,
szeptanie do ucha, wspólne
milczenie, zawirowania, emocje.
Zakochana. Od rana do wieczora,
pora każda dobra, by Ci o tym
opowiadać. Razem siadać i na siebie
się patrzeć. Zakochani. Tacy sami,
ale inni w sobie. Ty we mnie, a ja
w Tobie. My. Ty i ja. I nasz świat.
A za oknami jesień niesie chmury
ciemne i ponury świat. U mnie
radość i orzeźwienie. Mruczenie,
szeptanie do ucha, wspólne
milczenie, zawirowania, emocje.
Zakochana. Od rana do wieczora,
pora każda dobra, by Ci o tym
opowiadać. Razem siadać i na siebie
się patrzeć. Zakochani. Tacy sami,
ale inni w sobie. Ty we mnie, a ja
w Tobie. My. Ty i ja. I nasz świat.
środa, 9 listopada 2011
"Bałagan uczuciowy"
Wszystko się zmienia. Dążenia do
marzeń staczają się w otchłaniach
zapomnienia. Pojawiają się nowe
znaczenia, a pragnienia przenoszą się
do innych rzeczywistości. Rozrzucone,
jak kości nieznaczące, drżące i łaknące
czułości. Ludzkie słabości. Do niczego
to nie prowadzi. Wadzi człowiek
człowiekowi. Za mało uczuciowi,
bezdenni, zakochani tylko w sobie.
Zmienia się to, co miało być stałe,
trwać niezmiennie i przyozdabiać brudną
rzeczywistość. Gdzież będzie moja
przyszłość w tej mgle i cieniach tych
niezmiernie mnie gnębiących? Gdzie
będzie niekończących się moich marzeń
rzeka? Gdzież ten, który na mnie czeka?
marzeń staczają się w otchłaniach
zapomnienia. Pojawiają się nowe
znaczenia, a pragnienia przenoszą się
do innych rzeczywistości. Rozrzucone,
jak kości nieznaczące, drżące i łaknące
czułości. Ludzkie słabości. Do niczego
to nie prowadzi. Wadzi człowiek
człowiekowi. Za mało uczuciowi,
bezdenni, zakochani tylko w sobie.
Zmienia się to, co miało być stałe,
trwać niezmiennie i przyozdabiać brudną
rzeczywistość. Gdzież będzie moja
przyszłość w tej mgle i cieniach tych
niezmiernie mnie gnębiących? Gdzie
będzie niekończących się moich marzeń
rzeka? Gdzież ten, który na mnie czeka?
Subskrybuj:
Posty (Atom)