Zima

"Adieu"
A kiedy oczy zamkniesz
zobaczysz jaśniej a czy mniej
kochać będziesz przez to?
Dotyk wzrok zastępuje
Znieczulona czułym muskaniem
opuszków palców
i pocałunkami odchodzę
nie po drodze nam iść
razem a Ty patrzysz na mnie
idącą w łanach zbóż w rytmie
kołyszącego się żyta i małych
czterolistnych koniczynek
i coraz dalej jesteś ode mnie
prymitywne na myśl nasuwa się
"a miało być tak pięknie"
czy lepiej? Jedynie dla Ciebie
przesadnie bez znaczenia
dla czyjegoś oj przepraszam
dla mojego dobra
Wszechwiedzący zapowiedział
dostosować się trzeba
On wie najlepiej
Tak chce i tak ma być
Nieważne że żyć się nie da
bez Ciebie że ziemią i niebem
i czyśćcem wreszcie jesteś dla mnie
Już mnie nie widać
zlewam się z polnym widokiem

"Oda do Clinta"
Coś wstrząsnęło światem. Nad wielkim
ziemskim płatem, uniosła się poświata.
Wytrzeszczam oczy, żeby zobaczyć to
zjawisko. Gdy już jestem dosyć blisko,
widzę człowieka. Nie boi się, nie ucieka.
Wygląda na to, że czeka na coś. Ideał
muzykalności! Batman z krwi i kości!
Z poczuciem humoru, pełen wigoru
i cyniczności. Zaskakujący, jak brak
Kevina w święta Bożego Narodzenia.
O żyrafim wzroście, lekkim zaroście
i posturze niejadka. Człowiek - zagadka.
Tajemnica, ale skarbnica zaufania.
Z dziwną pasją świniomana. Spełnia
jednak wymagania rzeczywistości
w rozklekotanej codzienności.

"Rozmaitości"
Wewnątrz schowane wyłaniają się powoli
z mroku. Bałagany uczuciowe, rozgardiasze,
nieporządki i niełady. W prawdzie wiele
się mieści.  Rozmaitości. Idą ku światłu,
by, jak już tam będą, otoczyć się powłoką
bezdenną, pełną wszystkiego, co dobre. 
Różnie przyjmowane, niewypowiedziane
i wypowiedziane na głos, albo w kącie,
niesłyszane nikomu. Rozmaitości. Dla
szczęścia, miłości, radości i uduchowienia.
Od chcenia do niechcenia.  Od skrajności
do skrajności. Od lubości do zazdrości
i odwrotnie. Bez znaczenia. Rozmaitości.
Gdy w chwilach słabości zielona łąka
zastępuje piasek na Malediwach. Tam,
gdzie wszystko i nic. Gdzie wysoko i nisko.
Daleko i blisko. Jednocześnie. Upadki
i wzloty. Radość i kłopoty. Szczęścia
i smutki, topione w kieliszku bardzo
drogiej wódki. Rozmaitości. Nieokreślone.
Zamknięte i wyzwolone spod opieki
obcego ducha. W każdej osobie, uczuciu,
stanie, na każdym kroku, z przodu,
z tyłu, za i z boku. Nieprzerwanie
trwają z przeogromną mocą. Za dnia
i nocą. Zawsze. Kiedy na nie patrzę,
o nich myślę i odczuwam. Moje,
Twoje, nasze, wspólne. Rozmaitości.
Są. W zatraceniu codzienności.

"Wzdychania"
Chcesz mi coś powiedzieć?
Chcę.
Mów.
Kocham Cię. Jesteś dla mnie, jak
mlecze i maki na łące.  Jak drzewa,
lipy kwitnące. Bez Ciebie nic nie ma
znaczenia. W jednej chwili zapomnienia
stałaś się dla mnie najważniejszą
postacią. Na całym świecie nie ma
drugiej Ciebie. Wiem. Szukałem.
Nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić,
zranić, czy oszukać.  Rozumiem, że
miłość to jest sztuka, w której
dostają rolę tylko najlepsi aktorzy.
A Ty?
Chcesz mi coś powiedzieć?
Sama nie wiem.
Chyba chcę.
Tak.
Na pewno. 
Pamiętasz, jak nazwałeś
mnie swoją królewną? Wyjątkową?
Chcę, żebyś pamiętał. Żebyś
myślał o mnie i kochał najmocniej.
Usłyszałbyś te słowa, kiedy byłam
jeszcze gotowa Ci wybaczyć, coś
dla Ciebie znaczyć.  A teraz? Chcę.
Bardzo chcę, ale już nie potrafię.
Nie umiem Ci zaufać, choć serce
wyrywa się do Ciebie stale.
Niesamowita łączyła ich miłość.
Między nimi była niezwykła
zażyłość. Czym żyją dzisiaj?
Nie wiem. Osobno. Każde swoim
życiem. Tęsknią za sobą skrycie,
ale zaprzepaścili swoją szansę.
Zapomnieli, że miłość nie jest
tańcem, który można zacząć
i skończyć, kiedy się zechce.
Ona trwa wiecznie.

"Cisza"
Cisza. Słychać nawet, jak skradasz się na palcach,
żeby nikt nie usłyszał. Ogarniasz mnie swoim
spojrzeniem, przez które nie mogę zasnąć.
Delikatny, ciepły i wiosenny deszcz przynosi
przebudzenie. Otrzeźwienie. Zrozumienie, że
nie leczy ran czas, a szczęście w życiu prawdziwie
raz tylko się zdarza. Cisza. Nie zauważam nawet
momentu, kiedy przestajesz przenikać mnie
wzrokiem. Pewność i niepewność, czy to,
co się dzieje, jest prawdziwe. Czy nie jest na niby,
dla żartu. Tak bardzo nie wiem, czy warto! Cisza.
Wiatr kołysze mnie konsekwentnie i beznamiętnie
plącze moje, już i tak źle wyglądające, włosy.
Nie odchodź. Zostań. Wpatrzona w Ciebie, jak
w najpiękniejszy obraz. Jak na zielone łąki
pokryte słoneczknikami i makami patrzę na
Twoje czoło zmarszczone. Nie wiesz, gdzie i
w którą stronę mknie Twoje życie. Cisza. Zakrywam
moje, opuchnięte od łez, powieki. Porywa mnie,
niczym nurt rzeki, myśl o tym, "co by było gdyby?".
Ktoś mówi, że idzie wiosna. Nie widzę jej. Nie czuję.
Utulę Cię po raz ostatni.  Nim zasnę. Nim okryję się
purpurowym kocem. Nim zamilknę. Nim zniknę,
spojrzę na Ciebie. Cisza. Nadzieja, że każdy zagorzały
egoista ma serce, nie umiera. Zabieram ze sobą
Twój dotyk i usta, i oczy, i już Cię opuszczam. Nie płacz.
Nic mnie nie boli, oprócz wnętrza złamanego serca.
Będę Twoim Aniołem, żebyś tu na ziemi, na dole,
czuł się bezpiecznie. Już wiecznie. Cisza. Nikt
nie słyszał, gdy wiatr kołysał mnie do snu. Zabrakło
tchu. Odchodzę. W mojej drodze, tam, gdzie jestem,
nikt nie żywi się powietrzem. Jestem więc wolna.
Uwolniona od złudnych marzeń, które na wieczność
przebiły wskroś moją koronkową duszę. Nic, nic
nie muszę. Cisza. Cisza. Cisza.

"Niezdecydowany"
Blask Twoich oczu, który wyłaniał się znad
okrywających Słońce chmur. Spojrzenie, które
elektryzuje tak samo, jak za pierwszym razem.
I uśmiech. Niepowtarzalny, wyjątkowy. Najszczerszy.
Przedpadło. Nic się nie powtórzy. Nawet zmarszczone
czoło, rysy na skroniach i zdziwione miny.
Nie, to nie z Twojej winy. Z naszej wspólnej.
Kiedy do palącego się drewna dorzucasz
kolejne, może okazać się, że jest już zbyt dużo.
Twoje dłonie. I moje. Nasze. Splecione palce,
ścisk i świadomość rozstania. Było, jak w bajce.

"Nadzieja w błękicie"
Podnieś głowę do góry. Faktycznie, wszędzie
Czarne chmury. Świat brudny i bury. Ale zaraz!
Chwila! Jest na pewno jakaś miła cząstka tego
Dnia paskudnego. Nie można przewidzieć
Niczego, ale warto się uśmiechać. Owszem,
Można ponarzekać. Jednakże nie można czekać
Do ostatniego momentu. Nawet w czasie dużego
Życiowego zakrętu trzeba być sobą! Uśmiech
Duszy jest ozdobą! Zdarzają się sytuacje, kiedy
Sprytnie uknute prowokacje zmuszają nas do
Smutku. Powiedz sobie wtedy – powolutku.
Wszystko w swoim czasie. Nie da się na raz
Załatwić wszystkiego. Smutne łzy nie przynoszą
Niczego dobrego. Dlatego kolego – głowa do
Góry! Pomyśl sobie, że tam, na górze, na tej
Jednej czarnej chmurze, błękit będzie. Potem
Na kolejnej, następnej i tak już wszędzie…
Lepiej? To doskonale! Popatrz… Niebo błękitne
Już niemalże całe…

"Jak dzwon"
Słyszysz? Cicho! Słuchaj! Słuchaj, jak bije.
Raz szybciej, raz wolniej. Nieustannie. Jest.
Cicho! Bo zagłuszysz. Słyszysz? Nie mów
Nic. Bądź. Spróbuj się wsłuchać. Milcz.
Czujesz ten rytm? Kołatanie? Żyje. Porusza
Się. I wierci. Nie przeszkadzaj! Może musi
Odpocząć? Nie wiem. Przecież jest w ciągłym
Ruchu! Pracuje! Niewidoczne. Najważniejsze.
Słyszysz? Nie, nie odpowiadaj. Nie możesz
Mu przeszkadzać w pracy. Cicho! Słuchaj!
Przyspiesza. Chyba czuje, że jesteś. I coraz
Szybciej. Chyba naprawdę Cię lubi. Cicho!
Biegnie tak szybko, że za chwilę się wywróci.
Nie! Nie rób tego! Nie przerywaj! Słuchaj.
Podejdź bliżej. Słyszysz? Wydaje się być
Szczęśliwe. Zwalnia. Jest spokojniejsze, kiedy
Jesteś obok. Stój! Nie odchodź! Zaczekaj…
Myślisz, że wytrzyma? Musi. Chyba. Nie?
Zaraz. Moment! Co mu jest? Trzysta uderzeń
Na minutę. Wariuje! Zwolnij! Proszę! Stój!
Uff… Udało się. Jesteś. Będziesz? Nie wiem…
Obiecaj. Nie mogę! Przyspiesza. Dlaczego?
Bo… Coraz szybciej. Zaraz się zatrzyma. Na
Zawsze. Boli. Nie możesz? Chyba nie chcę.
I znowu jest niespokojne. Dlaczego? Bo się
Boję! Cicho! Słuchaj! Słyszysz? Uspokoiło się.
Zostaniesz? Obiecuję. Nie mów nic. Słyszysz?

"Opowiadanie o życiu"
Pewny grunt to podstawa. Chociaż istnieje czasem obawa,
że zachwiać się może. O mój Boże! Krzyk, rozpacz, ból,
cierpienie! Pytanie o zawinienie, o przyczyny, skutki.
Lecz nie zawsze się chwieje. Trzeba mieć nadzieję, nie
żałować, nie panikować, pocałować, przytulić, czy
wygładzić policzek najpiękniejszą na świecie dłonią.
Uczucie miłości jest bronią, nie zabawą - czarną kawą,
którą zalewa się, gdy chce się pić. Żyć dla pewnego
gruntu, bez buntu. Żyć. Zwykle się udaje, lecz nie zawsze.
Trzeba patrzeć, obserwować. Miejsce miłości przygotować,
by czekać nie musiała, zawsze miała to, co chciała, nie płakała,
i się rozwijała. Trzeba być pewnym, wrażliwym, uczciwym
i wiedzieć, czego się chce. Czy tak, czy nie. Albo w lewo,
albo w prawo. Brawo! Brawo! Życie bez miłości, życie
w niepewności to życie bez wartości. Pewnym uczuć trzeba
być, by się móc zmierzyć z zawiłością serca, która podpowiada,
co wypada, a co nie. Czego chcesz? Wiesz...? Bo ja wiem.
Tylko nie mogę powiedzieć. Czasem z przyczyn
niezależnych od Ciebie, lepiej cicho siedzieć...

"Szczęściem zwana cząstka życia"
Podaruj mi cząstkę siebie. Kawałeczek. Tak, żebym
mogła mieć choć odrobinę. Twoją roześmianą minę,
oczy, włosy, ręce... Nie chcę więcej. Szczęście przecież
nie potrzebuje wiele. Chce się dzielić. Jak smakuje?
Chyba nie wiem... To się po prostu czuje. Nie dodaje,
nie ujmuje. Jest. Samo w sobie. W Tobie i w tej
drugiej, trzeciej i osiemdziesiątej piątej osobie.
Jest niewidoczne. Szczęście napawa optymizmem,
uśmiechem, radością. Podaruj mi cząstkę siebie. Tak,
żeby mi nie było smutno. Dzisiaj, jutro, nigdy.
Radość wypełnia mnie w całości. Nie potrzeba
czułości, czy miłości. Trochę subteloności starczy.
Wtedy "dzień dobry" mówi szczęście pukając
do drzwi. Nie, to wcale się nie śni. to nie jest fikcja,
bajka, jakaś gra. To nie tak. Kiedy radość wypełnia
czyjeś serce, nie potrzeba do szczęścia nic więcej.

"Szczerość"
Podstawą zaufania, o siebie dbania i niezgrzytania
Jest szczerość. Ona nade wszystko ważna. I odważna.
Inaczej być nie może. Tu kłamstewko, tam,
Nic nie ważne, wszystko chłam! Oszustwa, przekręty -
Gdzie tu prawda? Szczerość? Nie ma? W świecie
Zdzierców, oszołomów, panów domów brak. Brak
Szczerości, brak miłości. Piętrzą się nienawiści
Schody - ten za stary, ten za młody! Nie
Pasuje nic. Szkoda. Taka moda. Szydzą, patrzą,
Śmieją się. Wielkie oczy ich zwrócone w każdą
Inną stroną, nie w prawdę. Nie w szczerość.
Opieszałość pyszałków, śmiałków wszystkich,
Nawet bliskich, sięga dna. No ba! Ona ma,
On ma i ja też chcę! Szczerości? Zażyłości?
Namiętności? Skrajności! Gdy podstawą zaufania,
Niezgrzytania i kochania skrajność jest to…
A nieważne! To powinien wiedzieć każdy.

"O niczym"
Kiedy masz wrażenie,
Że nic nie będzie - zawsze coś będzie.
Ulice zatłoczone, korki, ludzie,
Różne miejsca, czekające na otwarcie.
W centrum stoi Pani -
Mała, chuda - filigranowa
Na otwarcie gotowa?
Być może, jednakże stwierdzić
By można, że czeka na kogoś.
Rozgląda się, patrzy…
Ulice ruchliwe, wysokie budynki,
Sklepy, znajomi, metro, chodniki i
Idzie On - wielki, potężny. Mosiężny!
Zachmurzone niebo, siąpi deszcz,
Nie wiadomo, dlaczego?
Spotkali się. Idą.
W deszczu, w burzę. Razem.

"W ulotności..."
Ulotność chwil i doznań, Ulotność sentymentów.
Wszystkiego po trochu. Skrętów i zamętów,
niewyjaśnionych okoliczności, nieproszonych
gości i całej reszty dziwnych zdarzeń.
Marzeń i wydarzeń, wywodzących się
nie wiadomo z czego. Z tego i owego.
Prowadzi do niezrozumiałych sytuacji,
insynuacji i dążeń do niczego. Od
jednego do drugiego, końca i początku,
rozpoczynania nowego wątku. Dozwolone
wszystkie bronie, chwyty także, bo jakże
inaczej? Wszystko stracić można. W ulotności
każdy żyje. Bez wyjątku i majątku, albo
z nim. Do niczego sentymenty, same wstręty.
W ulotności żaden z gości nie zostanie
sam. Jest wielu ludzi tam, daleko, gdzie
wzrok nie sięga. To potęga?