Wiatr lekko mierzwi dość potargane już
włosy, a kłosy zbóż już niewidoczne.
Mroczne cienie przykrywają trawy,
a obawy, że to koniec, wydają się być
prawdziwsze. Pytania, co właściwsze?
Wątpliwości i godziny niepewności. Tupot
stóp i szmer kroków małych. Świat cały
się zatrzymał. Wina to nie wiadomo czyja.
Wędrujące obłoki nad głowami wiszą
i nad ciszą unoszącą się w zgęstniałym
powietrzu echo słychać. Nie wolno
oddychać. Wszystko zatrzymane.
Zakazane miłości, czułości i inne
przyjemności. Pocałunków namiętnych
noc, zatrzymana. Zakłamana, zakochana.
Łuną blasku w potrzasku ratuje
nieboskłon. Jest schronienie. Tam, gdzie
od bólu ukojenie. Jedno westchnienie
i jesteś. Ty, moja opoka, moje powietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz