Niezaprzeczalnie jedyni w swoim
rodzaju. Niepodważalnie piękni
duchowo. Choć każde z nich, każde
z nas, drogą swoją kroczy, umiemy
się zaskoczyć, ze sobą rozmawiać,
z siebie drwić i śmiać się z samych
siebie. Z nią tak lekko jest, tak
pewnie. Z nim nieśmiało, ale śmiesznie.
Grzecznie. Ufam jej, jak nikomu
chyba. Zdobywa się taką przyjaźń
w tajemnicy, nie krzyczy się o tym
głośno. Trzyma się ją w sercu i patrzy,
jak rośnie. Jak rozkwita. Obserwuje się
jej pąki, jej owoce. To przepłakane
noce, prześmiane całe dnie, to wszystko
to, czego chcę, czego pragnie człowiek
od życia. Nie mam przed nimi do ukrycia
nic. Lubię z nimi być. Z nią szaloną,
nieposkromioną, grająca, zwierzającą się.
I z nim. Spokojnym, opanowanym, ale
zaczarowanym muzycznie i tak fantastycznie
zadziornym. Z nim przekornym. Dają mi
uśmiech na twarzy. Dają mi uśmiech taki,
o którym niejedni mogą tylko marzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz