Wyciągam z szuflady kolejne kłębki
zaczarowanych wspomnień. Tych
małych i dużych, próżnych i takich
niezwykle wartościowych. W każdym
inny człowiek, inny wyraz, inna czasem
miłość, inne uczucie. Wszystko inne.
A w szufladach kieszonki, a w nich
małe cząstki tego, co było chwilą
ulotną, a teraz już nie wróci. Ocalić
wspomnienia od zapomnienia. Od
ludzkiej złośliwości, od żaru nieżałości,
od niesnasek, od wszystkiego, co złe.
Wspomnieniami karmić się chce każdy,
kto ma w nich choć ułamek lepszego
siebie. Ich magia i moc sprawiają, że
co noc wracają wszystkie te dobre,
te pozytywne i te, niestety, naiwne.
Jest we wspomnieniu taki człowiek,
który już powoli odchodzi gdzieś tam,
w zapomnienie. Staje się jakby małą
chwilą, która właśnie mija. Trzeba
go zamknąć w szufladzie, by na dzień
stamtąd nie wychodził. Gdy jednak
noc nadchodzi jego portret wraca.
Jak sprawa nigdy niewyleczonego kaca,
jak cień, jak tęcza po deszczu w dzień
słoneczny, on jest. Ach wiem, że
niedorzeczny. Zamknąć zatem koniecznie
w szufladzie trzeba ten skrawek nieba,
który zachodzi szarością. Wybielić go
należy, pokryć błękitem, by tuż przed
świtem pachniał cudną pozytywnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz