Zawsze zostaje jakiś żal, jakaś
cząstka niespełnienia. Gdy marzenia
kończą się w głowie, a miłosne
pogotowie nic nie pomoże, nic
nie powie, tylko rodzi nowy
zamęt. Wewnętrzy remenent,
rachunek sumienia, wszystkie
obliczenia i przypuszczenia idą
na marne. Skamieniałe serce.
Pokaleczone, poranione, ale
nieopatrzone. Wyrywa się od
zapomnienia. Trzymane na
łańcuchu pragnienia nie potrafią
zniknąć. Uwikłana w niebepieczne
związki, czeka na zalążki czegoś
nowego. Nic prostszego. A jednak
trudno i ciężko. Oczy otwiera
i z niedowierzaniem patrzy, jak
przestaje cokolwiek znaczyć.
Jak odchodzisz, jak znikasz, jak
zapominasz. Analizuje każdą
godzinę, minuta po minucie.
Miłość jest dla niej chorobą.
Miłość jest zatruciem, z którego
niegdy się nie wyleczy. Ona
niweczy jej wszelkie plany.
Nie ma tak, jak kiedyś, że każdy
dzień jest zakochany. Teraz tylko
rany. W sercu jej tańczy szarość.
Składa wszystko w jedną całość,
ale nie umie. I znowu płacze.
Bo dla Ciebie nic nie znaczy.
Wysoką cenę przyszło jej płacić
za to, co minęło. Ciebie to nawet
nie dotknęło, nie obeszło. Bo Cię
przecież nie obchodzi przeszłość.
W imię tego, co odeszło, tęskność
tli się nad powierzchnią. Śmiech
zamienia się w łzy, a wiatr unosi
wspomnienia W uśmiechu byłeś
Ty. A jej szkliste oczy to każdy
Twój dotyk. Już nie budzisz jej
pocałunkami. A nocami
nie wtulasz się w jej ramiona.
Teraz jest ona. Osamotniona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz