poniedziałek, 29 sierpnia 2011

"Droga do nieba"

Zamyka oczy. Sen, którym się okrywa
zdaje się być wiecznym. Już ulatuje
powietrze. Wiatr po cichutku szepce,
że to już koniec. Już się nie obudzi.
Tych emocji nie da się ostudzić.
Lamentu i płaczu i niepewności.
Już nie ma ciała, a duszę wiodą
anioły do Raju. Bolesna strata.
Wszystkie dogmaty nagle tracą
sens. Mnóstwo pytań i przepełniający
serca żal. Że za szybko, za wcześnie,
że jeszcze nie teraz. Idzie różaną
drogą w niebieskiej przestrzeni.
Uśmiecha się. Spotyka anioły,
cherubinów i Boga. Ach! Cóż za
trwoga! Ale się nie boi. Ma wszystko,
czego potrzeba. Swój własny skrawek
nieba. Jest w krainie szczęśliwości.
Tam, gdzie same są radości, gdzie
nie ma smutków i nieporozumień.
Tam, gdzie leje się strumień samych
pięknych marzeń. A wszystkie
niebiańskie korytarze są jasne. I choć
w nas tli się żal, że jest gdzieś tam,
daleko, nie narzeka. Bóg już czekał.
Zaprosił do siebie. A w Niebie jest
pięknie. Idzie i wiatr kołysze. Słyszy
ciszę. Nic już nie boli. Nie cierpi.
Dusza jest spokojna, utulona w Jego
ramionach. A my toniemy we łzach.
Przytłacza nas strach i smutek.
Patrzy na nas z góry. Jest tam, gdzie
najbardziej błękitne chmury. Najjaśniejsze.
Karmi się powietrzem, które tam jest
niezwykle lekkie. Idzie jasną drogą.
Ukojenia potrzeba. Idzie drogą do nieba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz