Biorę do ręki pióro, ołówek, cokolwiek.
Zaczynam malować Twój portet, ale
za każdym razem inny. Piszę miliony
listów, które chowam do szuflady, żeby
potem je wyciągać i nad nimi płakać.
Bez sensu. Zrobię teraz inaczej, chcę
sprawdzić, kim dla Ciebie jestem
i co, tak naprawdę, dla Ciebie znaczę.
Albo nie. Pójdę w zupełnie inną stronę
i będę myśleć, czy idziesz za mną.
Czy na mnie patrzysz, czy się troszczysz
i dbasz o to, żeby nic mi się nie stało.
Wtedy będę wiedziała już na pewno,
czy nie wpadam w co raz to większą
dziurę bezdennej nicości. I nie, nie będę
już wylewać łez i spędzać samotnych
wieczorów, bo Ciebie nie ma. Będę
zupełnie nowa. Lepsza, bo zmienna.
chciałabym żeby to mogło przyjść tak łatwo... odwrócić się i pójść w inną stronę...
OdpowiedzUsuń