Blask Twoich oczu, który wyłaniał się znad
okrywających Słońce chmur. Spojrzenie, które
elektryzuje tak samo, jak za pierwszym razem.
I uśmiech. Niepowtarzalny, wyjątkowy. Najszczerszy.
Przedpadło. Nic się nie powtórzy. Nawet zmarszczone
czoło, rysy na skroniach i zdziwione miny.
Nie, to nie z Twojej winy. Z naszej wspólnej.
Kiedy do palącego się drewna dorzucasz
kolejne, może okazać się, że jest już zbyt dużo.
Twoje dłonie. I moje. Nasze. Splecione palce,
ścisk i świadomość rozstania. Było, jak w bajce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz