czwartek, 28 lipca 2011

"Ona i On"

Z przyczyn moralno - etycznych i różnych wytycznych,
zakazano. Może chciano. Uważano, że tak lepiej będzie.
Zawsze i wszędzie marzyła o miłości. O księciu na koniu
białym, ideale doskonałym. Długo go nie było. Później
nawet się jej nie śniło, że spotka kogoś wyjątkowego.
Szczerego, przystojnego, z jedną wadą - zajętego. Nie
do wzięcia. I płakała za tego księcia. Nie miała pojęcia,
że się ułoży wszystko tak, jak chciała. Oczywiście się
bała, że jest przeszkodą, kości niezgodą, która przewraca
życie do góry nogami. Jednakże nie da się opisać słowami
tego, co ich łączyło i tego, co między nimi było. Kiedy
myśleli o sobie nocami i dniami, gdy byli swoimi
największymi marzeniami. Dla niej zostawił wszystko -
ówczesne szczęście, które było tak blisko. Zakochał się
w niej - prawdziwym kaktusie. W dziewczynie, która
miała niesamowicie piękną duszę. Ona także go kochała
i dużo czasu potrzebowała, żeby mu to wyznać. Nie
chciała się przyznać. On powiedział jej pierwszy, bo
starszy, mądrzejszy. Przez długi czas kochali się skrycie,
bo każde z nich miało swoje własne życie. Wreszcie się
zeszli, po wielu przeszkodach i schodach, które pokonać
musieli. Zawsze oboje dobrze wiedzieli, że chcą dla siebie
żyć, ze sobą być. Potrzebowali chwil wielu, by odkryć,
że zmierzają do jednego celu. Do jednej i tej samej
przystani, że nie chcą być sami - każde w innym miejscu,
czy przy innej osobie. Widzieli szczęście tylko w sobie.
"Myślę ciągle o Tobie i nie mogę przestać. Próbowałem
zapomnieć, ale mnie na to nie stać" - powiedział jednego
razu i natychmiast przysuwając ją do siebie, pocałował.
Ani chwili nie żałował. Potem tylko podziękował - że go
chciała, że tak długo, tak cierpliwie na niego czekała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz