Oczy wznoszę ku niebu. Okrywa je nieskończony
błękit przemieszany z szarością, zza którego
niepewnie i bardzo nieśmiało wyłania się Słońce.
Choć smutek ogarnia całe moje wnętrze, ono
wprowadza radość. Czy szczęście? Być może, jednak
tylko odrobinę. Za oknami jeszcze zima, bo biały
puch przykrywa niemalże cały świat. Czekam na
moment, kiedy ubrana w kolorowe szaty wiosna
przyjdzie i zapuka do drzwi mojego serca. Otworzę.
Nie będzie to jednak zaproszenie do środka. Może
się rozczaruje, ale muszę być ostrożna. Nie można
działać impulsywnie. Nadstawiam uszu, by dokładnie
słyszeć, czy już się zbliża. Uśmiechnięta, radosna,
kolorowa i miła. Jak to wiosna! Wreszcie do mnie
zawitała. Po długiej podróży i wielu przeszkodach.
Na początku byłam zachwycona. Ona ciepła, skromna,
serdeczna chciała mnie poznać. Po mroźnej zimie,
która zgasiła we mnie cały życiowy ogień, musiałam
zaryzykować. Wiosna! Najpiękniejsza pora! Dotyk
miała delikatny i uśmiech łagodny, jak u anioła.
Szybko odeszła. Zaledwie miesiąc gościła w moim
dotychczas zaspałym sercu. Obudziła w moim wnętrzu
najpiękniejsze marzenia. Odkryła skrywane pragnienia
i tajemnice. W krótkim czasie wiedziała o mnie
wszystko i stała się osobą bardzo, bardzo bliską dla mnie.
Najbliższą, powiedzieć mogę pewnie i śmiało, że ukochaną.
Kojarzyła mi się z zapachem pysznej herbaty z sokiem
malinowym i ze smakiem krówek. Nie opuściła mnie
jeszcze, wiosna kochana, do końca. Pamięta czasami.
Z każdym słońca blaskiem ja sobie o niej przypominam.
Bardzo mile ją wspominam. Nie ukrywam, że zrobiła
niezłe zamieszanie. Ciężko teraz mi wszystko
uporządkować. Mimo wielu starań i dążeń ku innej
porze roku. Nie wychodzi. Wiosna najmilsza jest
jednak memu sercu i oku. Była piękna, gdy mieszkała
w moim wnętrzu. Tęsknię za nią, choć wiem, że już
raczej nie wróci. Skrywam na dnie serca nadzieję, że
poczuję ją jeszcze. Nie teraz. Za chwilę. Jest jak powietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz